Za granicą wiary

Wyglądający wszędzie diabła egzorcyści, Rycerze Chrystusa Króla, wspólnoty o cechach sekt... Na „peryferiach religijności” dzieje się dużo. Oto czwarty już odcinek „Tygodnikowej” mapy polskiego Kościoła.

04.07.2016

Czyta się kilka minut

Stan omdlenia zwany zaśnięciem w Duchu Świętym. Na rekolekcjach o. Johna Bashobory. Stadion Narodowy, Warszawa, 18 lipca 2015 r.  / Fot. Tomasz Gołąb / Foto Gość / FORUM
Stan omdlenia zwany zaśnięciem w Duchu Świętym. Na rekolekcjach o. Johna Bashobory. Stadion Narodowy, Warszawa, 18 lipca 2015 r. / Fot. Tomasz Gołąb / Foto Gość / FORUM

Kiedy przed trzema laty opublikowaliśmy w „Tygodniku” pierwszy raport o zyskujących na znaczeniu w Kościele księżach egzorcystach, nie przypuszczaliśmy, że zwyczajów i praktyk religijnych, cieszących się w niektórych środowiskach popularnością, choć pozostających w niezgodzie czy na granicy nauczania Kościoła – jest w Polsce tak wiele.

Na „peryferiach religijności” dzieje się bowiem sporo. Fascynacja osobową postacią Złego to tylko jeden z przykładów. Do innych zaliczają się np. listy „zagrożeń duchowych”, wspólnoty nawołujące do intronizacji Chrystusa na Króla Polski, charyzmatyczni księża i świeccy, których grupy modlitewne wymykają się czasem spod duszpasterskiej kontroli. Nierzadko także – jak w przypadku opisanej przez nas prywatnej wspólnoty z północy Polski („TP” nr 28/2014) – stanowiące zagrożenie dla swoich członków. Na szczęście wiele z tych zjawisk Kościół zaczął już dostrzegać. A nawet na nie reagować – jak w przypadku księży egzorcystów czy tzw. spowiedzi furtkowej.

Wybierzmy się zatem w krótką wycieczkę po obrzeżach polskiej religijności.

Gdzie jest Zły? Wszędzie

Pisząc o zjawiskach z pogranicza wiary i myślenia magicznego, można dostrzec Polskę, której istnienia trudno byłoby się domyślić – zanim nie spotka się ludzi, którzy wierzą, że osobowa postać Złego wpływa osobiście na los ich społeczności, a nawet całego kraju. A także tych, którzy stojąc przy furtce swojego domu wskazują na posesje sąsiadów i mówią: „W co drugim z tych domów mieszka opętany”.

Tuż po publikacji naszego raportu o egzorcystach („TP” nr 33/2013) ich posłudze zaczęli przyglądać się m.in. członkowie Komitetu Nauk Teologicznych PAN. – Sformułowano tezę, że tam, gdzie szwankuje coś z wiarą w Boga, tam zaczynają się poszerzać obrzeża religijności: zabobony, a także wiara w szatana jako istotę równie potężną, a może nawet potężniejszą od Boga – mówił „Tygodnikowi” jej przewodniczący, ks. prof. Tadeusz Dola.

To wtedy rozpoczęto pracę nad wskazaniami dla kapłanów pełniących posługę egzorcysty, które Episkopat zatwierdził na początku czerwca 2015 r. Czytamy w nich m.in., że „Posługa egzorcyzmowania musi być wykonywana w ścisłej zależności od biskupa diecezjalnego (...)”. A także: „We współczesnym świecie dostrzegamy, że zaspokojenie medialnej potrzeby sensacji bardzo często prowadzi do karykaturalnej deformacji potrzeby egzorcysty. Dlatego też egzorcyści muszą być bardzo ostrożni w tym, co mówią, jak się wypowiadają i jak powołują się na naukę Kościoła. Każde medialne wystąpienie egzorcysty powinno mieć aprobatę ordynariusza, który zlecił mu posługę egzorcyzmowania”.

Im głębsza religijność, tym – często – głębsza wrażliwość. Ale także: podatność na wpływ. W popularności związanej z ruchem egzorcystycznym tzw. katechezy strachu odbija się wiele zjawisk, m.in. lęk w Kościele; przekonanie o szczególnym złu współczesnego świata; niedojrzałość teologiczna i psychologiczna; niefrasobliwość katechetów; nadużywanie kategorii „zagrożeń duchowych”; wreszcie – dramaty rodzin, w których „zdiagnozowano” opętanie. – Tabloidyzacja sprawy odciąga uwagę od rozważań psychiatrycznych i sakramentalnych rozwiązań problemów religijnych – mówił „Tygodnikowi” (anonimowo) jeden z krytycznych wobec zjawiska egzorcystów.

Po uregulowaniu przez Episkopat posługi egzorcystów, krótkotrwałą popularność zdobyła w Polsce tzw. spowiedź furtkowa. „Furtkowa” – gdyż to właśnie przez „furtki” miał wchodzić wszechobecny diabeł.

„Otwierać” miały je nie tylko grzechy własne, lecz także przewinienia przodków lub krewnych, z których należało się spowiadać. Rachunek sumienia, dla którego podstawą były zagrożenia duchowe, w takiej formie zakładał nawet kilkaset pytań, a sama spowiedź mogła trwać nawet kilka godzin.

Według różnych źródeł w 2014 r. miało tą metodą spowiadać nawet od 350 do 600 księży z całej Polski. Z polecenia Episkopatu „spowiedzi furtkowej” przyjrzała się komisja teologiczna KUL. W przygotowanej ekspertyzie znalazły się m.in. zastrzeżenia dotyczące modlitwy o uwolnienie, którą zakładała spowiedź, a która przybierała formę uroczystego egzorcyzmu. Taka forma spowiedzi „jawi się jako prawdziwe zagrożenie duchowe” – napisali eksperci z KUL.

W połowie marca 2015 r. biskupi zakazali jej praktykowania.

Bój się Boga

„Katecheza strachu”, którą jeszcze niedawno tak otwarcie uprawiała część egzorcystów, niepokoiła także z dwóch innych powodów. Po pierwsze, godziła w jedną z najpiękniejszych idei chrześcijaństwa – wolność człowieka i jego wolny wybór Boga.

W narracji niektórych egzorcystów dominowało bowiem przekonanie, że szatan może zniewolić każdego.

Co więcej, aktywność egzorcystów szkodziła samym chrześcijanom. Choć kościelne procedury nakazują w przypadkach „opętań” wstępną konsultację psychologiczną, zasada ta nie zawsze jest dotrzymywana. W „Tygodniku” opisywaliśmy przypadek 15-latki z Pomorza, która została przez katechetów zabrana ze szkoły na mszę o uwolnienie, a następnie trafiła do egzorcysty – potem chodząc do niego przez trzy lata. Po publikacji tekstu („TP” nr 38/2013) z naszą redakcją skontaktowali się psychologowie. Powiedzieli, że w przeszłości zajmowali się wieloma przypadkami osób, które pierwotnie były „opętane” lub „zniewolone” (co było potwierdzane przez egzorcystów) – zaś ich diagnoza była zupełnie inna.

– Proste działania terapeutyczne wystarczały, by przywrócić równowagę psychiczną osobom, które uległy fałszywemu przekonaniu o działaniu duchowym – mówili nam. Dodawali także: – Przez długi czas, jako psychoterapeuci chrześcijańscy, mieliśmy wrażenie osamotnienia w myśleniu. Widzieliśmy i widzimy nadal w niektórych środowiskach „zagrożeniowych” błędy teologiczne, które owocują myśleniem magicznym w chrześcijańskim opakowaniu.

Król Jezus Pierwszy

19 listopada 2016 r., w przededniu uroczystości Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata, w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach zostanie odczytany akt intronizacyjny Chrystusa Króla. Chrystus Królem Polski? Dla wielu środowisk informacja o tym wydarzeniu stała się przyczynkiem do kpin i krytyki Kościoła. Czy wydarzenie to będzie rzeczywiście ukoronowaniem wieloletnich starań ruchu intronizacyjnego? Czy może bardziej symbolicznym objęciem tego środowiska kościelną, instytucjonalną kontrolą?

Aby w pełni zrozumieć fenomen ruchów intronizacyjnych, trzeba cofnąć się do czasów Rozalii Celakówny, zmarłej w 1944 r. mistyczki z Krakowa. To jej, w licznych wizjach, Jezus miał zlecić misję intronizowania Go na Króla Polski; miał to być jedyny sposób uratowania kraju przed wojenną zagładą.

Jednak prawdziwe problemy Kościoła z tym pomysłem rozpoczęły się stosunkowo niedawno, kiedy patronat nad częścią ruchu objął ks. Piotr Natanek, kontrowersyjny kaznodzieja z archidiecezji krakowskiej, który w Grzechyni k. Makowa Podhalańskiego założył ośrodek rekolekcyjny Pustelnia Niepokalanów. W 2010 r. ks. Natanek ogłosił list otwarty do biskupów, w którym m.in. wzywał do uznania prymatu „prawa Bożego” nad prawem państwowym. Jego kazania gromadziły setki wiernych z całej Polski, którym odpowiadał pogląd, że Polska jest w stanie rozpadu, a zagrażają jej masoni, Żydzi i liberałowie. „Pamiętacie programy natowskie? – mówił z ambony latem 2011 r. ks. Natanek. – Wyrżnęli Irak, wyrżnęli Afganistan. (...) Wyrżnęli Kościół we Francji, w Niemczech i Holandii, a teraz biorą się do wyrzynania Kościoła w Polsce. Dlatego witam was na tej pustelni: wszystkich sekciarzy, którzy chcecie upadać przed tronem Najwyższego!”.

Po tym, gdy ostentacyjnie odmawiał posłuszeństwa kościelnym przełożonym, ks. Natanek został suspendowany i stracił swoje wpływy. Pustelnia Niepokalanów, internetowa telewizja ChristusVincit-TV i związane z nimi Rycerstwo Chrystusa Króla nadal jednak istnieją. Właśnie „troska o [ich] formację” (czytaj: niepokój biskupów o zgodność ich działalności z nauczeniem Kościoła) była przyczyną powołania przez Episkopat w 2013 r. specjalnego zespołu ds. ruchów intronizacyjnych, na którego czele stanął bp Andrzej Czaja. Zespół rozpoczął dialog teologiczny z tymi grupami, które gotowe były do rozmowy. „Uznanie królowania Chrystusa – mówił on w rozmowie z Katolicką Agencją Informacyjną – nie zakłada wprowadzania rządów teokratycznych na ziemi. Zresztą Kościół katolicki zawsze był krytycznie nastawiony do takiej formy rządów”. Dodawał jednak także: „Sytuacja, w której się Kościół znalazł, także Kościół w Polsce, funkcjonowanie w kulturze coraz bardziej obcej chrześcijaństwu, zdaje się wręcz implikować potrzebę takiego aktu”.

Mapa mszy

Jeszcze kilka lat temu, aby trafić na mszę św. z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie, trzeba było się natrudzić: znaleźć księdza, który by ją odprawiał, zorganizować transport (jeździły na nie autobusy pełne wiernych), a później już tylko wytrzymać kilka godzin (niektóre trwały nawet trzy-cztery) w wypełnionym po brzegi kościele.

Dziś wystarczy wpisać w wyszukiwarce odpowiednie hasło, aby znaleźć kilkaset kościołów w Polsce, w których takie nabożeństwa są odprawiane.

Administratorzy katolickich stron internetowych prześcigają się w ofertach. Na stronie egzorcyzmy.katolik.pl (tłumaczonej na pięć języków; obok polskiej jest także wersja w języku angielskim, niemieckim, rosyjskim, hiszpańskim i francuskim) zamieścili mapę Polski z podziałem na diecezje, a w kolejnych zakładkach publikują ogłoszenia. Administrator strony – Fundacja „Pomocnicy Królowej Różańca Świętego”, która, jak czytamy, „stawia sobie za podstawowy cel propagowanie różańca (...) oraz szerzenie wiedzy na temat zagrożeń duchowych” – obok ogłoszeń o mszach o uzdrowienie umieścił m.in. sondę. Można w niej znaleźć m.in. pytanie: „Czy wierzysz w zbawienie upadłych duchów?” (odpowiedzi: „1. Absolutnie nie! Piekło jest wieczne”, „2. Nie wiem, co o tym sądzić”, „3. Tak, Boże zbawienie obejmie nawet Szatana”).

Na stronie sekretariatewangelizacji.pl dostępne są nawet wirtualne kalendarze z godziną nabożeństwa, adresem i mapą dojazdu.

Watykan: czas próby

Msze o uwolnienie organizuje coraz więcej wspólnot, ruchów, zakonów czy pojedynczych księży. O tym, jak duże jest zapotrzebowanie na tego typu modlitwy, pokazały m.in. rekolekcje na Stadionie Narodowym, które w 2014 r. prowadził ugandyjski charyzmatyk – o. John Bashobora. W spotkaniach brało udział blisko 60 tys. osób.

W internecie bez trudu można znaleźć filmy z mszy o uwolnienie, podczas których – w czasie tzw. zaśnięcia w Duchu Świętym – upadają na posadzkę kolejne osoby. Kłopot w tym, że w opisie nabożeństwa coraz częściej pomija się „uzdrowienie” na koszt „uwolnienia” – a sam cel modlitwy staje się zbieżny z celem egzorcyzmu.

Zapewne właśnie myśląc o wierzących, którzy na takie msze przychodzą z nadzieją na wyzdrowienie, Kongregacja Nauki Wiary opublikowała w maju list do biskupów „Iuvenescit Ecclesia” dotyczący relacji między darami hierarchicznymi a charyzmatycznymi, w którym, podkreślając ważność darów charyzmatycznych w Kościele, określa kryteria ich rozeznawania. Wśród nich pojawia się kluczowe: „Akceptacja czasu próby w rozeznawaniu charyzmatów”. Co oznacza, że sytuację uzdrowienia czy uwolnienia ocenić można dopiero po czasie, a nie kilka minut po mszy. To kolejny przykład uporządkowania praktyk, które zaczęły wykraczać poza to, na co pozwala Kościół.

Trzy sposoby manipulacji 

Choć zdecydowana większość grup i wspólnot modlitewnych w Polsce funkcjonuje w zgodzie z nauczaniem Kościoła, także wśród nich można znaleźć pojedyncze przypadki nadużyć. Specjaliści zajmujący się sektami w Polsce podkreślają, że trudno tu o statystyki czy klasyfikacje. Takie grupy łączy jedno: manipulacja, której poddawani są członkowie grupy.

O tym, jak wygląda to w praktyce, opowiada jedna z osób pracujących w Dominikańskim Centrum Informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach (prosi o anonimowość). Podaje trzy przykłady.

Pierwszy: grupa deklaruje, że celem jej istnienia jest nauka języków obcych, ale jedynym materiałem tekstowym są fragmenty Pisma Świętego, wyłącznie w tłumaczeniu zaakceptowanym przez grupę.

Drugi: ktoś oferuje jakąś formę ćwiczeń fizycznych, ale zataja informację o tym, że poprawa kondycji fizycznej jest możliwa wyłącznie w połączeniu z nowym systemem wartości.

Trzeci: grupa spotykająca się na modlitwę posiada szereg wymagań nieformułowanych wprost – w jakiej firmie wolno pracować, z kim utrzymywać kontakty towarzyskie, jakie są akceptowalne sposoby spędzania wolnego czasu.

– Rzadko zdarzają się sytuacje, kiedy jakiś ruch jest nam dobrze znany. To są małe grupki albo pojedyncze osoby liderów. Może to być psycholog w swoim gabinecie, ksiądz, coach, a nawet pracodawca – mówi ekspertka.

Zbawienie? Tylko u nas

Ekspertka mówi też o kursach mających w swojej ofercie podnoszenie kwalifikacji: – Ich uczestnicy odczuwają fascynację, jak wiele nauczyli się, ale nie potrafią wymienić żadnych konkretnych umiejętności. Wychodzą z wrażeniem, że doświadczyli czegoś nowego, niepowtarzalnego, otarli się o zupełnie nową rzeczywistość.

I przyznaje, że ostatnio coraz częściej w ich ośrodku pomocy poszukują bliscy takich osób, którzy zauważają, że po tego typu kursach ich bliski porzuca dotychczasowe zobowiązania, marzenia, przebudowuje system wartości.

Wśród zgłoszeń część stanowią te związane z duchowymi poszukiwaniami. – Mamy sporo grup należących do Kościoła, które na początku działają w miarę dobrze. Dopiero później pojawiają się elementy sekciarskie: grupa zamyka się coraz bardziej, zaczyna dystansować się albo nawet odsuwać od hierarchii kościelnej czy od świata w ogóle. W myśl hasła: „Zbawienie tylko u nas, w ramach naszej grupy” – przyznaje ekspertka z Dominikańskiego Centrum.

Opisując grupy wyłaniające się w Kościele, wskazuje też m.in. na charakterystyczne dla nich przekonanie, że wyłącznie u nich można odnaleźć prawdę. A jeśli Kościół dotąd jej nie uznał, to myli się właśnie on. Drugi rys to zamknięcie się na wszystkich wokoło, wyłączenie zdrowego rozsądku – człowiek zaczyna w ciemno wierzyć we wszystko, co powiedział lider. On zawsze ma rację. Przestaje zadawać krytyczne pytania. Jakakolwiek krytyka grupy wywołuje u niego agresję lub zerwanie kontaktu.

W ośrodku można usłyszeć: „Przy odrobinie złej woli nawet z kółka różańcowego można zrobić sektę”. – Zdarza się, że osoba prowadząca taką grupę narzuca coraz częstszą modlitwę o pokój na świecie – mówi ekspertka. – Ale w praktyce sprowadza się to do zamykania się przed światem z lęku przed zagrożeniami. Albo: że każdą sytuację w życiu można wymodlić. Nie chodzi o to, że ktoś kwestionuje siłę modlitwy, bo ona istnieje. Ale o to, że jest cały szereg rzeczy, które trzeba zrobić. Jeśli są jakieś problemy w rodzinie, warto znaleźć psychologa. Jeśli ktoś stracił pracę, trzeba mu pomóc znaleźć inną. A nie tylko się modlić.

Przestroga

To tylko subiektywny wybór, fragment mapy polskich „peryferiów wiary” – a w każdym razie najbardziej ich widocznych rejonów. Zapewne wskazana jest ostrożność w ich ocenie, a zwłaszcza powstrzymanie się przed uogólnianiem tych mimo wszystko marginalnych zjawisk na większość polskich katolików. Tam, gdzie religijność jest żarliwa, łatwiej o związane z nią nadużycia czy błędy (dodajmy, że wiele z przedstawionych zjawisk występuje także np. w katolickich krajach południa Europy czy w Ameryce Łacińskiej).

Dobrze jednak mieć świadomość, że „peryferie wiary” to rzeczywistość dynamiczna. Zarówno religii, jak i samym wierzącym dobrze zrobi, jeśli wspólnota Kościoła będzie ją stale monitorowała. ©℗

Kim jesteśmy, polscy chrześcijanie? Ile wiemy o własnej wspólnocie i ile w tym stereotypów? Wszystkie teksty z cyklu „Mapa polskiego Kościoła” czytaj na powszech.net/mapa

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Wybrane teksty dostępne przed wydaniem w kiosku
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Dziennikarka i redaktorka „Tygodnika Powszechnego”. Doktorantka na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Do 2012 r. dziennikarka krakowskiej redakcji „Gazety Wyborczej”. Laureatka VI edycji Konkursu Stypendialnego im. Ryszarda Kapuścińskiego (… więcej
Marcin Żyła jest dziennikarzem, od stycznia 2016 do października 2023 r. był zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Od początku europejskiego kryzysu migracyjnego w 2014 r. zajmuje się głównie tematyką związaną z uchodźcami i migrantami. W „… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 28/2016