„Wytłumaczenie wszystkiego”: ten węgierski film do złudzenia przypomina polską rzeczywistość

W bezinteresownym zapatrzeniu na szczenięce wybryki kryje się nadzieja, że świat jeszcze do reszty nie zwariował.
Czyta się kilka minut
Kadr z filmu „Wytłumaczenie wszystkiego”, reż. Gábor Reisz, 2023 r. // Materiały prasowe Aurora Film
Kadr z filmu „Wytłumaczenie wszystkiego”, reż. Gábor Reisz, 2023 r. // Materiały prasowe Aurora Film

Dotychczas aż do znudzenia mówiło się, że najlepsze filmy o współczesnej Polsce kręcą reżyserzy urodzeni w Bukareszcie. A zwłaszcza Cristi Puiu w „Sieranevadzie” czy Radu Jude w „Niefortunnym numerku lub szalonym porno” i ostatnio w „Nie obiecujcie sobie zbyt wiele po końcu świata” (wejdzie do naszych kin już pod koniec września). 

Tym razem mamy Warszawę w Budapeszcie, bowiem to, co robi Gábor Reisz, jako żywo przypomina nasz społeczno-polityczny świat nieprzedstawiony. Albo przedstawiany dotąd zbyt słabo bądź nazbyt stronniczo, ażeby dało się w nim całościowo przejrzeć. Zapewne przed rokiem „Wytłumaczenie wszystkiego” byłoby odbiciem znacznie ostrzejszym, choć przecież po 15 października nie zaniknęły stare podziały, wewnętrzne konflikty, złe emocje. O tym właśnie opowiada film węgierskiego twórcy. Być może chodzi w nim także o coś dużo większego niż polityka, na przykład o „sens życia oraz jego brak” – by zacytować wcześniejszy tytuł Reisza i jeszcze jeden tamtejszy głos w temacie niedojrzałości.  

Główną bohaterką najnowszego filmu jest trójkolorowa przypinka, zakładana przez naszych „bratanków” 15 marca, w rocznicę wybuchu niepodległościowej rewolucji węgierskiej z 1848 r. Nastoletni Ábel (Gáspár Adonyi-Walsh) miał taki znaczek w klapie na maturze z historii, bo po prostu zapomniał go odpiąć. Ale że egzamin ów sromotnie oblał (nie był w stanie wydusić słowa na żaden z wylosowanych tematów), tłumaczył się potem w domu, że „facet od histy” uwziął się na niego z powodu owej „kokardy narodowej”. Tudzież ojcowskich sympatii dla prawicowej partii Fidesz. 

  • WYTŁUMACZENIE WSZYSTKIEGO (Magyarázat mindenre) – reż. Gábor Reisz. Prod. Węgry/Słowacja 2023. Dystryb. Aurora Films. W kinach od 13 września. 

Wówczas György (István Znamenák) nie ma już wątpliwości, że jego syn padł ofiarą prywatno-politycznej zemsty. W końcu nauczyciel Jakab (András Rusznák) wygląda na typowego libka, co to ćwiczy jogę i jogging, nosi hipsterskiego koczka, a zamiast rozprawiać na lekcjach o ofiarach komunizmu, pokazuje uczniom filmy o Holokauście w rodzaju „Syna Szawła”. Ábel, czyli sprawca całego zamieszania, ma też w nim swój bardziej osobisty interes – oto szkolna koleżanka, w której się podkochuje, dużo chętniej związałaby się z charyzmatycznym nauczycielem, gdyby miała jego przyzwolenie. Tymczasem afera z przypinką eskaluje w ideologiczny konflikt, a media sympatyzujące z obecną władzą tylko czekają, by rzecz jeszcze bardziej rozdmuchać i politycznie wykorzystać.

Bez pośpiechu i typowych dla tego rodzaju kina przerysowań czy kontrastów nakreśla Reisz dynamikę i tło owego konfliktu. Na pierwszym planie mamy tutaj dwie odmiany środkowoeuropejskiej klasy średniej, z jej różnymi wzorcami, fetyszami, aspiracjami. Tyle że reżyser i jego współscenarzystka, Éva Schulze, nie próbują pod tym względem iść na łatwiznę. Kiedy wydaje się, że to oczywiste, po której stronie lokuje się ich (i nasza) sympatia, nagle jakiś szczegół, chociażby natury obyczajowej, zaprósza ten czarno-biały obraz. Albo, gdy gotowi jesteśmy zafiksować kogoś na przeciwległym biegunie, prezentuje on postawę zupełnie niepasującą do stereotypu. I tak jak progresywny historyk bywa irytujący w swoim mędrkowaniu i męskim egoizmie, tak konserwatywny György zaskakuje nas czasem swą poczciwością. Choćby było to dobrowolne angażowanie się w prace domowe lub estetyczna niechęć do rodzimych „kossaków”. Ktoś powie: czysty symetryzm, jednakże kino Reisza potrafi być od tego najdalsze. W końcu nie tylko zwolennicy Viktora Orbána zwykli nosić z dumą wspomnianą wyżej kokardę.

„Wytłumaczenie wszystkiego” na szczęście wszystkiego do końca nie tłumaczy i nie ośmiesza. Ani wojny o zawłaszczanie narodowych symboli, ani cynizmu współczesnego dziennikarstwa, zwłaszcza „dworskiego”. Można potępiać młodą reporterkę Erikę, która w imię stołecznej kariery rzuca się na gorący temat, ale ciekawsze od tego jest samo studium absurdu – w jaki sposób przypadkowe zdarzenie, drobne kłamstewko czy podsłuchana mimochodem informacja stają się wodą na polityczny młyn. I z jaką łatwością wciąga on w swoje tryby obie strony. Scena, kiedy w kryzysowym momencie spotykają się twarzą w twarz i zaczynają polemikę, mogłaby być konstruktywnym rozładowaniem tego napięcia, o ile zapiekli przeciwnicy chcieliby porozumieć się ze sobą. Bo łączy ich w gruncie rzeczy całkiem sporo i można by przekierować tę gniewną energię w zupełnie innym, bardziej sensownym kierunku. 

Dla twórcy „Najgorszych wierszy świata” najważniejszy jest w tym wszystkim bierny z pozoru Ábel, dopiero wchodzący w życie. Co prawda sypie mu się wąs, lecz zdaje się dzieckiem we mgle, a jego egzamin dojrzałości, który stał się w pewnym momencie sprawą wagi państwowej, zamienia się w sprawdzian z realnej dorosłości. Z uodpornienia na konformizm i manipulacje, z bycia naprawdę wolnym. Nie przypadkiem bohater zdaje właśnie historię. Ta przez duże „H” miała się zakończyć wraz z upadkiem komuny, jednak zawsze, nie tylko pod austriackim czy sowieckim knutem, są okazje, by wykrzesać z siebie małe bohaterstwo. Zresztą nawet maturalne tematy wydają się ukrytym komentarzem do bieżącej sytuacji na Węgrzech. Dlaczego więc Ábel zaniemówił? Czemu w momencie, gdy waży się jego przyszłość i wokół całej sprawy starło się tyle rozmaitych interesów, on przyjmuje postawę „wolałbym nie” i woli korzystać z uroków lata w mieście? Reisz jedynie sugeruje odpowiedzi.

Przed nami dwugodzinna wersja filmu, czyli skrócona wobec pierwotnej o kilkadziesiąt minut. Można się spodziewać, że i w tamtej nie znaleźlibyśmy „wytłumaczenia wszystkiego” (młodzieńczym buntem, depresją, zawiedzioną miłością), ale raczej jego pogłębienie i zniuansowanie. Reisz zgrabnie porządkuje i zagęszcza fabułę, a oddając spojrzenia poszczególnym bohaterom, stopniowo ich „rozbiera” i dzięki temu każdego z nich jakoś uczłowiecza. W jego bezinteresownym zapatrzeniu na szczenięce wybryki Ábla kryje się nadzieja, iż ten świat do reszty jeszcze nie zwariował w swoich plemiennych zacietrzewieniach. Unikając antagonizowania na siłę i zarazem gestów naiwnie pojednawczych, udaje mu się sportretować zbiorowe zmęczenie – podsycaną odgórnie dwubiegunowością i wzajemnym brakiem zaufania. Ciekawe, kto mógłby w Polsce zrobić podobny film i jak szybko zostałby oskarżony o bagatelizowanie dominującego konfliktu. O rozmywanie politycznych czy moralnych racji.

Gábor Reisz jest nagradzanym reżyserem, scenarzystą i kompozytorem węgierskim, znanym u nas z takich filmów, jak „Sens życia oraz jego brak” (2014) czy „Najgorsze wiersze świata” (2018). Ze swoim najnowszym tytułem, „Wytłumaczenie wszystkiego” (2023), wygrał m.in. w sekcji Orizzonti festiwalu w Wenecji oraz w tegorocznym konkursie Nowych Horyzontów we Wrocławiu. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 37/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Sens życia i jego brak