Ponad sto tysięcy wyświetleń, tysiące komentarzy w mediach społecznościowych i tyleż udostępnień – to najkrótsze podsumowanie listu otwartego Moniki Braun, który opublikowaliśmy 28 kwietnia. „Jestem siostrą Grzegorza Brauna. Wstydzę się tego, co on robi” – pisała. „Przez lata sądziłam, że >>nie kala się własnego gniazda<<, i milczałam, zastanawiając się, gdzie jest granica. Właśnie została przekroczona” – dodawała, mając na myśli napaść jej brata na lekarkę z Oleśnicy. Zanim jeszcze zdania z listu zdążyły przetoczyć się przez największe portale internetowe, Grzegorz Braun w studio prezydenckiej debaty „Super Ekspresu” mówił m.in., że żółty żonkil – symbol pamięci o powstaniu w warszawskim getcie – jest „znakiem hańby”.
Dlaczego nie wahaliśmy się opublikować listu?
Sprzeciw wobec działalności Brauna, kandydata bez szans na fotel prezydencki, nie ma charakteru politycznej czy partyjnej demonstracji, jaka obca by była redakcji „TP”. Podobnie jak Monika Braun uznaliśmy po prostu, iż zrozumiały skądinąd odruch zbywania milczeniem kolejnych szaleństw tego polityka ma swoje granice. Że kolejne akty bandytyzmu, wandalizmu i antysemityzmu powinny natrafić na sprzeciw, i że to właśnie na naszych łamach powinien on się pojawić.
– To, że tekst ukazał się w „Tygodniku Powszechnym”, który jeszcze za mojego dzieciństwa był znakiem niezgody na opresyjny system i jego wrzaskliwą propagandę, jest dla mnie ogromnie ważne – komentuje niemal tydzień po publikacji listu Monika Braun. – Zanim jeszcze nauczyłam się czytać, wiedziałam, że w tym szarawym wówczas i niepozornym czasopiśmie chodzi o prawdę. Często z konieczności, ale i z wyboru: cichszą, skromniejszą niż medialna wrzawa wywoływana przez tych, którzy rządzą tłumem, i których retoryka jest „aż nazbyt parciana”, jak to stoi u Herberta.
Przemoc nie jest czymś, co wszyscy akceptują
Monika Braun, pytana o odzew na list, opowiada o setkach pozytywnych głosów.
– Podtrzymują one moją nadzieję, wyrażoną w ostatnim akapicie listu, że przemoc nie jest „artykułem”, który wszyscy kupują, a przeciwnie, że istnieje ogromne zapotrzebowanie na współczucie, porozumienie i szacunek – mówi „Tygodnikowi”.
I opowiada o rozmowie z jednym z czytelników listu; rozmowie, która uzmysłowiła jej, jak ludzie dookoła niej są pod każdym względem zróżnicowani, i jak ważne jest w związku z tym dbanie o wspólnotowość.
– Także otwarty kontakt z rodziną, moją i Grzegorza, pozwala spotkać osoby niebinarne, o innym kolorze skóry, homoseksualne, niepełnosprawne, niewierzące, feministki, rozwódki oraz wiele innych, „niepasujących” do idealnego wedle mojego brata modelu obywatela – podsumowuje Monika Braun. – Już sama nasza, jego i moja, odmienność pokazuje, że nie da się standaryzować istot ludzkich. Jesteśmy tu razem i bardzo bym chciała, by owo „razem” naprawdę określało sposób naszego życia.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















