Diyarbakır, wschód Turcji. Jest ranek, właściciele dopiero otwierają sklepy i punkty usługowe w jednej z dzielnic, a bezpańskie koty już domagają się od nich jedzenia. Nie jest tu pięknie, raczej szaro, jedyny kolorowy akcent stanowi leciwy czerwony renault z wielką naklejką z kultowego tureckiego filmu „Selvi Boylum Al Yazmalım” (Dziewczyna w czerwonej chuście).
Z mapą w dłoni docieram do skwerku, gdzie zgodnie z adresem powinno mieścić się biuro miejscowego muhtara – osiedlowego urzędnika, pełniącego rolę podobną jak na wsiach sołtys. Ale widzę wszystko, tylko nie miejsce, do którego zmierzam. Jest za pięć dziewiąta, gdy wibruje mi telefon. Wiadomość: „Dotarłaś?”. Oddzwaniam, relacjonując, gdzie się znajduję, i już po chwili drzwi na parterze jednego z budynków otwierają się.
Macha do mnie mężczyzna. Proponuje kawę. – Mama zaraz będzie, ktoś ją zatrzymał po drodze. Zawsze ze wszystkimi rozmawia.
Mama. Dilek Demir, kobieta starsza ode mnie zaledwie o dwa lata, pierwsza kobieta muhtarka w 900-tysięcznym Diyarbakirze, od 11 lat pełniąca urząd. Jest matką pięciorga dzieci. Pierwsze urodziła w wieku 15 lat, rok po tym jak ojciec zmusił ją do małżeństwa z 27-letnim mężczyzną.
Dilek Demir nie znała mężczyzny, którego miała poślubić
– Ojciec po prostu mnie sprzedał, jak sprzedaje się bydło albo jakąś rzecz – powie mi Dilek Demir. Wysoka, wyprostowana, z zaraźliwym uśmiechem na twarzy. Mówi głośno, dobitnie. Nie płacze ani się nie użala, choć wspomnienia tamtych dni muszą przecież boleć.
W Turcji to nie panna młoda wnosi posag, lecz rodzina pana młodego płaci başlık parası rodzinie panny młodej. Często to po prostu rodzaj zabezpieczenia dla kobiety. Ojciec Dilek Demir wydał te pieniądze, które dostał za córkę, na używki.
– Któregoś dnia, gdy przyszłam ze szkoły, ojciec powiedział, że mam się przygotować, bo przyjdą prosić o moją rękę – wspomina Dilek Demir. Nie znała mężczyzny, którego miałaby poślubić, a w domu nie było wcześniej na ten temat żadnej rozmowy, więc nie uwierzyła. Ale okazało się, że ojciec mówi poważnie.
– Powiedziałam, że nie chcę wychodzić za mąż, że tego nie zrobię. Wciąż miałam na sobie szkolny mundurek, gdy zaczął mnie bić kijem. Rozbił mi głowę patelnią. Bił tak mocno, że jej uchwyt został mu w dłoni.
Będąc 15-letnim dzieckiem, Dilek urodziła pierwsze dziecko
Dilek Demir pamięta, że matka, która stanęła w jej obronie, też została tamtego dnia pobita: – Chciała mi pomóc, ale nie mogła, sama była ofiarą przemocy. Zostałam panną młodą.
Ani wtedy, na początku lat 90. XX w., ani teraz 14-latka nie może w Turcji wyjść legalnie za mąż. Dopuszczalny wiek zawarcia małżeństwa to 18 lat (w szczególnych przypadkach i za zgodą rodziców – 16 lat dla dziewczyny i 17 lat dla chłopaka).
Toteż ślub Dilek odbył się jedynie przed imamem, islamskim duchownym. Ten nie miał oporów, by „zalegalizować” związek, jak uważał, w oczach Boga. Formalne małżeństwo, ważne w świetle prawa, zostało zawarte dopiero kilka lat później, gdy Dilek Demir była już matką dwojga dzieci. Pierwsze urodziła jako piętnastolatka.
Wspomina: – Byłam dzieckiem, a urodziłam dziecko. Ta ciąża nie była owocem relacji męża z żoną. To był efekt molestowania dziecka, bo byłam wtedy dzieckiem, niegotowym fizycznie i emocjonalnie na nawiązanie seksualnej relacji. Nie wiedziałam nic na ten temat, nie umiałam też opiekować się dzieckiem. Nie wiedziałam, co robić, gdy syn zachorował, nie wiedziałam, co robić, gdy dostał gorączki. Nie umiałam rozpoznać ataku padaczki. – Dilek do dziś wini się za niedosłuch syna.
Dzieci zapytały, czy długo będzie to znosić
Dilek Demir na chwilę przerywa opowieść. Dzielnica zaczyna tętnić życiem, mieszkańcy przychodzą ze swoimi sprawami: rachunkami do opłacenia, podaniami, którym muhtarka nada bieg. Niektórzy zaglądają tylko, aby się przywitać.
Gdy goście wychodzą, kontynuuje opowieść. Dowiaduję się więc, że jako panna młoda Dilek musiała zamieszkać w domu męża. Jako najmłodsza kobieta w rodzinie robiła właściwie za służącą: – Byłam ich popychadłem. Traktowali mnie, jakbym miała kilka par rąk i mogła wszystko robić jednocześnie. Przynieś, wynieś, podaj. Jeśli nie zrobiłam czegoś natychmiast, wybuchała awantura. Obsługiwałam ich, a w końcu także pięcioro dzieci.
Dilek twierdzi, że jej dzieci musiały być bardzo silne. Patrzyły na przemoc, której wobec matki dopuszczał się ojciec (o tym Dilek mówi najmniej). Patrzyły, jak nie dawał wystarczających środków na wyżywienie rodziny, za to urządzał awantury, że w domu znów jest makaron: – Któregoś dnia obrzucił mnie przekleństwami i kazał iść do sklepu po mięso. Poszłam, kupiłam, przygotowałam. On jadł, a dzieci patrzyły.
To dzieci, 17 lat po wymuszonym ślubie, stały się inspiracją do rozwodu. Zapytały ją kiedyś, czy długo jeszcze będzie to wszystko znosić.
Dilek wygrała wybory miażdżącą większością głosów
– Po rozwodzie pracowałam, sprzątałam. Dostałam pomoc od państwa. Wykształciłam dzieci, poradziłam sobie ze wszystkim i jeszcze miałam siłę pomagać innym. Komuś wyłączyli światło, to załatwiałam, by włączyli. Ktoś nie zapłacił na czas rachunku, to szłam z tym rachunkiem, gdzie trzeba – Dilek wspomina, że już wtedy sąsiedzi mówili do niej muhtar abla, siostro muhtarko. Bo choć nie pełniła tej funkcji formalnie, robiła więcej niż niejeden urzędnik.
Wspomina: – Do wyborów został miesiąc, a ja postanowiłam kandydować. Ach, co to była za awantura! Kandydowało sześciu mężczyzn i ja. Niektórzy pluli mi pod nogi, że mam czelność startować, inni zrywali moje plakaty albo dorysowywali na nich wąsy.
Doświadczyła rozmaitych rodzajów nękania, ale wygrała miażdżącą większością głosów.
Jako muhtarka zapobiegła 40 ślubom nieletnich
Jedną z pierwszych decyzji Dilek, której imię oznacza po turecku „życzenie”, było zawieszenie przed gabinetem Dilek Kutusu – skrzynki życzeń. Prócz zwyczajnych próśb szybko zaczęły do niej trafiać błagalne listy od dzieci (najczęściej dziewcząt, ale nie tylko), których rodzice postanowili wydać je za mąż.
Dilek pamięta pierwszą taką kartkę. Dziewczynka podała adres i napisała, kiedy mają odbyć się jej zaręczyny. Dilek Demir poszła tam i po prostu zapukała do drzwi. – Zdziwieni zapytali, kim jestem i czego chcę, a następnie usiłowali mnie przepędzić, grożąc pobiciem. Nie dałam się. Powiedziałam, że mogę pójść, ale wrócę z policją. I że wtedy za kratki trafi nie tylko niedoszły pan młody, ale i oni, rodzice.
Do zaręczyn nie doszło, do ślubu też nie.
W ciągu ostatnich 18 lat liczba małżeństw dzieci w Turcji spadła – według ministerstwa rodziny – o 78 procent. W 2024 r. zawarto nieco ponad 9,3 tys. takich wczesnych małżeństw. Jednak te statystyki mówią tylko o ślubach legalnych, tj. zawartych po ukończeniu 16 lat przez dziewczynę i 17 lat przez chłopaka.
Nielegalnych ślubów przed imamem, takich jak małżeństwo Dilek Demir, nie znajdziemy w oficjalnych statystykach.
– Ja niczego się nie boję. Stanę w obronie każdego dziecka, bo nikt nie stanął w mojej. Mogą mi grozić, mogą mi pluć pod nogi – mówi Dilek, która jest muhtarką od 11 lat. W tym czasie zapobiegła ponad 40 ślubom nieletnich. Czasem było trudno, czasem łatwiej: – Bywa, że z rodzicami da się porozmawiać, przekonać. Nie trzeba wtedy grozić ani straszyć, tylko pokazać opcje, wytłumaczyć, że warto jeszcze trochę poczekać.
Na łożu śmierci ojciec zrozumiał, co jej zrobił
– W Turcji żyjemy w patriarchalnym społeczeństwie. Nie chcą, abyśmy my, kobiety, się uczyły, bo gdy się uczymy, tracą tanie służące usługujące w domach. Nie chcą, byśmy się uczyły, bo wtedy nie zgadzamy się na takie traktowanie – mówi Dilek. Jej zdaniem to nie kultura ani religia zdecydowała o tym, co spotkało ją i wiele innych dzieci (jej brat też został zmuszony do małżeństwa jako dziecko), lecz brak człowieczeństwa.
– To czysty egoizm. Chcą pieniędzy, to sprzedają dziecko. To nie wynika z religii – przekonuje Dilek, która jest praktykującą muzułmanką. Po rozmowie pójdziemy razem do Ulu Cami, głównego meczetu miasta.
Opiekowała się ojcem, gdy zachorował. – Nigdy nie przeprosił. Ale gdy był już niesamodzielny i zmieniałam mu pieluchy, powiedział, że taka kara spotkała go za to, co mi zrobił.
Czy byłby dumny, że o córce powstał film dokumentalny? – Raczej nie. Choć przynajmniej na łożu śmierci zrozumiał swoje błędy.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















