Wciąż ulegamy tej samej pokusie. Czego nie chcemy zrozumieć?

Wygodniej jest odprawiać rozhuśtane emocjonalnie nabożeństwa niż siąść do stołu z tymi, których mamy za „celników i grzeszników”.
Czyta się kilka minut
O. Wacław Oszajca SJ // Fot. Grażyna Makara
O. Wacław Oszajca SJ // Fot. Grażyna Makara

Cóż mam począć z tobą, Efraimie? Co mam uczynić z tobą, Judo? Wasza miłość jest jak poranny obłok, jak rosa, która wcześnie znika”, mówi Bóg do swojego narodu. Przemawia po ludzku, ustami człowieka, Ozeasza. Nie oskarża, spokojnie mówi, że boli Go ten brak wzajemności. Mówi, jakby się usprawiedliwiając: „Pragnę miłości, a nie ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń”. Ale ta propozycja nie budzi ich zainteresowania. Oni szukają sposobu, jak by tu skutecznie zachęcić Boga do szybszego zajęcia się ich sprawami. 

Nie dopuszczają więc do głosu Ozeasza, gdyż boją się, że nie tylko nie pomoże, ale jeszcze może przeszkodzić w tym nakłanianiu Boga do spełnienia ich oczekiwań, zwanym modlitwami. Boją się, że będą musieli rozstać się z tym, co dotychczas łączyło ich z Bogiem i co przeżywali jako miłość. Nie byli ludźmi złej woli. Chcieli mieć Boga, który jak inni bogowie będzie – jak to dzisiaj mówimy – dawcą „wszelkich łask, których tak bardzo potrzebujemy”. Oni i my, jak wielu innych ludzi religijnych, wciąż ulegamy tej samej pokusie. W życiu, zamiast „logiką daru”, kierujemy się „logiką ofiary” i nie chcemy zrozumieć, że ofiara, jeśli nie rodzi się z miłości, rodzi nienawiść i przemoc.

W przeszłości poza Ozeaszem również Eliasz mówił do Izraelitów, a więc i do nas: „»Jak długo będziecie się chwiać, przechylając się to na jedną, to na drugą stronę? Jeśli Pan jest Bogiem, to idźcie za Nim, a jeśli Baal, to idźcie za Baalem«. Lud jednak nie dał mu żadnej odpowiedzi”. Ten brak odpowiedzi jest znaczącą odpowiedzią. Po prostu wygodniej jest odprawiać rozhuśtane emocjonalnie nabożeństwa niż siąść do stołu z tymi, których mamy za „celników i grzeszników”. Eliasz bardziej krewko od Ozeasza ośmiesza taką religijność: „Krzyczcie głośniej, przecież to jest bóg, więc może jest zamyślony albo zajęty swoimi sprawami, albo jest jeszcze w drodze. A może po prostu śpi i musi się obudzić?”. 

Ale Bóg Jezusa Chrystusa nie potrzebuje takiej pobudki; my, ludzie, Kościół – owszem. Nie jest nam przecież obca pokusa czczenia Boga Jezusa na baalowy sposób. Świadczy o tym krytyka papieża Leona choćby ze strony polityków i z naszej strony, choćby za wspólną modlitwę z abp. Sarah Elisabeth Mullally. Czas na uważną lekturę „Magnifica humanitas”

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 23/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Religijność jak rosa