Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Wsłuchując się w rytm

Wsłuchując się w rytm

30.05.2016
Czyta się kilka minut
Potocki, dzięki tłumaczeniu Anny Wasilewskiej, staje się pierwszym polskim pisarzem nowoczesnym.
P

Przypomnijmy: w poprzedniej edycji nagrodę dla najlepszego przekładu przyznano Wiktorowi Dłuskiemu za nową wersję „Martwych dusz” Gogola. W tym roku jedyną nominowaną „retranslacją” jest „Rękopis znaleziony w Saragossie” Jana Potockiego w tłumaczeniu Anny Wasilewskiej. Wcześniejszy przekład Edmunda Chojeckiego – dziś coraz częściej nazywanego pseudo-Chojeckim – tak silnie wrósł w tkankę polskiej literatury, że w powszechnej świadomości funkcjonuje jako jej nieodłączny element, a zdobycie się na nowy przekład zakrawało na świętokradztwo. Ta swego rodzaju powieść totalna z początków XIX stulecia domagała się jednak nowego spolszczenia nie tylko z uwagi na trącący myszką (przekład pochodzi z 1847 r.) i w wielu miejscach nieścisły język, lecz także – przede wszystkim – z powodu archiwalnych odkryć, które objawiły nam wreszcie autentyczny „rękopis »Rękopisu«”. To na podstawie tej nowej edycji Anna Wasilewska stworzyła przekład „wersji z 1810 roku” – wolny od wielosłowia i pruderii pseudo-Chojeckiego, pełen celnych zdań i obrazów, ukazujący językową sprawność Potockiego, który dzięki temu tłumaczeniu staje się pierwszym polskim pisarzem nowoczesnym.

O tej nowoczesności świadczy fakt, że spośród pozostałych nominacji książką najbardziej zbliżoną do „Rękopisu” są „Krótkie wykłady z paskudnymi ludźmi” Davida Fostera Wallace’a w tłumaczeniu Jolanty Kozak. Miłośnik Wittgensteina, wnikliwy czytelnik Carvera, Bartha i Pynchona, proponuje prozę przyprawiającą o zawrót głowy. Wbrew tytułowi, nie jest to jakaś lepsza wersja „Teorii trutnia”, lecz tom tekstów, których reguł – zupełnie jak przy wierszach Mallarmégo – musimy się uczyć za każdym razem od nowa. Istny koszmar dla tłumacza. Chyba że jest się Jolantą Kozak, która to wcielanie się w role, naśladowanie głosów, języków, zmyślne budowanie idiomów, a nawet – jak w „Datum centurio” – konstruowanie haseł ze słownika przyszłości wyraża z wielką swobodą. Niestraszne jej klisze językowe, którymi Wallace lubi się bawić; niestraszna poetyka brulionu ani wizja świata jako wielkiego sex shopu. O przypisach od tłumaczki nie było zaś mowy: tych, które zamieścił sam autor, jest niekiedy tak dużo, że przytłaczają tekst główny.

Carvera i Bartha naczytał się też zapewne Colin Barrett, ale że to Irlandczyk, dziennikarzom do głowy przychodzą tylko „Dublińczycy”. Skromny objętościowo tom opowiadań, będący jego debiutem, przynosi dawno niesłyszaną w takim wydaniu chuligańską prozę zaprawioną melancholią. Beznamiętna narracja o codziennych dramatach młodzieży z prowincji utrzymana jest w poetyce znanej z filmów Kena Loacha, a uwodzi przede wszystkim wyjątkową radością opowiadania i umiejętnością kończenia, a raczej niekończenia historii. Cechą charakterystyczną „Młodych skór” jest bowiem pozbawiona puenty, otwarta koda, która czyni z tych opowieści alegorie współczesności. Opowiadania Barretta, choć zakorzenione w nurcie punk, urzekają też miłością do nazw własnych i do słowa w ogóle. Przekład Agnieszki Pokojskiej wsłuchuje się w tę miłość z uwagą i wyczuciem. A autor z takim nazwiskiem skazany jest na sukces albo na tragiczny koniec. Albo na jedno i drugie.
Powiedzieć o powieściach Alaina Mabanckou, że urzekają miłością do słowa, to nie powiedzieć nic.

Znany już z wcześniejszych utworów gawędziarski żywioł wybucha z pełną mocą także w „Zwierzeniach jeżozwierza”, w czym wielka zasługa Jacka Giszczaka, który na nominację zasłużył zarówno jako tłumacz tej powieści bez kropek (za to z dużą liczbą narracyjnych kolców), jak i ten, dzięki któremu frankofońscy pisarze odnawiają nie tylko francuszczyznę, ale również polszczyznę. „Zwierzenia” zaś to hołd złożony afrykańskim legendom, bajkom La Fontaine’a i tradycji powiastki filozoficznej, a polska wersja tego językowego tygla skłania do przypuszczeń, że tłumacz musiał przed pracą wypić jakiś odpowiednik inicjacyjnej mikstury mayamvumbi, którą raczą się bohaterowie powieści. Czytelnikowi też by się to przydało, jeśli ma serio potraktować książkę, w której jeżozwierz gada do baobabu. Bo chyba nikomu nie przyjdzie do głowy, żeby nie czytać jej na poważnie?

Najbardziej osobną i zarazem najbardziej klasyczną książką spośród nominowanych w tej kategorii jest „Lato w Baden” Leonida Cypkina, przełożone przez Roberta Papieskiego. Ten odkryty przez Susan Sontag utwór nie jest biograficzną opowiastką o Dostojewskim na wakacjach, ale – czujemy to w rytmie tej prozy – sprawą życia i śmierci dla samego autora-narratora, którego głos co chwilę więdnie i co chwilę powraca w niezliczonych wtrąceniach. Długie w wydaniu „Zeszytów Literackich” myślniki wydają się dzięki przekładowi Papieskiego jeszcze dłuższe: wyznaczają przystanki i dygresje. Nie proustowskie jednak, lecz raczej kafkowskie – pełne wątpliwości, uwag, dopełnień, uściśleń. Cypkin oscyluje między historią własną a tą, którą przepisuje za dziennikiem żony Anny Grigoriewnej. Ten tryb przytaczania czyichś słów, to pisanie swoim-nie-swoim językiem znamy choćby z „Pierścieni Saturna”. Niekończące się, wypełnione po brzegi precyzyjnym realizmem akapity „Lata w Baden” niewiele ustępują prozie niemieckiego mistrza. ©

TOMASZ SWOBODA (ur. 1977) jest tłumaczem i krytykiem przekładu, autorem książek „To jeszcze nie koniec?” i „Historie oka. Bataille, Leiris, Artaud, Blanchot”. Tłumaczył na polski między innymi Baudelaire’a, Sartre’a, Barthes’a, Derridę, Foucaulta. Laureat nagrody „Literatury na Świecie”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]