Wybieracie się na party ze zniczem?

„A nie możesz matce powiedzieć, że cmentarz cię nie kręci?”. „Co ty! Odetnie mi fundusze. Już mi rok temu powiedziała, że nie będzie mnie sponsorować, jak nie pokocham grobów”.
Czyta się kilka minut
Eliza Kącka // Fot. Grażyna Makara
Eliza Kącka // Fot. Grażyna Makara

Pociąg do Olsztyna, rodzina z dzieckiem w wieku przedszkolnym. Matka: „Grześ, masz kartkę, nie złość się, Grześ. Mama zabierze rysunek, nie złość się, mama zabierze”. Grześ wierzga. Ojciec: „Grześ, masz czystą kartkę, narysuj tatusia”. Grześ zawiesza się, przeskakuje spojrzeniem za okno. A za oknami ciemna, wysycona ściana lasu. „Rysuj tatusia”. Grześ zaczyna krzyczeć. Najpierw cienko, potem gardłowo. Matka: „Grzesiuńka…”. Ojciec: „Nie, ja nie wytrzymam”. Do matki: „Do Warsa idę”.

Chłopiec wyje już na cały bezprzedziałowy. Głosy z wnętrza wagonu: „To jest nieznośne”. „Jak się tak ma, to się nie jeździ”. „Wychowanie tak zwane bezstresowe”. Matka do mnie półgłosem: „On źle znosi podróże”. „Uhm”. „Wolę samochód. Jest tak samo, ale nikt nie widzi”. „Aha”. Grześ furiacko kopie w rant stolika. „Mąż zrobi przystanek, wyjdzie, zapali. A tu nic. I te krzyki na widoku”. Uśmiecham się pocieszająco. „On tego nie wytrzyma. Zostawi nas”. Grześ uderza piąstkami w oparcie. Pytam, czy mogę się dosiąść. Matka na zwątpieniu: „Nie zna pani takich dzieci”. „Trochę znam”. „Nie, nie. Nic z tego nie będzie”. „?”. „Bo wszystkie kartki muszą być czyste, rozumie pani, a ja wzięłam kilka napoczętych. I on to zauważył, jego to strasznie drażni”.

Mały milknie i znów opuszcza nas wzrokiem. Matka płacze: „Nie dopilnowałam. Głupia, jaka jestem głupia. Jak mogłam nie sprawdzić. Ta jedna kartka. Byłby spokój. Jeszcze. Dwie godziny. Nie wytrzymam”. Do mnie: „Jedna teczka, jedna, a nie sprawdziłam. On mnie zostawi w końcu. Wszystkie zamalowane kartki trzeba wyrzucać. Ja sobie strzelę w łeb”. Odwraca się do okna i zastyga w hipnozie szyby, jak syn. Płacze bezgłośnie.

Zaszedł wysoko, to ludzie plotkują

Autobus 119, ze mną vis-à-vis dwie z grubsza sześćdziesięcioletnie. Pierwsza: „No ale uczelnia dała mu profesurę”. Druga: „Wiem, i co?”. „Wiesz, profesor, gdzie nam do niego”. „Nie przesadzaj. Zawsze był wredny”. „W sensie?”. „Nie pamiętasz, jak cię poniżał?”. „No niby. Ale też, myślę, miał prawo”. „Prawo?! Bo jest profesorem?!”. „No tak…”. „Jej, Joanna, nie załamuj mnie. Każdego tak usprawiedliwisz?”. „Nie każdego”. „Rób, co chcesz, ale ja nie chcę słuchać jego wspomnień, jak to byłyśmy głupie już wtedy. Ja się realizuję”. „No, ja też”. „Kawał życia za nami. Nie będę się na zjeździe szkolnym tłumaczyć facetowi, co na mnie kablował, żeby mieć lepszą średnią”. „No, ale wiesz…”. „…jest profesorem”. „Z naszej klasy najwięcej osiągnął”. „Jak każdy kabel”. „Majka!”.

Milczą. Majka: „Słyszałaś, co Marysia opowiadała: molestowanie, przemocowe traktowanie studentów…”. „Nie wiem, może, to jest wpisane…”. „Wpisane?”. „Zaszedł wysoko, to ludzie plotkują”. „Ludzie?! Ej! Ta doktorantka to rodzina Marysi”. „Młoda dziewczyna”. „Aśka! Też byłaś młodą dziewczyną”. „Tak, ale mnie profesor nie chciał”. „A gdyby chciał…”. „Powiem tak: nie robiłabym afery”.

Nobel: dawać jakiś nerdom kasę za książkę?

Tramwaj 19, dwóch w wieku licealnym. „Masz tę notatkę o Noblu?”. „Coś mam”. „Chciałem naukę robić, a babka dała literaturę”. „Odpiszesz ode mnie, trochę zmienisz”. „Kto to w ogóle jest?”. „Jakiś Węgier, dziwne nazwisko”. „Po co to jest?”. „Kasa dla niego”. „Po co my się tą literaturą zajmujemy?”. „Nie wiem”. „Stary mówi, że Nobel powinien odpuścić literaturę”. „Aha?”. „Nowe technologie, nauka. To można opłacać. A dawanie jakimś nerdom za książkę? Wiesz…”. „Spisuj, spisuj”. „Dzięki, szkoda by mi było czasu na niego”. „Jak Szwedzi mają kaskę, to niech dają. Matka mówiła, że zrobili z niego film i był dobry”. „No może. Ale wiesz, szkoda kasy na doskonalenie AI, a daje się jakiemuś gostkowi, co powieści pisze…”. „No, trochę dramat”. „No dramat”.

Jedno z nagrań ponagrodowych, idę do poczekalni w studiu telewizyjnym. Czas przedantenowy, więc wybebeszam plecak. Najpierw siatka z warzywniaka: kartofle, szparagowa, orzechy dla wiewiórek. Potem karton ze statuetką. Goście z kanap okolicznych przyglądają mi się z rozbawieniem. Gość spod ściany: „To rekwizyty?”. Ja: „Można tak powiedzieć”. Wrzucam warzywniak do plecaka, idę się malować. Wracam, wyciągam statuetkę. Lekkie poruszenie. Kierujący ruchem: „O, cwane, Nike w kartoflach”. Kobieta spod ściany: „Ale to prawdziwa?”. Ja: „Statuetka? Owszem”. Z miny wnoszę, że kupiłam na bazarku. Kierujący ruchem: „Kartofle z płaszczem do garderoby, idziemy na wizję”. Idziemy.

Party ze zniczem

Autobus 180, Czerniakowska. Dwie po dwudziestce: „Jedziesz na groby?”. „Jadę, matka mi nie daruje”. „Może wykręć się… Imprezę robię”. „O!”. „Moi jadą na Podlasie i mam całe mieszkanie dla nas”. „Jejku”. „No, zaproszę tego twojego”. „Nie jest mój”. „Jeszcze nie. Chyba że wybierasz party ze zniczem”. „Przestań! Wybieram ciebie. Muszę się rozchorować”. „A nie możesz matce powiedzieć, że cmentarz cię nie kręci?”. „Co ty! Odetnie mi fundusze”. „Aż tak?!”. „Już mi rok temu powiedziała, że nie będzie mnie sponsorować, jak nie pokocham grobów”.

Skwer Chorwacki, tuż po deszczu. Przysiadam w skórzanym płaszczu na ławce. W sąsiedztwie gość ze starym jamnikiem szorstkowłosym. Pies mości się w dołku pod siedziskiem. „Czyta pani?”. „A tak”. „Rzadki widok. A co?”. „Manna”. „»Doktor Faustus«! Też kiedyś próbowałem”. „Przeżywałam, gdy miałam siedemnaście lat. Chcę zrozumieć, dlaczego”. „Ja się diabła wystraszyłem”. „Serio?”. „Tak, zimnego piekła. Dość go mamy tutaj”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 43/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Party ze zniczem