W walce o polską prezydenturę nie będzie sojuszy

Słabsi kandydaci na prezydenta, by się odróżnić, poszerzyć elektorat i wcisnąć między PO a PiS, muszą być ofensywni – i dlatego Hołownia będzie gryzł KO.
Czyta się kilka minut
Władysław Kosiniak-Kamysz i Szymon Hołownia. Rzeszów, 25 listopada 2024 r // Fot. Krzysztof Kapica / East News
Władysław Kosiniak-Kamysz i Szymon Hołownia. Rzeszów, 25 listopada 2024 r // Fot. Krzysztof Kapica / East News

Kampania prezydencka zacznie się dopiero za miesiąc, ale już widać, że najbliższe pół roku upłynie nam pod znakiem wojny. Sądząc po atmosferze panującej w koalicji rządzącej, wczesną wiosną może to być już wojna wszystkich ze wszystkimi. W tym kontekście wyśmiana propozycja wspólnego kandydata obozu władzy, jaka padła ze strony Władysława Kosiniaka-Kamysza, nie musiała oznaczać jedynie lęku ze strony małej partii o kompromitująco słaby wynik jej nominata.

Fakt, osobny kandydat KO, Trzeciej Drogi i lewicy to dla Donalda Tuska sposób, aby wyraźnie się policzyć i uzmysłowić koalicjantom ich realną wagę, która od kilku miesięcy plasuje ich raczej w kategorii przystawek. Nieustające informacje o braku chemii między ludźmi PSL i Polski 2050 oraz rozwód Nowej Lewicy z Razem – każą wątpić, że jutro będzie lepiej. W większości sondaży Konfederacja okazuje się trzecią siłą, a przekładanie procentów na miejsca w Sejmie bywa wręcz alarmujące dla Trzeciej Drogi i lewicy.

Gdybyśmy na wybory parlamentarne szli dziś, zakład o zwycięstwo koalicji nad hipotetycznym sojuszem PiS i Konfederacji mógłby się okazać ryzykowny.

Argument sondażowy działa w różne strony. Jest silną kartą przetargową KO, Tuska i Trzaskowskiego w grze z koalicjantami. Zarazem jednak chwiejna większość w poparciu społecznym dla całego obozu władzy może się jeszcze bardziej rozchwiać z uwagi na oczywiste zaognienie wewnętrznych relacji, jakie pojawi się w kampanii prezydenckiej. Już to zresztą widać przy okazji afery z Szymonem Hołownią i jego dyplomem, który rzekomo czekał na niego w biurku rektora Collegium Humanum. Dziś wiemy, że marszałek Sejmu zapisał się na studia, jednak ich nie podjął (do wyjaśnienia pozostaje, czy zdążył złożyć ślubowanie), ale ważniejsze jest chyba to, że w sprawie wypowiedzieli się już niemal wszyscy, na czele z premierem i ministrem sprawiedliwości.

Kwaśna atmosfera w koalicji, jaka pojawiła się po insynuacjach Hołowni, że afera jest robotą służb wciąganych do kampanii, będzie tylko narastać. Słabsi kandydaci, by się odróżnić, poszerzyć elektorat i wcisnąć między PO a PiS, muszą być ofensywni – i dlatego Hołownia będzie gryzł KO. Podobnie będzie z kandydatem lub kandydatką lewicy, choć tam akcja-nominacja przypomina wciąż bardziej łapankę niż wyścig. Widać, jak bardzo wierzą tam w sukces.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 49/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Burzliwa kampania