Wszystkie emanacje Grzegorza Brauna. Gdy katolicyzm miesza się z polityką

Grzegorz Braun nie tylko zdobył ponad milion głosów w wyborach prezydenckich – stał się symbolem przemiany, jaka dokonuje się w polskim katolicyzmie. Jego wynik to nie tylko efekt skutecznej kampanii, ale także sygnał, że dla części wierzących religia staje się dziś przede wszystkim narzędziem politycznej tożsamości.
Czyta się kilka minut
Grzegorz Braun podczas premiery filmu „Gietrzwałd 1877. Wojna światów”. Warszawa, 13 sierpnia 2024 r. // Fot. Adam Chełstowski / Forum
Grzegorz Braun podczas premiery filmu „Gietrzwałd 1877. Wojna światów”. Warszawa, 13 sierpnia 2024 r. // Fot. Adam Chełstowski / Forum

„Wynik Brauna to najwyższa porażka polskiego Kościoła” – napisał o. Jacek Prusak, jezuita, w najbardziej chyba emocjonalnym komentarzu powyborczym, jaki pojawił się w katolickiej infosferze. Było ich wiele. Ogromne poparcie (ponad 1,2 mln głosów), jakie zdobył kandydat jawnie antysemicki i powielający przekazy rosyjskiej propagandy, a jednocześnie odwołujący się do wiary i powszechnie kojarzony z tubalnym „Szczęść Boże”, jakim zaczyna swe wystąpienia, uprawnia do zadawania pytań o rolę Kościoła w jego wyborczym sukcesie.

Czy wynik Brauna to porażka czy sukces Kościoła

Bezpośrednich dowodów na to nie mamy. Motywy wyborców, którzy zakreślili krzyżyk przy nazwisku lidera Korony Polskiej, są nieznane. Choćby dlatego, że tak duża grupa osób nie może być jednorodna. 

Z analizy wyników głosowania oraz exit polls widzimy natomiast, że Braun zebrał więcej głosów na prowincji, zwłaszcza na wsi (ponad połowa jego elektoratu) oraz w miastach do 50 tys. mieszkańców. Największe poparcie zyskał w województwach lubelskim i podkarpackim (ponad 9 proc.), a także świętokrzyskim (prawie 8 proc.). Statystycznie częściej głosowali na niego mężczyźni (57,4 proc.), największe poparcie uzyskał wśród osób w grupie wiekowej 30-39 lat (10 proc.) oraz 40-49 lat (8,6 proc.).

Najmniejsze natomiast – co może zaskakiwać – wśród najstarszej części elektoratu. Relatywnie najwięcej głosów zebrał wśród robotników i rolników (ponad 10 proc.), a najmniej – wśród emerytów i rencistów (niecałe 3 proc.). Jeśli natomiast spojrzymy na preferencje partyjne – w porównaniu do wyborów z 2023 r. – przechwycił 20 proc. wyborców Konfederacji i ok. 5 proc. wyborców PiS. Te statystyki tłumaczą jednak decyzję połowy wyborców Brauna – o politycznych preferencjach drugiej połowy nie za wiele wiemy.

Niestety, informacji o wyznaniu i uczestnictwie w praktykach religijnych wyborców nie podano do publicznej wiadomości (choć Ogólnopolska Grupa Badawcza w swoim exit poll o nie pytała). Trudno więc wprost wskazać, jaki odsetek wyborców Brauna stanowią osoby wierzące i praktykujące. A wbrew pozorom wcale nie jest oczywiste, że był on duży. Dlaczego? 

Po pierwsze, z dostępnych badań wynika, że osoby poniżej 40. roku życia są znacznie mniej aktywne religijne, a to wśród nich mamy gros wyborców Brauna. Po drugie, choć diecezje znajdujące się na terenie województwa podkarpackiego (przemyska i rzeszowska) faktycznie cechują się relatywnie wysokim udziałem tzw. dominicantes, to już diecezja lubelska ma ten wskaźnik na podobnym poziomie jak archidiecezje katowicka czy poznańska.

Pozostałe diecezje z regionów największego poparcia Brauna – kielecka, sandomierska i radomska – również nie charakteryzują się nadzwyczajnym poziomem uczestnictwa w praktykach religijnych. Co oczywiście nie znaczy, że wyborcy Grzegorza Brauna nie są mocno związani z Kościołem. A jedynie, że w świetle dostępnych danych nie można tego uznać za pewnik.

Pięć powodów, dla których głosowano na Brauna

Można jednak wytypować pięć innych czynników, które mogły stać za wyborczym sukcesem radykalnego polityka. Pierwszym jest covid-19 (o czym pisałem na łamach „Tygodnika” z okazji 5. rocznicy wprowadzenia stanu epidemii). Grupa osób, które jawnie kwestionowały nie tylko wprowadzane restrykcje, ale też sam fakt wystąpienia pandemii (vide hasło „plandemia”), a co za tym idzie także masowe szczepienia przeciw covid-19, była w Polsce stosunkowo duża, a Grzegorz Braun stał się ich najbardziej wyrazistym rzecznikiem (dużo bardziej od liderów Konfederacji). Powód ten zwykle umyka uwadze większości komentatorów.

Drugą przyczyna oddania głosu na Grzegorza Brauna były emocje antyukraińskie. Niechęć do Ukraińców prezentuje dziś już duża część polskiego społeczeństwa, niemała jest wśród nich grupa, która naszych wschodnich sąsiadów najchętniej odesłałaby z powrotem za Bug – mówiąc krótko: ich nienawidzi. 

Przed samymi wyborami emocję podgrzał dodatkowo konkurs Eurowizji, podczas którego publiczność ukraińska nie przyznała polskiej reprezentantce ani jednego punktu. To można, oczywiście, bagatelizować, ale w mediach sprawa ta odbiła się szerokim echem, zwłaszcza w pokoleniu młodszych wyborców. Nie można wykluczyć, że dla części z nich mógł to być impuls, by przenieść głos ze Sławomira Mentzena na Brauna, który był najbardziej antyukraińskim kandydatem w tegorocznej kampanii wyborczej.

Trzecim czynnikiem, którym można wyjaśnić wyborczy sukces Grzegorza Brauna, był polityczny spektakl wokół Gizeli Jagielskiej, lekarki z Oleśnicy, która dokonała terminacji dziecka w dziewiątym miesiącu ciąży. Ta historia pozwoliła Braunowi wysunąć się na pozycję największego obrońcy życia. Nie chodzi tu jednak o kwestie ściśle religijne, bo choć faktycznie Kościół w debacie publicznej pełni rolę głównego przeciwnika aborcji, to doświadczenia innych państw, zwłaszcza USA, pokazują, że w ruchy pro-life angażują się także osoby niewierzące. Sprzeciw wobec aborcji stał się symbolem łączącym wiele nurtów alt-prawicy.

Czwartym powodem głosowania na lidera Korony Polskiej mogła być także jego antysystemowość i „wiarygodność”. Cudzysłów jest tu użyty celowo, pojęcie to ma inne znaczenie dla osób starszych, inne dla młodych wyborców. Ci pierwsi nie oczekują od polityka niezmienności poglądów, bo zdają sobie sprawę, że im samym również nieraz przyszło zmienić zdanie. 

Dla młodszych spójność poglądów ma dużo większe znaczenie, zwłaszcza w dobie mediów społecznościowych, gdy łatwo wyciągać wypowiedzi z przeszłości i porównywać je z dzisiejszymi. To idealne narzędzie, by „toczyć z polityków bekę”, bo przecież kampania wyborcza jest doskonałą formą rozrywki.

W tym kontekście warto wymienić piąty czynnik – w Polsce zawsze istniał kilkusettysięczny elektorat, który głosuje właśnie dla „beki”. W poprzednich wyborach gromadził go Janusz Palikot, potem Ryszard Petru, teraz najwyraźniej zgarnął go Grzegorz Braun. Wiele haseł, którymi epatował w kampanii, stało się elementem jego „bekowego” wizerunku. W tym hasła antysemickie czy antyizraelskie, bo trudno uwierzyć, że 35-letni robotnik z podlubelskiej wsi, który w swym życiu Żyda nigdy nie spotkał, jest do żywego przejęty ich rolą czy działaniami Izraela w Strefie Gazy.

Czy katolicyzm w Polsce jest powszechny czy narodowy

Czy zatem polski Kościół nie ma absolutnie nic wspólnego z wynikiem wyborczym Brauna, a komentarz o. Prusaka jest kompletnie bezpodstawny? Myślę, że nie.

Od dłuższego już czasu przyglądam się fenomenowi filmu „Gietrzwałd 1877. Wojna światów”, z którym Grzegorz Braun, jako reżyser, objeżdża Polskę. Z informacji podanych na oficjalnej stronie filmu wynika, że od 7 września 2024 r. do 11 maja 2025 r. odbyły się 632 pokazy w 402 miejscowościach.

Film nie jest emitowany w kinach – projekcje odbywają się w innych salach, często parafialnych. Bo jeśli istnieje w naszym kraju przestrzeń, w której obecność Brauna jest fetowana, są nią właśnie parafie. Nie o sam film przecież tu chodzi – popularność dzieła związana jest w dużym stopniu z osobą reżysera. To on elektryzuje uwagę zarówno wiernych, jak i części polskiego duchowieństwa.

Często w rozmowach ze znajomymi śmiejemy się (przez łzy), że w Polsce nie ma Kościoła katolickiego, a „Polski Kościół Narodowy”. To hiperbola, trudno jednak nie odnieść wrażenia, że także część polskiej hierarchii po cichu sprzyja katolickiemu nacjonalizmowi, nawet jeśli oficjalne komunikaty episkopatu temu próbują zaprzeczać. Oddolne, społeczne akcje modlitewne, jak „Różaniec do granic” czy „Wielka Pokuta”, które uderzały mocno w narodowe, a wręcz nacjonalistyczne nuty, spotykały się przecież z akceptacją – choćby tylko delikatną – polskich biskupów. 

Podobnie jak działalność ks. Dominika Chmielewskiego SDB i jego „wojowników Maryi” – choć oficjalnie został odsunięty od prowadzenia swojej wspólnoty, episkopat nie podejmuje wobec niego żadnych bardziej zdecydowanych działań. Sam Chmielewski sprzedaje swoje książki w nakładzie 200 tys. egzemplarzy, o którym większość autorów, i to nie tylko katolickich, może w Polsce jedynie pomarzyć.

Nurt katolicyzmu narodowego bardzo szybko rozwija się w internecie, skutecznie przesuwając ramy debaty religijnej nad Wisłą. Doświadczamy – w pewnym sensie – podobnego procesu, jaki w USA określa się mianem „katolickiego MAGA”. Co skłania mnie do postawienia hipotezy, że istnieje w Polsce wspólnota wierzących, tętniąca życiem i dynamicznie się rozwijająca, ale równoległa do oficjalnych struktur kościelnych. 

Wspólnota ta ma poczucie własnej siły – wie, że hierarchia boi się i nie ma ochoty interweniować, bo w obliczu pędzącej sekularyzacji może rozwój narodowego katolicyzmu sprzedawać jako sukces Kościoła. Także w sensie ekonomicznym, co nie jest bez znaczenia dla bardzo wielu polskich biskupów.

Nie można też zapominać, że biskupi niekoniecznie chcą iść na wojnę ze swymi księżmi, wśród których bez trudu znajdziemy wielu fanów katolicyzmu narodowego. Zjawisko to, co istotne, nie dotyczy wyłącznie starszych duchownych. Z badań prof. Konrada Pędziwiatra, przeprowadzonych przed paroma laty w seminariach diecezjalnych, wiemy, że spora część kleryków sympatyzuje z poglądami konserwatywno-narodowymi (w ankiecie deklarowali poparcie dla Konfederacji).

Schizma watykańska czy polska?

Wspólnota katolicyzmu narodowego coraz mocniej „odpływa” od linii prezentowanej przez Watykan, także w dość ezoteryczne i antynaukowe klimaty (vide choćby bardzo rozpowszechniona wiara w prywatne objawienia). Nie przypadkiem papież Franciszek – jak mówiło się kolokwialnie – w Polsce „niespecjalnie się przyjął”.

Dziś w środowisku tym widać spore nadzieje, że pontyfikat Leona XIV przebiegnie zgodnie z oczekiwaniami „Polskiego Kościoła Narodowego”. Myślę jednak, że dość szybko te nadzieje okażą się płonne. Co jednak będzie znaczyć, że Kościół powszechny i Kościół w Polsce nadal coraz mocniej będą się od siebie oddalać. I tak jak część bardziej tradycyjnych katolików (niekoniecznie związanych z nurtem katolicyzmu narodowego) obawia się „watykańskiej schizmy”, polski Kościół może jej doświadczyć dużo wcześniej i to na zupełnie innej płaszczyźnie.

Grzegorz Braun jest w pewnym sensie emanacją opisanych tu procesów, które dotykają Kościoła w Polsce. Nawet jeśli nie one stoją bezpośrednio za jego wyborczym sukcesem, powinniśmy mieć świadomość, że katolicyzm w Polsce doświadcza obecnie bardzo poważnych zmian, stając się coraz bardziej religią stricte polityczną. 

To przyniesie wiele różnych konsekwencji, z których większość powinna martwić osoby odpowiedzialne za sytuację Kościoła w Polsce. Niestety, mam wrażenie, że episkopat przespał ostatnie kilkanaście lat, jak również, że i dziś niespecjalnie chce coś z tym problemem zrobić. Możliwe zresztą, że na jego działania jest już zwyczajnie za późno. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 22/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Kod Pana Brauna