Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Wyjście z bunkra

Wyjście z bunkra

10.05.2015
Czyta się kilka minut
Bachmann i Hamesh pozwalają nam zrozumieć, jaką cenę płacą podczas wojny zwykli ludzie wiodący swój żywot na marginesie historii.
Ingeborg Bachmann (lata 60.) i po prawej z Jackiem Hameshem w Obervellach Fot. Felicitas / FORUM / borg-hermagor.at
M

Marzec 1945 roku. Armia Czerwona zajmuje Wiedeń, a alianckie bombowce niszczą inne austriackie miasta, m.in. Klagenfurt, w którym przebywa wówczas bez mała osiemnastoletnia Ingeborg Bachmann. Mieszkańcy są przerażeni. Ukrywają się w schronach przeciwlotniczych, a jeśli nie mają do nich dostępu, tłoczą się w piwnicach swoich kamienic i domów. Początkowo młoda pisarka postępuje podobnie. Ponad wszystko pragnie żyć, więc cierpliwie powtarza ten sam rytuał: na dźwięk syreny zwiastującej nalot schodzi do bunkra, gdzie zajmuje miejsce pod wilgotną ścianą, obok kilkunastu, czasem kilkudziesięciu osób.

Ale pewnego dnia coś w niej pęka. Odłącza się od pozostałych, ustawia krzesło w ogrodzie i zaczyna czytać („Księgę godzin” Rilkego i oryginalne wydanie „Kwiatów zła” Baudelaire’a). Niedługo później pisze o tym w swoim dzienniku. Wyjaśnia, że gest ten nie miał w sobie nic z brawury. Chodziło o to, by nie ulec otępieniu zniewalającemu niemal wszystkich ocaleńców. W ciągu kilku godzin spędzonych pod ziemią z ludźmi działo się coś dziwnego: niby chronili życie, a jednak z każdą minutą mieli go coraz mniej.

Na górę wracał już nie człowiek, lecz to, co z niego zostało: byt częściowy – ani martwy, ani żywy.

Mikrohistoria

„Dziennik wojenny” Ingeborg Bachmann to wyjątkowy dokument. Jego zachowana wersja składa się z zaledwie sześciu kartek maszynopisu. Nie jest to szczegółowy opis i skrupulatna analiza wojennych wydarzeń, lecz fragmentaryczny obraz doświadczeń pojedynczego człowieka, którego życie toczy się w związku z wielką historią, ale nie w jej centrum, tylko na wąskich marginesach. Nie wiadomo, czy Bachmann prowadziła regularne zapiski, ale jeśli nawet notowała swoje obserwacje codziennie, to w przepisanej na czysto wersji postanowiła ocalić jedynie wybrane fragmenty. Otrzymujemy raptem kilkanaście akapitów, które przez samą pisarkę zostały pogrupowane w dwie części. Pierwsza z nich opowiada o ostatnich miesiącach wojny i kończy się ucieczką z Klagenfurtu. Druga natomiast to relacja z pobytu w Obervellach, niewielkiej miejscowości w południowej Karyntii, gdzie rodzina pisarki posiadała domek letniskowy.

Niemiecki wydawca uzupełnił ten niewielki diariusz o listy Jacka Hamesha, austriackiego Żyda, który w 1938 r. (jako osiemnastolatek) wyemigrował do Anglii, by w 1945 r. powrócić do swej „ojczyzny” jako żołnierz brytyjskiej armii. Bachmann poznała go w Karyntii, starając się o ausweis, który był niezbędny, by w miarę swobodnie poruszać się po kontrolowanej przez aliantów strefie pogranicznej. Spotykali się przez kilka miesięcy, po upływie których Bachmann wyjechała na studia (najpierw do Innsbrucka, potem do Grazu, wreszcie do Wiednia), a Hamesh przeniósł się do Palestyny. Właśnie stamtąd wysyłał pisarce listy, w których relacjonował swoje zmagania z bliskowschodnią rzeczywistością.

Kilkanaście akapitów oraz 11 listów (w tym telegramy) – oto cała zawartość „Dziennika wojennego”. Czy można uchwycić grozę wojny za pomocą tak krótkiego tekstu? Czy da się opowiedzieć o czasie przełomu – o końcu światowego konfliktu, o nowym porządku politycznym w Europie i na Bliskim Wschodzie, o skomplikowanych początkach Izraela – za pomocą kilku listów? Nie, nie można i nie da się, ale nie oznacza to wcale, że zapiski Bachmann i Hamesha zajmują w piśmiennictwie wojennym poślednie miejsce. Dzięki ich opowieściom oglądamy rzeczywistość z perspektywy człowieka, dla którego horyzontem doświadczenia jest dom rodzinny, szkoła, miasto na prowincji, sklep czy fabryka w kibucu. Takie dokumenty stanowią podstawę mikrohistorii, która kładzie nacisk na indywidualne przeżycia, ale nie po to, by w tym, co pojedyncze, odkryć uniwersalny wzór, lecz po to, by ukazać wpływ przełomowych momentów dziejowych na świadomość jednostek i lokalnych wspólnot.

Mówiąc jeszcze inaczej: Bachmann i Hamesh pozwalają nam zrozumieć, jaką cenę płacą podczas wojny ci, których klasyczna historiografia umieszcza zazwyczaj w tle.

Z dorosłymi nie da się rozmawiać

W chwili wybuchu wojny Bachmann miała 13 lat. Dojrzewała zatem wraz z rozwojem wojennych wydarzeń. Pierwszaz dziennikowych notatek opowiada o seminarium nauczycielskim, do którego zapisała się, by uniknąć przymusowego wyjazdu do Polski w ramach tzw. „służby pracy” na rzecz Rzeszy (służba była warunkiem przyjęcia na uniwersytet – uczniowie seminariów nauczycielskich byli z niej jednak zwolnieni). Bachmann na jakiś czas zrezygnowała z drogi akademickiej (zresztą nie tylko dlatego, że nie chciała wyjeżdżać, lecz także dlatego, że uważała studia w nazistowskim kraju za całkowicie bezproduktywne i szkodliwe), by podjąć naukę w szkole dla przyszłych edukatorów.

Nie było to jej pierwsze zderzenie z państwową instytucją, a jednak pod wieloma względami wyjątkowe. III Rzesza, do której należała wtedy Austria, przegrywała wojnę, co wywoływało popłoch wśród zarządców, starających się za wszelką cenę i wszystkimi środkami zmobilizować społeczeństwo do walki. Skala ideologicznej indoktrynacji sięgnęła zenitu. Bachmann notuje wrażenia z sali wykładowej: swoje koleżanki z grupy nazywa fanatyczkami; nauczyciele jawią jej się jako kaci, którzy chcą wszystkich młodych wysłać na zatracenie.

Później pojawiają się wzmianki o nalotach bombowych i reakcjach ludzi. Większość kryje się w bunkrach. Ci, którzy nie zdążyli się schować, pełzają po ziemi. Ktoś kuli się w kącie piwnicy. Sama Bachmann – jak się rzekło – siedzi na krześle w ogrodzie, ale gdy w pobliżu słychać wybuch bomby, czuje ścisk w gardle i w brzuchu. Jej diariusz utrwala psychosomatyczne konsekwencje wojny, które w tekście występują pod postacią figur. Tych ostatnich – jak radził niegdyś Roland Barthes – nie należy rozumieć na sposób retoryczny, lecz raczej choreograficzny, wskazują bowiem na ruch lub układ rozedrganego i – w tym wypadku – przytłoczonego strachem ciała. Bachmann opiera się o ścianę, by odzyskać równowagę po chwili słabości. Schodzi z roweru i kładzie się w leju po bombie. Czerwieni się podczas przesłuchania, mimo że mówi prawdę. Jej ciało reaguje na obezwładniające impulsy, które przychodzą z zewnątrz. Pisarka szamocze się i bez skutku próbuje zerwać narzucone jej więzy.

Wreszcie decyduje się na ucieczkę z Klagenfurtu do Obervellach. Ryzykowny krok, ale konieczny. Jak pisze w ostatnim fragmencie pierwszej części dziennika: „(...) z dorosłymi nie da się już rozmawiać”. Należy to rozumieć dosłownie – wychowawcy z seminarium nie rozmawiają z młodzieżą; działają mechanicznie, wydając kolejne polecenia zgodne z ideologicznymi założeniami.

Najpiękniejsze lato

Niespodziewaną zmianę wywołuje spotkanie z Hameshem, które stało się dla niej jednym z najważniejszych życiowych doświadczeń. Dzięki przybyszowi mogła wreszcie przekroczyć realne i mentalne granice, w których została wychowana. Oto aryjka zadaje się z Żydem! Ostentacyjnie spaceruje z nim po wiosce, ignorując nienawistne spojrzenia sąsiadów. Ten alians dwójki ocalonych (on uniknął zagłady, ona wymknęła się ideologicznej maszynie) był niepewnym, ale jednak namacalnym dowodem, że świat choć przez chwilę może funkcjonować w inny – bardziej ludzki – sposób.

Furtką do nowego życia była literatura. Podczas jednej z pierwszych schadzek Bachmann i Hamesh odkryli wspólną pasję: Mann, Zweig, Schnitzler i Hofmannsthal, czyli pisarze zakazani, których czytali po to, by ochronić swą niemczyznę przed ekspansją nazistowskiej nowomowy. Mimo że wokół panuje totalny chaos, mimo że w szafach poukrywane są dowody straszliwych zbrodni, pisarka notuje w dzienniku następujące zdania: „To najpiękniejsze lato mego życia, i choćbym dożyła setki – pozostanie najpiękniejszą wiosną i latem. Wszyscy mówią, że wcale nie czuć, by nastąpił pokój, ale dla mnie panuje pokój, pokój!”. Euforia szybko ustępuje miejsca bolesnej świadomości, że związek z Hameshem jest niemożliwy, że miłość, która rodzi się w podobnych okolicznościach, nie przetrwa próby czasu. „Dziennik wojenny” urywa się w chwili, w której Bachmann podejmuje decyzję o wyjeździe („Nie mogę przecież wiecznie tu tkwić i czekać, czekać. Nie mam tutaj nic do roboty, nie mogę się niczego nauczyć”). Do Karyntii powróci jeszcze raz, na chwilę, by pożegnać się z Jackiem wyjeżdżającym do Palestyny. Niczego mu nie obieca i nie wyrazi nadziei na powtórne spotkanie, co go potwornie zrani (listy zawierają kilka wzmianek na ten temat). Najpiękniejsze lato pozostanie zamknięte w przeszłości jako niepowtarzalny wzór szczęścia.

Bachmann wiele razy nawiązywała do zdarzeń z 1945 roku w swojej twórczości (czytelnicy „Maliny” i „Przypadku F.”odnajdą w dzienniku pierwowzory niektórych bohaterów). Z czasem jej wspomnienia o wojnie zaczęły układać się w zupełnie inne kształty. Zniknęła nadzieja, a konflikt rozlał się na cały świat i wszystkie sfery doświadczenia. Niedługo przed tragiczną śmiercią wypowiedziała zdanie, którego właściwy sens można zrozumieć dopiero w kontekście dziennikowych zapisków: „Nie ma podziału na wojnę i pokój, jest wyłącznie wojna”. ©℗

Ingeborg Bachmann „Dziennik wojenny. Z listami od Jacka Hamesha”, przeł. Małgorzata Łukasiewicz, Czarne, Wołowiec 2015

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodzony w 1978 roku. Filozof literatury, eseista, redaktor, krytyk i tłumacz. Dyrektor programowy Festiwalu Conrada. Redaktor działu kultury „Tygodnika Powszechnego”. Dyrektor programów...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]