Reklama

Cień Wołynia

Cień Wołynia

11.07.2016
Czyta się kilka minut
Polsko-ukraiński dialog historyczny zanika, a przyczyna leży głównie po stronie ukraińskiej. Mimo to Warszawa powinna nadal wspierać Kijów – to nasz polityczny interes.
Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko z lotniczką i deputowaną Nadią Sawczenko oraz z wicepremier Iwanną Kłympusz-Cyncadze przed Pomnikiem Rzezi Wołyńskiej, Warszawa, 8 lipca 2016 r. Fot. Marcin Obara / PAP
N

Najwyraźniej to nieuniknione: wszyscy kiedyś zderzymy się z tym dylematem. I wszyscy musimy wtedy dokonać jakiegoś wyboru. Wszyscy, to znaczy: my, którzy uważamy, że Ukraina ma prawo być krajem niepodległym, że ma prawo wybić się na niezależność od Rosji i swobodnie wybrać dalszą geopolityczną drogę. A także, że Polska powinna wspierać ją w tych wysiłkach, gdyż leży to w naszym najlepiej pojętym interesie narodowym i państwowym. Bo jeśli Ukraina zostanie rzucona na kolana – niekoniecznie od razu pod postacią rosyjskiej okupacji; starczy prorosyjski rząd w Kijowie lub osiągnięcie przez nią stadium państwa upadłego – wtedy to my staniemy się krajem „frontowym” .

Mówiąc nieco patetycznie (ale nie na wyrost): walcząca Ukraina jest dziś naszym „przedmurzem” – i w tej roli więcej wartym niż skromne cztery bataliony, których wysłanie do Polski i krajów bałtyckich zatwierdził szczyt...

28099

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zgadzam się całkowicie. W naszym interesie jest promowanie Ukrainy w Europie i w miarę możliwości popychanie jej w strone NATO. Obecność Poroszenki w Warszawie podczas szczytu była dobrym pomysłem. Niezaleznie od tego, co się stało X lat temu. Trzeba o tym wiedzieć, ale trzeba tez mieć swiadomość, co jest w naszych stosunkach dziś najważniejsze.

Świetny, głęboki tekst! Ale w dwóch kwestiach się z Autorem nie zgadzam, albo inaczej postawiłbym akcenty. Po pierwsze, można się zżymać na historyczną ignorancję artystów z zespołu Ot Vinta, ale historyczna ignorancja czy nawet poglądy (nazwijmy je wprost: głupie poglądy) odbiegające mocno od oficjalnej polskiej wersji to jeszcze nie jest zagrożenie dla bezpieczeństwa i porządku publicznego Polski. A właśnie takie są przesłanki zakazu wjazdu na terytorium RP. Wydając ten zakaz minister Błaszczak ewidentnie nagiął prawo dla przypodobania się środowiskom skrajnym. Było to niepotrzebne i szkodliwe. Po drugie, "środowisko kresowian" radykalizuje się głównie z powodu umiejętnie przeprowadzanej inspiracji z Moskwy, a nie z powodu przemilczania Wołynia. Nieprzypadkowo największy wysyp "wołyńskich" komentarzy w polskim internecie zaczął się od zimy 2013/14, czyli od Majdanu i początku intensywnych działań rosyjskich służb obliczonych na zniszczenie Ukrainy. Te "środowiska kresowian" są w dużej części po prostu środowiskami prorosyjskimi. Trzeba ich nazywać po imieniu i obnażać te rosyjskie inspiracje (albo gorsze powiązania), a nie próbować łagodzić ich postulowanym przez Autora tworzeniem muzeów czy filmów i innym wałkowaniem historycznej kresowej problematyki. Już w tym momencie polskie media są nieproporcjonalnie, wręcz w nieznośnym stopniu, skoncentrowane na historii. Zwiększanie tego wcale nie pomoże, a wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej nakręci w społecznej świadomości zjawisko postrzegania Ukraińców przez wołyńską masakrę. Do tego trzeba zwrócić uwagę na to, że po stronie tych tzw. "środowisk kresowych" (w istocie prorosyjskich) z uwagi na rosyjską inspirację trudno jest o dobrą wiarę.

Te środowiska kresowe są jak najbardziej prorosyjskie. I trudno im się dziwić. To ludzie prosci, wiejscy, którzy uniknęli śmierci z rak swych ukrainskich sąsiadów, lub ich potomkowie. A wyzwolenie od strachu przed ukraińskimi siekierami, piłami i widłami przyniosła nie kto inny, jak Armia Czerwona, której prokuratorzy nakazali wyłapywanie bandytów i stawianie ich przed sadem. Wielotomowe wydawnictwo IPN, na które złożyły się m. in. akta spraw prowadzonych przez wojskową prokuraturę sowiecką, wiele wyjasnia. Taka jest rzeczywistość, co nie znaczy, ze mamy pamiętać o tym i mścic się do dziesiątego pokolenia. Mamy wspólny dziś interes, bo mamy wspólnego wroga, czyli Rosje.

Дякую

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]