Ja mam z tą literaturą taki nierówny stosunek

Pani jest nominatką do ważnej nagrody, to pani powiem: może się pani złości na zielono, ale poza tym jest pani niebieska. I jest to bardzo ładny odcień.
Czyta się kilka minut
Eliza Kącka // Fot. Grażyna Makara
Eliza Kącka // Fot. Grażyna Makara

Nic mniej podobnego do siebie niż trzy obłaskawione wiewiórki. Gałąź transferowa, której jeszcze nie wycięto, pozwala na skok pod okno i trzebienie miski orzeszków. Pytam telefonicznie: „I jak tam, ojcze wiewiórek, przyszło jakieś bydlątko?”. „A jakże, przyszedł Siwaczek”. Siwak szacowny, z rudo-siwawym ogonem, stabilizuje się nad miską z połówką orzecha włoskiego w łapkach. Nic go nie ruszy. „Siwak wie swoje. Wyłupiaste oczko”. „Łypie?”. „A jak. Teraz porwał kolejnego orzecha i hyc do magazynu”. „Czyli poszedł sobie?”. „Ale wróci, wróci”.

Dzwonię po godzinie, ciekawa. W telefonie panika: „Zabiłem Tchórzaka!”. „No coś ty”. Pauza. „Prawie zabiłem”. Tchórzak to wiewiór nieufny, źle znosi szybkie podejścia do okna, gdy pojawia się ręka z orzeszkami, daje susa na gruszę i udaje, że nie jest głodny. „Za szybko podszedłem. Tak się przeląkł, że prawie spadł”. „Nie martw się, dbaj o zdrowie”. „Zdrowie? One są moim zdrowiem”. 

Kolejny telefon: „Wydarzyło się coś ważnego, bardzo. Przyszła Klejnotka”. Ach, więc wróciła mistrzyni posuwistych szusów na skraju parapetu, dziewczyna wiewiórcza z wielkimi pędzlami na uszkach. „Przyszła, oparła się łapkami o dolny rant okna i przez długą chwilę patrzyła mi w oczy. Wiedziałem, że mówi »Witaj«”. „Zameldowała się po urlopie macierzyńskim”. „Ano. Powiedziałem jej, że jest najpiękniejsza. I stanowczo wie o tym”. „Powinieneś mieć zwierzę domowe”. „One, wiewióry, grają ze mną w oglądanie wzajemne. To moje zwierzęta. Ja jestem ich zwierzęciem. Zwierzem-stróżem”. „Tak dobrze”. „Owszem”.

Punkt pobrań, wchodzę. Na stanowisku pod oknem starszy jeszcze w obróbce. „Nie wierci się, bo wbiję strzykawkę”. Starszy: „Ajaj”. Strzykawkowa: „Siedzi prosto”. Starszy: „Przepraszam, to odruch, że w towarzystwie jest się twarzą do osoby”. „Tu nie jest towarzystwo”. Mrugnął do mnie: „Przepraszam, dziękuję: inteligenckie narowy”. Laborantka druga: „Pani nie słucha, pani gotuje żyłę”. „Już już”.

Autobus 116, dziewczynki w wieku późnopodstawówkowym. „Ale mnie nie interesuje”. „Co?”. „Ta Gaza”. „Ale jak to?”. „Mama mówi, że to jest za daleko”. „To telewizora nie macie?”. „Mamy. Ale to za daleko, żeby się przejmować”. „Jeju, mój ojciec by jej…”. „Wiesz, to jest smutne ogólnie, że ktoś ginie”. „No raczej”. „Ale to nie nasz rejon. My tu mamy Putina”. „Aha”. „I mama mówi, że tamci się też nami nie interesują”. „Tamci?”. „No, ci z Gazy”. „Bo jakby u nas tak było, jak u nich, to nikt z nich by palcem nie kiwnął”. „Aha”. „I mama mówi, że za dużo uwagi poświęcamy innym. Oni mają inny sposób życia”. „Aaa, to pewnie też umierania?”. „Umierają, ale inaczej”.

Toruń, wczesny ranek, deszcz. Na ławce staruszka płacze pod parasolką. Podchodzę, zagaduję. „Nie nie, nic się nie stało, ja teraz mam Wilno”. „Aha”. „Wie pani, bo ja z Wilna jestem. Rankiem mnie nachodzi. Muszę wyjść i patrzeć na Wisłę. Nie umiem tego wyjaśnić…”. „Nie trzeba”. „…nie umiem tego wyjaśnić, że Toruń w deszczu, wie pani, taki pustawy jeszcze, pachnie Wilnem. I ja tak siedzę i czekam, aż się te moje ulice z pamięci nałożą na ten skwer, plac. Wywołuję”. „Piękne”. „Czasem mi się udaje i prawie jestem w Wilnie”. „Prawie”. „Tak, czekam na śmierć”. „?”. Uśmiecha się: „Niech się pani nie przejmuje, teraz nie umrę. Ale uświadomiłam sobie, że jak będę umierać, wie pani, te wszystkie moje ulice same przyjdą po mnie”. Uścisnęła mi rękę. Kiedy obróciłam się na światłach, uśmiechała się nieobecnie.

Dzwoni staruszka od ciśnienia: „Pani Elizo, żyje pani?”. „Aha”. „Też głupie pytanie, swoją drogą, póki żyje, odbiera”. „Haha, nie wszyscy żywi odbierają”. „Wnuk mi nakablował, że jest pani nominatką do ważnej nagrody”. „Zgadza się”. „Nie lubię dowiadywać się takich rzeczy od rodziny”. „Haha”. „Wyniki lekarskie i testamenty, pani Elizo, to sprawa rodzin. Ale w tym mogła ich pani wyręczyć. A teraz serio: czy tytuł pani książki oznacza, że pani dziecko widzi nas w aurach kolorystycznych?”. „Tak, widzi emocje, ich gęstość”. „No, to ja teraz pani coś zdradzę: pani nie jest zielona”. „?”. „Pani jest niebieska. Nie chciałam się z panią dzielić tą prawdą, hehe, bo by może pani uznała, że jestem dziwniejsza, niż jestem”. „Ależ skąd”. „No ba, teraz to już wiem, że w rankingu dziwności nie przegrywam. A zatem: może się pani złości na zielono, ale poza tym jest pani niebieska. I jest to bardzo ładny odcień, dodam”.

Taksówka, jazda na spotkanie literackie. Rozmawiam z organizatorami, rozłączam się. Taksówkarz: „Będzie pani odpytywać literatów?”. „Pogadamy”. Milczymy. „Bo wie pani, ja mam z tą literaturą taki nierówny stosunek”. „Aha”. „Bo z jednej strony: to szlachetne. Ludzie biznesy robią, mają to wszystko gdzieś, a tu raptem jakaś garstka się zajmuje tekstami. I się stresuje, płodzi”. „Ano”. „Ja też płodziłem”. „O!”. „Wiersze były, trochę prozy. Niedawno. Ale zostawiłem to”. „Bo?”. „Wie pani, ja wiem, że ja to średnio robię, ja tam trzeźwy jestem. Dość, że sobie ulubionych poetów poczytam. Zawsze mam w schowku tomik”. Poklepał kordialnie schowek samochodowy. „Teraz tam Bursa siedzi, pojedzie na Pragę, jak panią dostarczymy”. „Haha”. „Ale wie pani, mnie coś jeszcze tak serio zniechęciło do pisania. W Polsce się nie czyta, w Polsce się atakuje. Nie chce się zrozumieć. I ja tego nie umiem znieść”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 39/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Pani gotuje żyłę