Zachwyt człowiekiem. Jak kobieta po pięciu rozwodach została apostołem

Jeśli dzisiaj ludzie nas, chrześcijan, unikają, to przede wszystkim dlatego, że jesteśmy podobni do tych uczniów Jezusa, którzy z przyjemnością potępiali świat.
Czyta się kilka minut
O. Wacław Oszajca SJ // Fot. Grażyna Makara
O. Wacław Oszajca SJ // Fot. Grażyna Makara

Jezus, przeciwstawiając się zrytualizowanej pobożności pogan i Żydów, proponuje uczniom, a więc i nam, swój sposób podejścia do Boga. Na czym on polega, dowiadujemy się z opowiadania o spotkaniu Jezusa z Samarytanką przy studni Jakubowej.

Idąc po wodę, Samarytanka zapewne nie rozważała o „wielkich dziełach Bożych”. Miała na głowie naszykowanie obiadu dla kolejnego partnera. A że była człowiekiem sprawiedliwym, to znaczy rozróżniającym dobro od zła, robiła, co do niej należało, z poetycko-mistycznym zacięciem, który tak opisuje Janusz Pasierb: „W gruncie rzeczy / nie ma nienawiści // są tylko gorzkie / zawiedzione miłości / miłości / które ludziom / udało się jakoś / zdławić”. Jakoś to znaczy nie do końca, o czym świadczy życie jej samej, ale też Piotra i Pawła, Judy z Iskariotu, jak też Matki Jezusa oraz Jego braci i sióstr.

Bez namaszczeń i bez misji. Jak narodził się jeszcze jeden apostoł

Wskutek tej rozmowy kobieta po pięciu rozwodach i sześciu zamążpójściach okazuje się uczennicą Jezusa bardziej pojętną od apostołów, wciąż kurczowo „trzymających się ludzkiej tradycji” zamiast przykazań: „Dziwili się, że rozmawiał z Samarytanką”. Ona też się dziwiła, ale nie gorszyła zachowaniem Jezusa. Nie zlekceważyła Go i nie odeszła. Wdaje się z Nim w rozmowę, chce wiedzieć, jak jest naprawdę.

Zaciekawiona niecodziennym podejściem Jezusa do spraw Boskich i ludzkich, biegnie do swoich z nowiną: „Chodźcie, zobaczcie człowieka, który mi powiedział o wszystkim, co zrobiłam; czy to nie jest Chrystus?”. I tak bez chrztu, bez namaszczeń i bez włożenia rąk, bez misji kanonicznej i posłania, narodził się jeszcze jeden apostoł. Tym razem w spódnicy. By tak się stało, wystarczył rozumny zachwyt człowiekiem, z którym przypadkowo dało się po ludzku porozmawiać. 

Zachęceni przez ich rodaczkę Samarytanie „przyszli [do Jezusa] z prośbą, aby pozostał u nich [i] jeszcze więcej uwierzyło dzięki głoszonej przez Niego nauce. Do tej kobiety zaś mówiono: Teraz wierzymy już nie na podstawie tego, co nam powiedziałaś, lecz dlatego, że sami Go usłyszeliśmy. Wiemy, że On naprawdę jest Zbawicielem świata”. Jeśli dzisiaj ludzie nas, apostołów, unikają, to przede wszystkim dlatego, że jesteśmy za bardzo podobni do tych uczniów, którzy z przyjemnością potępiali świat, a za mało do Samarytanki, która miała odwagę uznać za prawdę to, co uchodziło za herezję. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 10/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Rozwodniczka apostołem