Trump i Musk zarzynają administrację federalną USA. Końca tego chaosu szybko nie będzie

Prezydent USA i jego „pierwszy kumpel” pozbywają się urzędników, którzy prowadzili śledztwa przeciw Trumpowi, jak też fachowców odpowiedzialnych np. za ochronę konsumentów. W Waszyngtonie rośnie za to popyt na wille – kupują je biznesmeni, którzy przeprowadzają się tu, aby być bliżej nowej władzy.
Czyta się kilka minut
Elon Musk z piłą łańcuchową po przemówieniu na Conservative Political Action Conference (CPAC). Maryland, 20 lutego 2025 r. // Fot. Andrew Harnik / Getty Images
Elon Musk z piłą łańcuchową po przemówieniu na Conservative Political Action Conference (CPAC). Maryland, 20 lutego 2025 r. // Fot. Andrew Harnik / Getty Images

Czwartek 20 lutego, przedmieścia Waszyngtonu. Podczas corocznej konferencji amerykańskich konserwatystów (Conservative Political Action Conference, CPAC) na scenę wchodzi Elon Musk ubrany jak gwiazda rocka. W czarnych okularach, czarnym płaszczu i czarnym T-shircie, zachowuje się tak, jakby miał za chwilę zagrać najlepszy koncert w życiu.

Dołącza do niego prezydent Argentyny Javier Milei – i na scenie daje Muskowi w prezencie piłę łańcuchową. Milei używał piły w swojej kampanii wyborczej. Ta ma symbolizować cięcia, dokonywane przez Departament ds. Efektywności Rządu (DOGE), któremu szefuje Musk. Podekscytowany miliarder krzyczy, że ma teraz piłę służącą do rozprawienia się z biurokracją.

W Ameryce nie trzeba dziś takiego show, by zadziałać na wyobraźnię drżących o posadę urzędników federalnych. Wystarczy trwająca od półtora miesiąca szarża Muska.

Elon Musk stawia ultimatum urzędnikom

Jej najnowsza odsłona miała miejsce dwa dni po wystąpieniu Muska na konferencji pod Waszyngtonem. W środku weekendu prawie dwa i pół miliona ludzi opłacanych przez rząd federalny dostało maila z poleceniem, by do końca poniedziałku podsumowali w pięciu punktach, co robili w minionym tygodniu. Oddzielnie na platformie X Musk pogroził, że brak odpowiedzi na tę wiadomość będzie potraktowany jako rezygnacja z pracy.

Ultimatum Muska napotkało na opór kierownictwa części agencji federalnych. Nawet najbardziej kontrowersyjni ulubieńcy Trumpa, jak szef FBI czy dyrektorka wywiadu USA, polecili swoim pracownikom, by zignorowali maila. Gdy jeden z wysokich urzędników Departamentu Obrony publicznie sprzeciwił się tej „dyrektywie” Muska, ten pogroził na platformie X, że „każdy, kto zachowa się tak jak pewien pracownik Pentagonu, powinien szukać nowej pracy”.

Elon Musk nie odpuścił nawet, gdy federalne biuro odpowiedzialne za zatrudnienie zapewniło, że odpowiedź na maila nie jest obowiązkowa. Wieczorem w poniedziałek napisał na platformie X, że daje ludziom drugą szansę, i że kolejny brak odpowiedzi skończy się bezrobociem. Atmosferę podgrzewał Donald Trump, twierdząc, że osoby, które zignorowały maila, są „jakby do połowy zwolnione”.

W akcie protestu przeciw groźbom Muska, z pracy w DOGE zrezygnowało ponad 20 osób. Oświadczyli, że nie chcą wspierać „demontażu krytycznych usług publicznych”.

Kilkadziesiąt tysięcy zwolnionych

Ultimatum Muska to kolejna próbka chaosu, jaki towarzyszy cięciom w instytucjach federalnych. Według szacunków agencji Reutera, zatrudnienie straciły już dziesiątki tysięcy osób: są to zarówno ofiary czystek politycznych (m.in. prokuratorzy pracujący przy sprawach karnych przeciw Trumpowi), jak też ludzie zatrudnieni na okresie próbnym, czyli tacy, których łatwiej zwolnić niż urzędników z długim stażem.

Cięcia realizowane są w tak dużym pośpiechu, że niekiedy odwoływano je po kilku dniach, a nawet godzinach. Tak było w przypadku naukowców realizujących badania nad ptasią grypą oraz ekspertów zatrudnionych w Narodowej Administracji Bezpieczeństwa Jądrowego (NNSA). To agencja odpowiedzialna za konserwację i modernizację starzejącego się amerykańskiego arsenału. Jak donosiła telewizja NBC News, kierownictwo NNSA miało problem ze skontaktowaniem się z częścią zwolnionych osób, bo szybko odcięto je od służbowej poczty.

Wszystkich zwolnionych pracowników przywrócono za to w nadzorowanym przez rząd federalny Muzeum i Bibliotece imienia Johna F. Kennedy’ego w Bostonie. Po tym, jak pracę straciło tam pięć osób, placówkę w pierwszej chwili zamknięto, bo nie było komu obsługiwać systemu sprzedaży biletów.

Administracja Trumpa bierze się za demontaż Biura Ochrony Konsumentów

Z punktu widzenia dużej części świata najbardziej dramatyczna jest historia agencji USAID odpowiedzialnej za amerykańską pomoc rozwojową i humanitarną. Do końca lutego administracja Trumpa wysłała na przymusowy urlop lub zwolniła już większość personelu tej agencji. Osoby pracujące w Waszyngtonie dostały 15 minut na zabranie swoich rzeczy.

Ostatni raz w siedzibie USAID była m.in. cytowana przez magazyn „Time” Juliane Alfen, która przeczytała w mailu, że jej zwolnienie jest w najlepszym interesie amerykańskiego rządu. „To, że demontaż USAID nastąpił w ciągu zaledwie kilku tygodni, jest przerażające” – mówi była już pracownica agencji. Administracja Trumpa zarzuca USAID rozrzutność i uważa, że jej działalność jest niezgodna z priorytetami trumpowskiej polityki America First.

To nie koniec. W poszukiwaniu oszczędności, co ekipa Muska często tłumaczy koniecznością przyhamowania rosnącego długu publicznego USA, w kość dostało Biuro Ochrony Finansowej Konsumentów (CFPB). To agencja zajmująca się walką z nieuczciwymi praktykami banków i firm technologicznych aktywnych w sektorze finansowym. Kilka tygodni temu zamknięto waszyngtońską siedzibę agencji, zwolniono jej pracowników będących na okresie próbnym, a reszcie polecono wstrzymanie się od świadczenia pracy. Działania administracji zaskarżyły związki zawodowe obawiające się, że to krok do likwidacji.

Dziwnym trafem pod lupę ekipy Trumpa trafiła tu agencja od lat atakowana przez Republikanów i sektor bankowy oraz potencjalnie będąca problemem dla Muska. Miliarder szykuje się do uruchomienia X Money – systemu płatności natychmiastowych, któremu z pewnością przyglądałoby się biuro chroniące konsumentów.

O czym rozmawiają nastolatki z Waszyngtonu

Zawirowaniom w Waszyngtonie z bliska przygląda się Yesim Sayin, szefowa think tanku DC Policy Center. W rozmowie z „Tygodnikiem” Sayin mówi, że odkąd Trump wrócił do władzy, nie ma tygodnia, by nie słyszała o zwolnieniach wśród znajomych lub sąsiadów.

– Napięcie czuć nawet w rozmowach mojej nastoletniej córki z jej rówieśnikami. Rozmowy telefoniczne zaczynają zazwyczaj od pytania, czy ich rodzice mają jeszcze pracę – tłumaczy Sayin, dodając, że szarża Trumpa jest jak kubeł zimnej wody dla ludzi, którzy traktowali rządowy etat jako gwarancję stabilności. Jak wynika z danych sprzed roku, ponad połowa pracowników federalnych w całym kraju zarabiała między 50 tys. a 110 tys. dolarów rocznie. W przypadku waszyngtońskich urzędników mowa o pensjach z tej wyższej półki.

– Znam osobę, która tuż po zwolnieniu zaczęła dorabiać jako kierowca Ubera. Inni desperacko rozsyłają CV do agencji rekrutacyjnych i bombardują znajomych telefonami. Presja jest duża, bo w Waszyngtonie trzeba się liczyć z długotrwałym bezrobociem. Lokalny sektor prywatny nie wchłonie teraz tylu wąsko wyspecjalizowanych pracowników – tłumaczy Sayin, dodając, że aby utrzymać się w Waszyngtonie i sąsiednich stanach Maryland i Wirginia, gdzie mieszka wielu urzędników, trzeba mieć solidną poduszkę finansową. Koszty życia są tutaj bardzo wysokie.

Yesim Sayin // Fot. Elliott O'Donovan / Archiwum prywatne

„Administracja Trumpa łamie wszelkie zasady”

Finansowe rozterki mają dziś urzędnicy w całych Stanach. Wbrew powszechnym wyobrażeniom, ok. 80 proc. zatrudnionych przez rząd mieszka poza Waszyngtonem i jego sąsiednimi stanami. Mowa o cywilnym personelu w bazach wojskowych, w parkach narodowych czy różnego rodzaju agencjach rządowych.

W szczególnie dramatycznej sytuacji znalazły się osoby, których życie lub życie ich bliskich zależy od dobrego ubezpieczenia zdrowotnego, które do tej pory opłacał pracodawca. Amerykańskie media opisują historię Mike’a Macansa z Alaski: jego żona przeszła raka i dziś potrzebuje drogich leków. Małżeństwo ma jeszcze na utrzymaniu dwójkę małych dzieci.

Yesim Sayin nie kryje oburzenia: – Administracja Trumpa łamie wszelkie zasady. Nie tylko poszła na noże z pracownikami federalnymi, ale chce także głębokich cięć budżetowych, w tym nawet w Pentagonie i funduszach przeznaczonych na badania medyczne. Takiego chaosu nie widziałam nigdy. Niektórzy mieszkańcy Waszyngtonu obawiają się już, że cięcia na dużą skalę odbiją się na lokalnej gospodarce.

W stolicy USA rośnie popyt na luksusowe wille

Tymczasem te zawirowania szybko się nie skończą. Administracja Trumpa wydała właśnie wytyczne, aby zwalniać kolejnych urzędników i rozpocząć likwidację ich stanowisk. „Musimy skurczyć rząd federalny. Jest zbyt rozbuchany i rozlazły, a wielu ludzi nie wykonuje swojej pracy” – grzmiał Trump podczas pierwszego posiedzenia całego swojego gabinetu. Nie zabrakło na nim Elona Muska, który straszył zebranych, że bez dalszych cięć Amerykę czeka bankructwo.

To ciekawa obserwacja w czasie, gdy jego szef Donald Trump chce kontynuować rozpoczętą w 2017 r., za pierwszej kadencji, obniżkę podatków. A to jeszcze bardziej pogłębi deficyt budżetowy, z którym szumnie walczy.

Yesim Sayin ironizuje: – Problemy finansowe nie grożą na pewno waszyngtońskiemu rynkowi luksusowych nieruchomości. Wille za kilka milionów dolarów kupują tu członkowie gabinetu Trumpa i biznesmeni, którzy przeprowadzają się do stolicy, aby być jak najbliżej nowej administracji. To chyba na razie jeden z nielicznych pozytywnych efektów działań ekipy Trumpa.

Autorka jest dziennikarką „Press”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 10/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Weekendowe ultimatum