Patti Smith w pawilonie Watykanu. Kościół i sztuka na Biennale w Wenecji

Patti Smith śpiewająca w kościele podczas Biennale w Wenecji? Dla o. Antonia Spadaro to nie prowokacja, lecz „modlitwa dźwiękowa”. I znak, że Kościół potrzebuje sztuki, która niepokoi.
z Wenecji
Czyta się kilka minut
Patti Smith i o. Antonio Spadaro w ogrodzie klasztoru karmelitów bosych w Cannaregio (pawilon Stolicy Apostolskiej na 61. Biennale Sztuki Współczesnej w Wenecji), 8 maja 2026 r. // Fot. archiwum prywatne
Patti Smith i o. Antonio Spadaro w ogrodzie klasztoru karmelitów bosych w Cannaregio (pawilon Stolicy Apostolskiej na 61. Biennale Sztuki Współczesnej w Wenecji), 8 maja 2026 r. // Fot. archiwum prywatne

Edward Augustyn: Patti Smith śpiewająca w kościele na otwarcie watykańskiego Pawilonu podczas Biennale w Wenecji. Odważny pomysł. 

O. Antonio Spadaro: Patti jest artystką, która zawsze łączyła poezję, muzykę i transcendencję. Jej obecność nie była więc przypadkowa ani dekoracyjna. Cała jej artystyczna droga to duchowa podróż, nawet jeśli naznaczona prowokacjami i buntem. Jej występ, zresztą dla niewielkiej liczby osób, by zachować jego kontemplacyjny, sprzyjający skupieniu charakter, to nie był koncert, tylko „modlitwa dźwiękowa”.

Tegoroczny Pawilon Watykanu na Biennale cały jest poświęcony dźwiękom.

Idea jest prosta i właśnie z tego powodu radykalna: w świecie, który krzyczy, Kościół wybrał słuchanie. „Ucho jest okiem duszy” – to tytuł Pawilonu, parafraza słów Hildegardy z Bingen. Duży wkład w jego powstanie miał Alexander Kluge, zmarły niedawno wielki reżyser i pisarz.

Ekspozycja „Ucho jest okiem duszy”, pawilon watykański w ogrodzie klasztoru karmelitów bosych w Cannaregio na 61. Biennale Sztuki Współczesnej w Wenecji, 6 maja 2026 r. // Fot. Luca Bruno / AP / East News

W XVII-wiecznym ogrodzie karmelitów, zwykle zamkniętym dla osób postronnych, zorganizowaliśmy Ogród Mistyczny. Odwiedzający otrzymują słuchawki i w milczeniu spacerują wśród roślin leczniczych, winorośli, krzewów. W trakcie zwiedzania słuchawki zaczynają wychwytywać kompozycje dźwiękowe dwudziestu artystów – od Briana Eno po Patti Smith, od Meredith Monk po FKA Twigs, od Jima Jarmuscha po Caterinę Barbieri – którzy odpowiadają na pieśni i wizje Hildegardy. Jest też instrument, który „słucha” samego ogrodu, przekładając aktywność bioelektryczną roślin na dźwięk.

Dla Hildegardy dźwięk był sposobem poznania, połączeniem między duszą a światem. Twórczość Patti Smith ma podobną inspirację. Zresztą, sama mówiła, że Ogród Mistyczny to metafora troski, słuchania i odrodzenia. Pismo „Rolling Stone Italia” określiło go jak „raj dźwięków” i „dotknięcie sacrum”.

Watykański Pawilon ma też drugą lokalizację.

To kompleks klasztorny Matki Bożej Wspomożenia Wiernych w Castello, gdzie powstało współczesne skryptorium: żywe archiwum poświęcone Hildegardzie, stworzone wspólnie z siostrą Maurą Zátonyi i Akademią św. Hildegardy. Tu można zobaczyć ostatnią pracę Alexandra Kluge – instalację filmów i obrazów podzielonych na 12 stacji, którym towarzyszy śpiew benedyktyńskich zakonnic z opactwa Eibingen.

Dwa lata temu ekspozycję urządzono w czynnym więzieniu dla kobiet. 

To była odważna decyzja. Wybór więzienia jako miejsca Pawilonu Stolicy Apostolskiej był stwierdzeniem, że sztuka nie jest luksusem dla nielicznych, ale prawem wszystkich, nawet tych na marginesie.

Projekt nosił tytuł „Con i miei occhi” (Na własne oczy). Łączył temat marginalizacji i odkupienia, poezji i natury. Papież Franciszek powtarzał, że Kościół musi „wyjść” i spojrzeć ludziom w oczy. To nie były tylko słowa. Papież przyjechał do Wenecji, na Biennale, po raz pierwszy w historii, i spotkał się z więźniarkami. Z każdą osobno.

Jego wizyta w więzieniu Giudecca była aktem performatywnym w najgłębszym tego słowa znaczeniu. Mówiła więcej niż jakikolwiek dokument programowy.

Franciszek nie miał problemu, by spotykać się z artystami, których życie bywa dalekie od nauczania Kościoła

Gdyby Kościół przemawiał tylko do ludzi, którzy podzielają wszystkie jego zasady moralne, przemawiałby do pustych krzeseł. No i szczerze wątpię, by powstała wtedy ciekawa sztuka. Historia doskonale to pokazuje. Caravaggio był mordercą. Wawrzyniec Wspaniały też nie był wzorem cnót. A jednak bez nich kultura chrześcijańska byłaby nieskończenie biedniejsza. Proszę pomyśleć: Pietà, Kaplica Sykstyńska, Dawid...

Franciszek powiedział coś fundamentalnego: Kościół to szpital polowy, a nie klub dla ludzi idealnych. Tegoroczny Pawilon Watykanu prezentuje twórczość artystów o różnych osobistych losach i światopoglądach odbiegających od doktryny katolickiej. Uważam, że to w porządku. Franciszek często powtarzał, że Kościół potrzebuje artystów, nawet – a może przede wszystkim – tych, których nie rozumie, przynajmniej nie od razu. 

Patti Smith to wolna kobieta, o własnej duchowości, która nie wpisuje się w żadną ortodoksję. FKA Twigs eksploruje ciało, seksualność i ból z intensywnością, która dla części odbiorców może być niekomfortowa. Ale to właśnie ta intensywność czyni ją autentyczną artystką.

Sztuka rodzi się z rany, nie z doskonałości. Ci, którzy prowadzą „uregulowane” i spokojne życie, niekoniecznie mają coś ważnego do powiedzenia. Ci, którzy przeszli przez ból, uzależnienie, kryzys, których słowa są ostre jak nóż, dużo częściej docierają do prawdy. Kościół, jeśli chce być wierny Ewangelii, musi być tam, gdzie jest rana, a nie tam, gdzie mu wygodnie.

Oddzielamy dzieło od autora?

To jedno z najbardziej dyskutowanych pytań we współczesnym świecie kultury. Nie ma na nie łatwej odpowiedzi. W zasadzie dzieło ma własne życie: gdy już powstanie, odłącza się od autora i przemawia do tych, którzy je oglądają, słuchają, czytają. „Wariacje Goldbergowskie” nie stają się mniej piękne z tego powodu, że Bach był trudnym człowiekiem. „Guernica” Picassa nie traci siły, dlatego że ten źle traktował kobiety.

Czyli nie mają racji ci, którzy protestowali przeciwko obecności Rosji i Izraela na Biennale w Wenecji? Albo jurorzy, którzy podali się z tego powodu do dymisji? 

Na Biennale prezentowani nie są artyści jako jednostki, tylko państwa – z ich flagą, pozycją geopolityczną, konfliktami. Dzieło trafia tam już osadzone w te konkretne ramy.

Ale kluczowe pytanie, które się tu pojawia, nie dotyczy tego, czy Rosja i Izrael powinny, czy nie powinny brać udziału w Biennale. Problem jest głębszy, dotyka samej natury tego systemu, opartego na reprezentacji narodowej. Można pytać, ile jest w nim miejsca na osąd krytyczny czy estetyczny.

Gdy jury decyduje o wykluczeniu jakiegoś kraju, dokonuje aktu politycznego, nie artystycznego. Gdy rząd poprawia decyzję jury, też nie jest to akt kuratorski, tylko manifestacja władzy. W obu przypadkach dzieła schodzą na dalszy plan w stosunku do ram, w których są prezentowane.

Sztuka przegrywa z geopolityką?

Poruszamy się na styku dwóch obszarów, które krzyżują się częściej, niż mogłoby się wydawać: krytyki kulturalnej i analizy stosunków międzynarodowych. Geopolityka to nie tylko podział władzy między narodami, to także – może przede wszystkim – zasób obrazów, metafor i przedstawień artystycznych. 

Sztuka może być zarówno przestrzenią krytycznej reprezentacji, jak i wyrazem polityki międzynarodowej. Te „dwa powołania” sztuki mogą współistnieć, ale tylko w stanie stałego i uświadomionego napięcia.

A czym w takim razie jest tzw. sztuka chrześcijańska? Istnieje w ogóle taka kategoria?

Krótka odpowiedź brzmi: nie, nie ma czegoś takiego jak „sztuka chrześcijańska” w ścisłym sensie. Tak samo jak nie istnieje coś takiego jak „sztuka świecka”. Jest sztuka dobra i przeciętna. Kropka. Chrześcijaństwo nie jest gatunkiem artystycznym, nie jest stylem, nie jest tematem. To raczej wizja świata przekraczająca historię, która zaowocowała Kaplicą Sykstyńską, ale też pieśniami afroamerykańskich spirituals, gotyckimi katedrami czy wierszami Pasoliniego.

Jednak o kulturze chrześcijańskiej mówi się często.

Ale wtedy mamy na myśli coś więcej niż kategorię estetyczną. Mówimy o wrażliwości: uważności na drugiego, poczuciu granic i transcendencji, zdolności do trwania w sprzeczności, bez jej eliminowania. Obraz Marka Rothko zawieszony w kaplicy może mówić o Absolucie z większą siłą niż tysiąc konwencjonalnych obrazów sakralnych.

Z pojęciem „sztuka chrześcijańska” związane jest dwojakie ryzyko: z jednej strony sprowadzenia chrześcijaństwa do marki, znaku firmowego. Z drugiej – wykluczania z rozmowy wszystkiego, co nie jest spod tego znaku. A to ogromnie tę sztukę zubaża. Na tegorocznym Biennale w Pawilonie Stolicy Apostolskiej spotkamy takie artystki jak FKA Twigs, Moor Mother czy Precious Okoyomon. Żadna nie jest „artystką religijną” w konwencjonalnym znaczeniu. Ale wszystkie odpowiadają na pytania duchowe, szukają formy „uzdrowienia” przez dźwięk. I to się liczy.

W sztuce współczesnej jest też przestrzeń na prowokację, a nawet bluźnierstwo. Nie ma Ojciec z tym problemu?

Sztuka, która nas niepokoi, często mówi nam coś ważnego. Niech pan pomyśli o Caravaggiu: malował świętych z brudnymi stopami i zatrudniał prostytutki jako modelki dla Matki Boskiej. W tamtym czasie to był skandal, a dziś jego dzieła należą do najcenniejszych skarbów Kościoła. Proszę pomyśleć o Pasolinim, którego Kościół potępił i z którym potem musiał się pogodzić, dostrzegając głębię jego badań nad świętością.

Tak zwana bluźniercza sztuka stanowi problem dla Kościoła tylko wtedy, gdy Kościół zamyka się w pozycjach obronnych, gdy reaguje jak ktoś, kto boi się, że zostanie zakwestionowany. Autentyczna wiara nie boi się pytań, nawet niewygodnych. Dzieło, które prowokuje, może być przecież krzykiem bólu, desperackim poszukiwaniem sensu, sposobem powiedzenia: „Boże, gdzie jesteś?”. I to jest głęboko religijne pytanie, nawet gdy przybiera niepokojące formy.

W 2024 r. Watykan zaprosił do współpracy przy tworzeniu Pawilonu Maurizia Cattelana – artystę znanego najbardziej z banana przyklejonego taśmą klejącą do ściany czy z pracy Dziewiąta godzina” z papieżem Janem Pawłem II trafionym meteorytem. To była decyzja z jasnym przesłaniem: Kościół nie potrzebuje sztuki ugładzonej. Wręcz przeciwnie: taka sztuka jest bezużyteczna. Potrzebna jest sztuka, która zmusza do patrzenia tam, gdzie nie chcemy, która niszczy naszą pewność.

Ale są też prowokacje dla samej prowokacji.

Tak. Są też jałowe prowokacje, które dążą jedynie do skandalu i medialnego rozgłosu. Ale to nie jest sztuka, tylko marketing. Bo rozstrzygającym kryterium nie jest „bluźnierstwo”, tylko głębia. A raczej jej brak.

A co ze sztuką generowaną przez sztuczną inteligencję?

Papież Leon XIV powiedział coś, co uważam za inspirujące: „Logika algorytmu ma tendencję do powtarzania tego, co działa, natomiast sztuka otwiera się na to, co możliwe”. To sedno sprawy.

Sztuczna inteligencja potrafi łączyć, rekombinować, optymalizować. Ale nie potrafi pragnąć. Nie umie cierpieć. Nie ma starzejącego się ciała, nie boi się śmierci. A przecież sztuka, ostatecznie, bierze się właśnie stamtąd: z naszej skończoności, kruchości, z potrzeby nadania kształtu czemuś, co inaczej by nas pochłonęło.

Problem AI to problem antropologiczny?

Pisałem kiedyś o koncepcji „technospirytualizmu” – idei, że technologia nie jest neutralna, lecz niesie ze sobą wizję człowieka. Generatywna sztuczna inteligencja niesie ryzyko ogromnego kulturowego spłaszczenia: piękne, ale niepotrzebne obrazy, płynne teksty, które nie mają nic do powiedzenia, przyjemna muzyka, ale bez jakiejkolwiek zuchwałości. Taki estetyczny odpowiednik fast foodu: zaspokaja natychmiastowy apetyt, ale nie karmi.

Trudno jednak oczekiwać, by ludzie po nią nie sięgali.

Mogą sięgać. Nawet artyści. AI może być narzędziem w ich rękach. Holly Herndon i Mat Dryhurst, którzy wystawiają swoje prace w Pawilonie Stolicy Apostolskiej w Wenecji, od lat pracują kreatywnie ze sztuczną inteligencją. Ale zawsze zaczynają  od ludzkiego głosu, ciała, relacji...

AI to pędzel, nie malarz. Problem pojawia się, gdy to mylisz, gdy delegujesz tworzenie procesom automatycznym. Wtedy nie ma już sztuki, tylko produkcja. Różnica nie jest akademicka, a antropologiczna. Sztuka przypomina nam, że jesteśmy ludźmi. Automatyczna produkcja grozi tym, że zapomnimy, co to znaczy być człowiekiem.

Jakie są kryteria „dobrej” sztuki?

Takich, które można wpisać na listę i odhaczać, nie ma. Ale są rzeczy, które dostrzegam w prawdziwej sztuce, które mnie zmieniły. Dobra sztuka zmusza cię, byś zwolnił. W świecie żyjącym w nieskończonym skrolowaniu i fragmentarycznej uwadze, dobra sztuka cię zatrzymuje. Wchodzisz do Mistycznego Ogrodu Karmelitów Bosych, zakładasz słuchawki i może po raz pierwszy od tygodni przestajesz biec. A to już akt artystyczny.

Druga rzecz to niepokój. Dobra sztuka nie zostawia cię takim, jakim cię zastała. Porusza cię, choćby tylko o milimetr. Może to być obraz Hoppera, dzięki któremu poczujesz samotność pokoju hotelowego. Albo dźwiękowy dron Briana Eno, który otworzy w tobie wewnętrzną przestrzeń, jakiej nie byłeś świadomy. Albo film Jarmuscha, który pozwala dostrzec piękno w banalnej codzienności życia. Sztuka przeciętna daje ci potwierdzenie tego, co już myślisz. Prawdziwa sztuka stawia cię w kryzysie.

A jeśli kogoś porusza kiczowaty obraz? Może to po prostu kwestia gustu?

Kiedy mówię, że sztuka porusza cię choćby o milimetr, nie mam na myśli emocji. Mówię o doświadczeniu, które otwiera przestrzeń, jakiej wcześniej we mnie nie było, wprowadza pęknięcie w mojej pewności, sprawia, że widzę coś, czego wcześniej nie widziałem. Emocje to za mało. Wzrusza nas zachód słońca, dobrze zrobiona reklama, zdjęcie szczeniaczka. Ale to nie są dzieła sztuki. Kicz właśnie tak działa: wywołuje emocje bez ryzyka. Potwierdza to, co już czujesz, daje uspokajający, przewidywalny, przetrawiony obraz świata.

Kundera napisał, że kicz to „estetyka negacji gówna”. Proszę wybaczyć słowo, ale to idealna definicja. Kicz wyklucza ze swojego horyzontu wszystko, co niewygodne, sprzeczne, niejednoznaczne. A to nie tylko problem estetyczny, ale też teologiczny. Bóg Ewangelii nie jest Bogiem uspokajania. Jest Bogiem, który staje się ciałem, poci się krwią w Getsemani, umiera, wołając: „Dlaczego mnie opuściłeś?”. Religijny kicz zdradza Ewangelię właśnie dlatego, że ją słodzi, czyni ją „nieszkodliwą”.

A jednak kościoły pełne są kiczowatych obrazów.

Nie chcę wyjść na snoba. Wiara prostych ludzi to rzecz święta i jeśli gipsowa figurka pomaga komuś się modlić, to kim ja jestem, żeby go oceniać? Obrazek Jezusa z niebieskimi oczami i blond włosami albo Najświętszego Serca otoczonego różami może wiele osób wzruszać. Ale ta emocja nie jest wynikiem spotkania z dziełem, tylko skojarzenia z istniejącym już w nas uczuciem: pamięć o babci, która się przed nim modliła, dzieciństwo, nostalgia... 

Problem pojawia się, gdy kicz staje się jedynym językiem Kościoła, gdy traktujemy go jak sztukę sakralną. To zubaża nie tylko estetykę, ale i wiarę. Ponieważ wierzący przyzwyczają się do obrazu Boga bez głębi.

Kicz wzrusza, ale zostawia dokładnie tam, gdzie byłeś. A sztuka porusza. Kościół potrzebuje sztuki, a nie taniego pocieszenia.

Sztuka jako świadectwo?

Ostatnia instalacja Alexandra Kluge, ukończona tuż przed jego śmiercią w wieku 94 lat – całe życie skondensowane w 12 filmach i obrazach – ma właśnie tę cechę: czujesz, że to świadectwo, coś nieuniknionego.

Zresztą, sam tytuł tegorocznego Biennale – „In Minor Keys” – mówi dużo o tym, czym jest prawdziwa sztuka. Skale minorowe, a więc molowe, nie są tonacjami doktryny czy ideologii, lecz słuchania, kruchości, zadawania pytań, na które jeszcze nie ma odpowiedzi. To właśnie w tej przestrzeni spotykają się sztuka i wiara. Nie w szufladkach „religijne/świeckie”, tylko w gotowości do poddania się tajemnicy.


O. Antonio Spadaro (ur. 1966) – włoski jezuita, teolog, publicysta i krytyk literacki. Były redaktor naczelny czasopisma „La Civiltà Cattolica”, jeden z najbliższych współpracowników papieża Franciszka, ekspert w dziedzinie kultury cyfrowej i komunikacji Kościoła. Od stycznia 2024 r. jest podsekretarzem Dykasterii ds. Kultury i Edukacji, zaangażowany w dialog Kościoła ze światem współczesnej sztuki.

Patti Smith (ur. 1946) – największa poetka amerykańskiego punk rocka. Pisarka, autorka piosenek, performerka. W lipcu zagra kilka koncertów w Europie, będzie jej można posłuchać między innymi we Francji, Włoszech, Norwegii i Szwecji. Po polsku ukazała się właśnie jej kolejna, autobiograficzna książka „Chleb aniołów” (wyd. Czarne).


Stolica Apostolska na Biennale w Wenecji

2013 – Stolica Apostolska po raz pierwszy uczestniczy w Biennale Sztuki w Wenecji. Inicjatorem projektu był kard. Gianfranco Ravasi, ówczesny przewodniczący Papieskiej Rady ds. Kultury. Pawilon Watykanu, zorganizowany w Arsenale, zatytułowano pierwszymi słowami Biblii: „Na początku” (Rdz 1,1).

2015 – Pawilon pod hasłem: „Na początku... Słowo stało się ciałem”, łączącym Księgę Rodzaju z Prologiem Ewangelii Jana. 

2018 – Stolica Apostolska bierze udział w Biennale Architektury z ekspozycją pt. „Kaplice Watykańskie” na wyspie San Giorgio Maggiore (10 kaplic zaprojektowanych przez architektów z całego świata).

2024 – Powrót na Biennale Sztuki Współczesnej: Pawilon watykański zorganizowano w czynnym więzieniu dla kobiet w Giudecca; projekt zatytułowano „Na własne oczy”, kuratorami byli Chiara Parisi i Bruno Racine. W Pawilonie prezentowano m.in. instalacje Maurizia Cattelana. 28 kwietnia 2024 r. Pawilon odwiedził Franciszek – była to pierwsza w historii wizyta papieża na weneckim Biennale.

2025 – Kolejna ekspozycja Watykanu na Biennale Architektury: „Dzieło otwarte” w kompleksie Matki Bożej Wspomożenia Wiernych. Projekt otrzymał specjalne wyróżnienie Jury Międzynarodowego.

2026 – Pawilon Stolicy Apostolskiej („Ucho to oko duszy”), inspirowany dziełami Hildegardy z Bingen, zorganizowano w karmelitańskim kościele w Cannaregio i kompleksie klasztornym w Castello. Jego kuratorami są Hans Ulrich Obrist i Ben Vickers we współpracy z Soundwalk Collective.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 22/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Wiara szuka sztuki