Wołyń 1943

Nadal trudno o taką pamięć, która godziłaby racje polityków z wrażliwością ofiar.
Czyta się kilka minut

W lipcu 1943 r. nastąpiło apogeum tego, co trwało już od miesięcy nie tylko na Wołyniu, lecz tu przybrało postać najbardziej masową i planową. UPA spełniła obietnicę "haniebnej śmierci" dla wszystkich Polaków. Amerykanin Timothy Snyder pisał 5 lat temu w "TP": "Chłopskie kosy zabijały Polaków, a potem żęły zboże z ich pól. Jak to - delikatnie - ujął ukraiński historyk: »Wsparcie cywilnej ludności ukraińskiej, uzbrojonej w kosy, widły, noże i topory, nadało wypadkom wołyńskim szczególnie krwawy charakter«. Dowódcy UPA meldowali, że »problem polski został zasadniczo rozwiązany«". Zginęło 50-100 tys. Polaków (wg różnych źródeł). Wedle definicji Rafała Lemkina wykorzystanej w Norymberdze, było to ludobójstwo. Podobnie za ludobójstwo uznać wypada polskie akcje odwetowe przeciw ukraińskim cywilom (kilka tysięcy ofiar).

Dlaczego, skoro nie ma sporu o fakty, w 65. rocznicę Wołynia wybuchł u nas spór (z udziałem polityków, publicystów oraz żyjących ofiar i ich potomków), jaką formę przybrać powinna pamięć? Także oficjalna, reprezentowana przez władze. Te postąpiły zastanawiająco powściągliwie: o ile obchody Powstania Warszawskiego czy Katynia gromadzą polityków wszystkich opcji, tym razem zachowali się oni inaczej. Premier i prezydent nie uczestniczyli w uroczystościach, a Sejm odłożył przyjęcie rocznicowej uchwały. Może w przekonaniu, że tego wymaga racja stanu, skoro na Ukrainie "kwestia winy" to nadal temat trudny. Czy jednak nie ma racji ks. Tadeusz Zaleski, gdy w apelu do PO i PiS zarzuca im, że poświęcają pamięć na ołtarzu polityki? Można to uznać za przesadę, ale ksiądz, którego polscy i ormiańscy krewni wtedy zginęli, wyraża opinię wielu żyjących ofiar. Partnerstwo z Ukrainą to rzecz kluczowa - ale politykom zabrakło empatii.

Brak też czegoś jeszcze. Rację ma prezes IPN Janusz Kurtyka: warto zbudować w Polsce muzeum (można nazwać je, za Jasienicą, muzeum Rzeczypospolitej Wielu Narodów). Nie po to, by - jak twierdzi Wojciech Maziarski w "Newsweeku" (domagając się… dymisji Kurtyki) - zaogniać stosunki z Ukrainą, lecz aby młody człowiek mógł zrozumieć świat, który trudno sobie wyobrazić. Trwał on wieki, a zniknął w kilkanaście lat: między 1939 r. a połową lat 50. Byłby to też gest (jak Muzeum Powstania) wobec tych, którzy ów świat stracili.

To nie rewanżyzm. W RFN od dawna są liczne muzea poświęcone regionom dawnych niemieckich Kresów, a ciągle powstają nowe (Muzeum Śląskie w Görlitz) lub są w planach - nie tylko "Widoczny Znak", dziś projekt rządu RFN. Nowego muzeum chcą też Niemcy sudeccy. Nowoczesnego: takiego, w którym młody człowiek przeniesie się na chwilę w świat prababci.

Na naszej stronie internetowej, w dziale "Tematy TP", czytelnik znajdzie teksty Timothy’ego Snydera, publikowane w "TP" w minionych latach, opowiadające o Kresach i ich zagładzie.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 30/2008