Nerwowo zrobiło się już w pierwszych minutach przemówienia w Kongresie. Gdy Donald Trump mówił, że po listopadowych wyborach prezydenckich ma teraz szeroki mandat do rządzenia krajem, obecni na sali Demokraci wydali okrzyk niezadowolenia. Kongresmen Al Green z Teksasu, który uporczywie wymachiwał i wykrzykiwał w stronę Trumpa, został wyprowadzony z sali.
Demokraci odpuścili sobie także owacje na stojąco, gdy prezydent – w skromnej części wystąpienia poświęconej polityce zagranicznej – przekonywał, że Rosja sygnalizuje, iż jest rzekomo gotowa na pokój. „Czyż to nie byłoby wspaniałe?” – mówił Trump po tym, jak dzień wcześniej wstrzymał pomoc wojskową dla Kijowa. Decyzję administracji skrytykowali wtedy niektórzy prominentni Demokraci, a nawet pojedynczy Republikanie, jak senatorka z Maine Susan Collins.
Mówiąc o Ukrainie, Trump przyjął wyjątkowo koncyliacyjny ton
Po burzy, jaką wywołało piątkowa awantura w Gabinecie Owalnym, prezydent USA twierdził teraz w Kongresie, że otrzymał list od prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, w którym ten miał deklarować, że jest gotowy na powrót do rozmów i podpisanie umowy na wydobycie metali ziem rzadkich. Do tego odniosła się na Facebooku ambasadorka Ukrainy w USA Oksana Markarowa: stwierdziła, że w rzeczywistości Trump zacytował wpis Zełenskiego z mediów społecznościowych.
Wygląda to tak, jakby w tej sprawie prezydent USA chciał koniecznie zasygnalizować w Kongresie jakiś „przełom” w relacjach z Ukrainą. Jeśli doszłoby jednak do podpisania porozumienia amerykańsko-ukraińskiego o surowcach w zamian za przywrócenie pomocy wojskowej – a taki scenariusz sygnalizowały we wtorek anonimowe źródła agencji Reutera – to byłaby pożądana sekwencja zdarzeń dla Trumpa, który uwielbia wszak kreować się na lidera silnego i sprawczego, rozstawiającego po kątach także (dotychczasowych) sojuszników.
Typowy spektakl zadowolonego z siebie narcyza
Podczas ponad półtoragodzinnego orędzia prezydent USA zaserwował światu stałe punkty ze swojego repertuaru. Insynuował więc, że Europejczycy wydali więcej pieniędzy na rosyjską ropę i gaz niż na wspieranie Ukrainy, a także po raz kolejny wspomniał o ambicjach dotyczących Kanału Panamskiego i Grenlandii. „Stany Zjednoczone zyskają kontrolę Grenlandię tak czy inaczej” – odgrażał się, podkreślając, że wyspa jest ważna dla USA ze względów bezpieczeństwa.
Ogromną większość swojego przemówienia Trump poświęcił jednak nie na kwestie światowe, lecz na sprawy bliskie Amerykanom. Twierdził, że w ciągu 43 dni swoich rządów zrobił więcej, niż każda poprzednia amerykańska administracja i wychwalał m.in. działania ekipy Elona Muska, zarzynającej rząd federalny w poszukiwaniu budżetowych oszczędności.
Trump bronił także decyzji o nałożeniu 25-procentowych ceł na towary importowane z Meksyku i Kanady – cła te weszły w życie akurat tego dnia, 4 marca – oraz bagatelizował ekonomiczne implikacje swojej polityki. Choć eksperci ostrzegają, że wojna handlowa przyczyni się do wzrostu cen niektórych produktów w USA, w tym samochodów – wiele firm ma bowiem swoje zakłady zarówno w Meksyku, jak i Kanadzie.
Czy Amerykanie są zadowoleni z pierwszych tygodni rządów Trumpa?
Trump ryzykuje tu niezadowoleniem Amerykanów, dla których inflacja i ceny w sklepach były jednym z głównym zmartwień, gdy szli w listopadzie do urn.
Według uśrednionych wyników sondaży, publikowanych przed orędziem Trumpa, na razie nieco więcej Amerykanów popiera prezydenta niż nie zgadza się z jego działaniami. Niektóre badania pokazują jednak sygnały ostrzegawcze, co ma znaczenie przed midterms, czyli tzw. wyborami środka kadencji w 2026 r., gdy Republikanie będą bronili swojej przewagi w obu izbach Kongresu.
Według najnowszego badania NPR/PBS News/Marist, ponad połowa Amerykanów uważa, że kraj zmierza w złym kierunku, i że Trump zbyt mocno spieszy się z wprowadzaniem reform, nie bacząc na skutki. Niezadowoleni są – kluczowi dla przyszłego boju o Kongres – wyborcy niezależni. Większość z nich ocenia, że cięcia w rządzie federalnym przyniosą więcej złego niż dobrego. Większość uważa też, że polityka zagraniczna i gospodarcza Trumpa zmierzają w złym kierunku. Obiekcje związane z cięciami budżetowymi zgłaszają też już wyborcy na spotkaniach z republikańskimi kongresmenami.
Choć więc Donald Trump startuje teraz z pozycji siły, należy się spodziewać, że pierwszy polityczny rachunek za jego działania – w kraju i za granicą – Amerykanie wystawią już w przyszłorocznych wyborach do Kongresu.
Przedstawicielka Demokratów o Trumpie: „Ronald Reagan przewraca się w grobie”
Po wystąpieniu prezydenta, tradycyjnie głos mógł zabrać przedstawiciel obozu opozycyjnego. Do tego wystąpienia Demokraci delegowali 48-letnią Elissę Slotkin, która dopiero niedawno objęła fotel w Senacie.
W swoim wystąpieniu Slotkin mówila, że głębokie reformy w kraju nie mogą być dokonywane w nieodpowiedzialny sposób. Polityczka, która w przeszłości pracowała jako analityczka wywiadu (CIA), powiedziała także, że po „spektaklu w Gabinecie Owalnym” (miała na myśli piątkowe spotkanie Trump-Zełenski) były republikański prezydent Ronald Reagan – zwolennik doktryny „pokoju przez siłę”, który w latach 80. XX w. skutecznie stawił czoło Związkowi Sowieckiemu – musi przewracać się w grobie.
„Wszyscy chcemy zakończyć wojnę na Ukrainie” – mówiła Elissa Slotkin, dodając, że jednak „Reagan rozumiał, iż prawdziwa siła wymaga od Ameryki połączenia naszej potęgi militarnej i gospodarczej z moralną jasnością”.
Tej, której – w oczach wielu – tak brakuje dziś przywódcy Stanów Zjednoczonych.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















