Edward Augustyn: Jest Pan „wnukiem Maritaina”? Tak przynajmniej czytam w internecie.
Piotr Zygulski: I to jednym z wielu. „Nipoti di Maritain” (wnuki Maritaina) to włoski projekt, który zaczął się dwanaście lat temu jako blog i profil społecznościowy grupy studentów zadających prowokacyjne pytania. Reprezentowali tzw. katolików posoborowych, których wtedy, w ostatnim roku pontyfikatu Benedykta XVI, było niewielu we włoskiej infosferze cyfrowej, zdominowanej przez małe, ale aktywne grupy katolików, spoglądających nostalgicznie wstecz na liturgię trydencką czy Josepha De Maistre’a. Cztery lata później, gdy zaczynałem studia teologiczne, poprosili mnie, bym koordynował działalność ich cyfrowego magazynu.
Został Pan, mówiąc wprost, jego redaktorem naczelnym.
Zaproponowałem, by witrynę, obfitującą w studenckie żarty i prowokacje, zamienić w magazyn internetowy, i uporządkowałem jego strukturę. I tak to trwa.
Kim są pozostałe „wnuki”?
W redagowaniu magazynu, co cały czas jest aktywnością nieodpłatną, wspomaga mnie kilkanaście osób, wyłącznie świeckich, którzy dziś liczą od 30 do 44 lat. Założycielami byli Lorenzo, dziś 36-letni dentysta, i Niccolò, 34-letni doktor filozofii. Oni są też zastępcami redaktora naczelnego. Zespół tworzą ludzie różnych zawodów: lekarze, prawnicy, inżynierowie, psycholodzy, aktorzy. Także nauczyciele religii, jak ja czy Filomena, jedyna – nad czym ubolewam – kobieta w naszym gronie. Zresztą wyjątkowo wszechstronna, bo poza studiami teologicznymi ma też wykształcenie literackie i historyczne.
Zaciekawiło mnie, dlaczego młodzi włoscy katolicy obrali za patrona francuskiego filozofa, zmarłego pół wieku temu?
Jacques Maritain łączył w mistrzowski sposób wiarę z aktywnością na rzecz demokracji i obroną praw człowieka. Dla nas jest symbolem „innego katolicyzmu” – niewykorzystywanego politycznie do obrony konfesyjnych interesów i niezafiksowanego na „nienegocjowalnych wartościach”. Postanowiliśmy przypomnieć jego postać i myśl, ale też zainicjować publiczną debatę nad najważniejszymi i bardzo współczesnymi tematami w jego duchu.
Maritain żył i działał w zupełnie innym świecie. Jak go chcecie dziś naśladować?
Nie to jest naszym zamiarem. Wnukostwo, przybrane czy naturalne, nie polega wcale na rygorystycznym naśladowaniu dziadków. Choć oczywiście wnuki w pewien sposób ich przypominają. Ale pozwalamy sobie na swobodę w niemumifikowaniu otrzymanego dziedzictwa.
A tak konkretnie? Na czym polega Wasza oryginalność?
Choćby na stymulowaniu dyskusji w Kościele na różne, trudne tematy, bez szczególnej dyplomacji, że tak powiem, a więc w sposób otwarty, zapraszając wszystkie strony, przezwyciężając polaryzację i trzymając się z dala od hejtu, tak powszechnego w mediach społecznościowych. Gdy magazyn powstawał, niewiele było takich miejsc we włoskim internecie. Dziś, za pontyfikatu Franciszka, sytuacja wygląda już inaczej. Nawet media głównego nurtu, oficjalne, jak „Avvenire” czy „Osservatore Romano”, poświęcają więcej miejsca tzw. granicznym stanowiskom. W Kościele zaszła zmiana. „Nipoti di Maritain” byli jednymi z pionierów tej kultury.
Maritain to przede wszystkim personalizm. Ale w języku włoskim to słowo nie kojarzy się dobrze.
To prawda. Wiąże się z nim, niestety, pewne nieporozumienie, dość rozpowszechnione także we współczesnych słownikach. W potocznym rozumieniu personalizm to synonim egocentryzmu, egoizmu czy „indywidualnej pretensji”. Zresztą już w 1948 r. Emmanuel Mounier, w dziele „Qu’est-ce que le personnalisme?”, wyjaśnił, że personalizm nie jest „prostą reinkarnacją indywidualizmu” – wręcz przeciwnie: „stoi na antypodach narcyzmu, indywidualizmu, egocentrycznego kultu”. Z tego powodu wolał łączyć „personalizm” z przymiotnikiem „wspólnotowy”.
Czym jest „personalizm” dla Was? Jak go definiujecie?
Personalizm nie jest zdefiniowaną doktryną czy systemem, choćby dlatego, że osoba ludzka jest – nawet dla niej samej – niewyczerpaną tajemnicą.
Spróbujmy go jednak przedstawić.
W najszerszym sensie personalizm to nurt, który w centrum swojej refleksji umieszcza osobę ludzką, we wszystkich jej wymiarach. Ta „niejednowymiarowość” ma szczególne znaczenie, co zauważył choćby Herbert Marcuse, marksistowski socjolog i ideolog studenckiej rewolty ’68 roku.
Personalizm nie kojarzy się zbytnio z marksizmem.
Był bliski dla wielu humanistów obszaru marksistowskiego, ale to prawda – w najbardziej znanym znaczeniu odnosi się do kręgu myślicieli chrześcijańskich, którzy w okresie międzywojennym podjęli idee antypozytywistyczne, zwracając się ku egzystencjalizmowi i chrześcijańskiemu spirytualizmowi Henri Bergsona, Charles’a Péguy i Nikołaja A. Bierdiajewa. Szczególnie nabrało to znaczenia po kryzysie 1929 r., który położył kres „szalonym latom dwudziestym”. Środowisko personalistów powstało wokół francuskiego czasopisma „Esprit”, założonego w 1932 r. przez Emmanuela Mouniera.
Personalizm z jednej strony przeciwstawiał się materializmowi, tak w sensie burżuazyjnego indywidualizmu, jak i marksistowskiego kolektywizmu, z drugiej – „fałszywym spirytualizmom”, opartym na tożsamości, które odwoływały się do najniższych, szowinistycznych i rasistowskich instynktów. Czyli, mówiąc krótko, faszyzmowi, z którym przecież sprzymierzyła się też pewna część katolików, sądząc błędnie, że będzie lepszy niż propozycje progresywne.
Personaliści chcieli być alternatywą i dla komunizmu, i dla faszyzmu?
Tak, a także dla liberalizmu. Personalizm był proponowany jako „trzecia siła”, pomiędzy indywidualizmem a kolektywizmem. Można powiedzieć, że pełnił – i nadal to robi – funkcję krytyczną wobec nadejścia społeczeństw masowych o różnych orientacjach, w tym społeczeństw indywidualistycznych, konsumenckich, społeczeństw samotności.
Rozumiem, że Pana zdaniem, i całego Waszego środowiska, personalizm ma również dziś ważną rolę do spełnienia.
Paul Ricoeur powiedział w 1983 r., że jeśli nawet „umiera personalizm, wraca osoba”. Mocno to dziś dostrzegamy. Uznanie centralnej pozycji osoby ludzkiej to klucz do krytycznego odczytania wielu współczesnych kwestii, jak choćby problemów ze sztuczną inteligencją (AI), kryzysu ekologicznego, neoliberalnej technokracji czy ograniczeń demokracji przedstawicielskiej, a raczej tych resztek, jakie po niej zostały. Ostatnie numery naszego magazynu poświęciliśmy takim tematom jak homotransfobia, ekologia, neuronauki, rodzicielstwo, kres życia, kryzys demokracji, populizm, przyszłość Unii Europejskiej, znaczenie tradycji w katolicyzmie czy religijny analfabetyzm.
Na czym polega personalistyczne spojrzenie na homofobię?
Przede wszystkim w dostrzeżeniu osoby z jej niepodważalną godnością. Myślę zresztą, że jest to spójne z tym, co mówi papież Franciszek: słuchać, co ma do powiedzenia druga osoba, nie oceniać jej, nie osądzać, przekonać się, czego ta osoba doświadcza w swoim życiu i w swoim sumieniu, przez które przemawia do niej Bóg. Nikt nie ma prawa deptać doświadczenia drugiej osoby.
O szacunku dla osób homoseksualnych mówi Katechizm Kościoła Katolickiego.
Tak. Sprzeciwia się wszelkiej dyskryminacji osób, także ze względu na ich tożsamość i orientację uczuciową lub seksualną. Myślę, że my, jako laboratorium teologiczno-moralne, możemy pokazać, co to znaczy w odniesieniu do konkretnej osoby, którą spotykamy na swej drodze. Co zrobić, by poczuła się włączona w życie Kościoła, była jego pełnoprawnym członkiem.
Wierzycie, że możecie na nowo wpłynąć na życie społeczne, polityczne i kościelne?
Wiele osób wie, że personalizm mocno odcisnął się na doktrynie społecznej Kościoła katolickiego i wpłynął na Sobór Watykański II (wystarczy wspomnieć „Dignitatis humanae” i „Gaudium et spes”). Ale mało znany jest fakt, że poprzez „ojców założycieli” Republiki Włoskiej, którzy czytali Mouniera i Maritaina, wpłynął też na konstytucję naszego państwa.
A odpowiadając na pańskie pytanie. Tak – takie sobie stawiamy zadania jako „nipoti di Maritain”. Chodzi nam nie tylko o filozoficzne dyskusje, „na łamach” naszego internetowego czasopisma, ale też o zaangażowanie w życie własnych parafii czy stowarzyszeń i ruchów katolickich.
Jakiś przykład?
Choćby z ostatniego okresu, gdy objęliśmy patronatem czuwania modlitewne przeciwko homotransfobii w Kościele. Są one organizowane w wielu parafiach przez wspólnoty katolików LGBT+. Jest ich we Włoszech około 40, w wielu diecezjach. Najstarsza w Mediolanie, powstała w 1980 r., ponad dwadzieścia lat ma też wspólnota z Florencji, której biskup nadał status „grupy diecezjalnej”. W tych czuwaniach bierze zresztą udział wielu biskupów, choćby z Palermo, Reggio Emilia, San Severo, Kalabrii, San Giovanni Rotondo – wymieniam z pamięci. Także kard. Matteo Zuppi z Bolonii, przewodniczący włoskiego episkopatu, bierze udział w spotkaniach katolików LGBT+. Czuwania modlitewne są organizowane w kościołach katolickich, ale mają wymiar ekumeniczny, bo biorą w nich udział także pastorzy Kościołów protestanckich czy nawet rabin. Przyłączyliśmy się do tej inicjatywy, wiele osób z naszej redakcji w nich uczestniczy.
Czy jesteście też środowiskiem o jasno określonych poglądach politycznych? Mówiąc wprost – katolicką lewicą?
Na pewno bliżej nam do ruchów wzywających do zdecydowanej interwencji publicznej w celu przezwyciężenia nierówności gospodarczych i społecznych. Ale nie we wszystkim jesteśmy jednomyślni i zgodni. W spojrzeniu na niektóre, nawet ważne tematy zdania prezentowane przez środowisko „wnuków Maritaina” bywają niejednorodne. Na przykład jeśli chodzi o przyszłość Unii Europejskiej. Jedni z nas chcieliby jej wzmocnienia, w nadziei na większą solidarność między narodami, inni wręcz przeciwnie – uważają ją za niereformowalny, technokratyczny i neoliberalny twór, daleko wykraczający poza aspiracje ojców założycieli. W ostatnich latach różniliśmy się też w kwestii oceny polityki włoskiej czy europejskiej, ale nasz mały projekt dialogu, jakim jest cyfrowy magazyn, wciąż nas jednoczy. Widzę też, że dzięki tym różnym spojrzeniom jakość naszej dyskusji ciągle rośnie.

Piotr Zygulski – urodzony w 1993 r. w Genui w polsko-włoskiej rodzinie, jest absolwentem ekonomii (Genua), filozofii (Perugia) oraz doktorem teologii (Florencja), badającym idee eschatologiczne w chrześcijaństwie i islamie. Od 2021 r. uczy religii, filozofii i historii w szkołach ponadpodstawowych oraz teologii w Wyższym Instytucie Nauk Religijnych św. Michała Archanioła w Foggii. Członek zwyczajny Włoskiego Stowarzyszenia Teologicznego. Należy do świeckiego bractwa Małych Braci od Gościnności Karola de Foucauld (Piccoli Fratelli dell’Accoglienza).
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















