To pytania, które zadają mi znajomi i bardzo są rozczarowani, gdy słyszą, że się nie łamie i nie zasiada, bo we Włoszech nie ma takiego zwyczaju. W Argentynie też zresztą nie, w dodatku Franciszek nie przywiózł ze sobą do Watykanu żadnych rodzimych tradycji bożonarodzeniowych, może poza zwyczajem wypicia kubka yerby i zjedzenia kawałeczka pan dulce po mszy o północy.
Argentyńskie tradycje nie bardzo nadają się do przeniesienia na europejski grunt. Boże Narodzenie jest tam nie tylko świętem religijnym, ale też początkiem letnich wakacji. W wigilię dzieci dostają więc świadectwa szkolne, a nie świąteczne prezenty. W Buenos Aires, gdzie temperatury o tej porze roku przekraczają 30 stopni, a życie towarzyskie zaczyna się po zachodzie słońca, wieczór wigilijny spędza się w restauracjach, barach albo – po prostu – na ulicach, wyglądając nie pierwszej gwiazdki, tylko pokazu fajerwerków, które o północy dadzą sygnał do tanecznej fiesty. W kościołach oczywiście odprawia się o północy msze, ale to jedyny religijny element tego wieczora.
Wigilia papieża Franciszka
Papież nie należy do osób zbytnio towarzyskich, więc kolację zapewne zje samotnie, jak zawsze, bo nie ma w zwyczaju zapraszać do stołu gości. Wprawdzie korzysta ze wspólnej stołówki w Domu św. Marty, ale ma tam wydzielone miejsce, osłonięte od wzroku innych dużymi kwiatami w donicach.
Tegoroczna wigilia będzie się jednak różnić od poprzednich. O godz. 19.00 Franciszek uroczyście otworzy Święte Drzwi w Bazylice św. Piotra, na znak rozpoczęcia Roku Jubileuszowego 2025. Zgodnie z tradycją takie jubileusze ogłasza się co ćwierć wieku, choć zdarzają się też okazje specjalne. Ostatnio taka była w 2016 r. (Jubileuszowy Rok Miłosierdzia) i od tamtego czasu Święte Drzwi pozostawały zamurowane – odkuto je dopiero 10 dni temu.
O północy Franciszek odprawi uroczystą mszę bożonarodzeniową, a pierwszego dnia świąt spotka się z wiernymi zebranymi na placu św. Piotra na modlitwie Anioł Pański, po której udzieli błogosławieństwa „miastu i światu”.
W drugi dzień świąt rano papież otworzy „Święte Drzwi” w więzieniu w Rebibbi (dzielnica Rzymu) – kompleksie złożonym z trzech bloków męskich i jednego dla kobiet, w których kary odbywa blisko 2 tys. osadzonych. Będzie to wydarzenie wyjątkowe, bo do tej pory ceremonia inauguracji Roku Jubileuszowego była zastrzeżona dla czterech papieskich bazylik. Teraz Franciszek zrównał z nimi rzymski zakład karny. Jako arcybiskup Buenos Aires odwiedzał więźniów z okazji każdych świąt, więc uznajmy, że to jest ten zwyczaj przywieziony do Rzymu.
Bezdomni w Watykanie
Nie tylko z więźniami Franciszek lubi się spotykać w święta. Często pojawia się bez zapowiedzi na obiedzie organizowanym dla biednych przez Dykasterię Posługi Miłosierdzia albo zaprasza bezdomnych do siebie. Tak jak tydzień temu, w niedzielny poranek, gdy – przed wyjazdem w jednodniową podróż do Ajaccio na Korsyce – zaprosił na kawę i cornetto dziesięcioro kloszardów spod kolumnady okalającej plac św. Piotra. Kto był w Watykanie, dobrze ich zna, bo w ostatnich latach stali się wręcz znakiem rozpoznawczym tego miejsca. Dykasteria stworzyła dla nich noclegownię, tuż obok, w okazałym Palazzo Migliori, ale wielu nie ma ochoty podporządkowywać się panującym w niej zasadom i woli zostać na ulicy. Kilkoro z nich kard. Konrad Krajewski, prefekt dykasterii, przyprowadził na śniadanie do Domu św. Marty.
Wśród kilku rzeczy, z których zapamiętamy pontyfikat Franciszka, ta chyba najbardziej rzuca się w oczy: żebracy i bezdomni zapraszani – wprost z ulicy – na papieskie pokoje. Zawsze byli przy Watykanie, ale nigdy nie czuli się tu tak mile widziani.
Zresztą nie tylko tu – nie ma w Rzymie kościoła, który by nie udostępniał sal, korytarzy czy łazienek dla bezdomnych. Nikogo to już nie dziwi ani nie bulwersuje. Przykład idzie z góry. Złośliwi mówią, że zrobiła się „moda na biednych”. Portal Silere Non Possum, znany z krytyki obecnego pontyfikatu, ale też z dostępu do wiarygodnych źródeł w kurii rzymskiej, cytował nie tak dawno słowa jednego z emerytowanych kardynałów, który skarżył się, że deficyt Watykanu mógłby być mniejszy, gdyby papież „nie rozdawał pieniędzy na prawo i lewo każdemu, kto zadzwoni i powie, że potrzebuje na bezdomnych, uchodźców czy zakonnice opiekujące się osobami trans”.
Koperty dla biednych
Pieniądze rozdaje przede wszystkim papieski jałmużnik, kard. Krajewski, który najbliższe święta spędzi w Ukrainie, gdzie zawiezie dary od papieża – w pełni wyposażony „sanitarny kamper”, w którym można przeprowadzać zabiegi chirurgiczne, oraz specjalistyczną aparaturę medyczną dla szpitali.
Polski kardynał pełni swą funkcję już 11 lat. Nowa konstytucja kurii przewiduje dla prefektów dykasterii maksymalnie dwie pięcioletnie kadencje, po których powinni wrócić do pracy duszpasterskiej. Nic dziwnego, że Krajewski coraz częściej pojawia się na listach kandydatów do objęcia a to archidiecezji krakowskiej, a to swej rodzimej, łódzkiej (pamiętajmy jednak, że konstytucja została ogłoszona w 2022 r., więc kadencje liczą się dopiero od tej daty).
„Don Corrado”, jak nazywają Krajewskiego w Rzymie, jest ulubieńcem mediów (jako jeden z nielicznych kardynałów udostępnił dziennikarzom swój numer telefonu komórkowego). Znany jest na całym świecie, czy to z pomocy, jakiej dostarcza ofiarom konfliktów i klęsk żywiołowych, czy ze spektakularnych akcji, nawet na granicy prawa, jak włamanie się do studzienki instalacyjnej i włączenie prądu mieszkańcom kamienicy, którzy zalegali z opłatami. Znajomy proboszcz z małego włoskiego miasteczka opowiadał mi, że kilka razy w roku dostaje od Krajewskiego listy z pytaniem, czy osoba, która przysłała do biura jałmużnika prośbę o pomoc materialną, rzeczywiście mieszka na terenie parafii i potrzebuje wsparcia. Po weryfikacji, że nie jest to próba wyłudzenia, Krajewski albo wysyła pieniądze, albo prosi o przesłanie blankietów opłat za czynsz, prąd i gaz, i sam reguluje zadłużenie.
Skala pomocy jest więc naprawdę wielka. Przed pandemią było to 4,5 mln euro rocznie, potem kwota co najmniej się podwoiła. Część tych pieniędzy to ofiary składane papieżowi w kopertach przez biskupów, kardynałów czy biznesmenów podczas codziennych audiencji. Papież tych kopert nie otwiera, nikt z jego otoczenia nie przelicza ich zawartości. Pod koniec każdego dnia – mówił mi kardynał – komendant gwardzistów szwajcarskich przynosi je do biura jałmużnika. Franciszek uważa, że należą do biednych.
„Nadzieja”: nowa autobiografia Franciszka
Na biednych idą też pieniądze z honorariów autorskich papieża. W połowie stycznia ukaże się kolejna jego książka – „Nadzieja” – zapowiadana jako „jedyna samodzielnie napisana autobiografia, nad którą Franciszek pracował sześć lat” i która miała być wydana po jego śmierci. Ale – jak powiedział w wyemitowanym w piątek wywiadzie dla argentyńskiej telewizji Canal Orbe 21 – „na razie nie umiera” i uznał, że Rok Jubileuszowy będzie dobrą okazją dla tej publikacji.
„Papież wydaje książki niczym różańce na audiencji” – mówią w Watykanie. Nowe tytuły ukazują się kilka razy w roku. Od ostatniej autobiografii minęło raptem osiem miesięcy. Nad najnowszą, której premiera odbędzie się jednocześnie w 80 krajach świata, pracuje kilkanaście koncernów wydawniczych (we Włoszech Mondadori, w krajach anglojęzycznych grupa Penguin Random House, w Niemczech Kösel-Verlag, w Polsce – Świat Książki). Nic więc dziwnego, że gdzieś doszło do wycieku i na miesiąc przed premierą ukazały się w mediach obszerne fragmenty papieskich wspomnień.
Największym echem odbiły się słowa o zamachu bombowym, szykowanym podczas pielgrzymki papieża do Iraku w 2021 r., a w porę wykrytym przez brytyjskie tajne służby i udaremnionym (drogą eliminacji zamachowców) przez iracką policję. Tyle że gubernator Niniwy – miasta, w którym miało się to wydarzyć – natychmiast zaprzeczył tym informacjom, zapewniając, że żadnego zagrożenia nie było. „Gdyby do niego doszło, musielibyśmy zmienić przebieg wizyty lub nawet ją odwołać” – mówił. Rzeczywiście trudno uwierzyć, że zastrzelenie czy wysadzenie w powietrze domniemanych zamachowców (młodej kobiety z pasem szahida oraz terrorystów poruszających się furgonetką z materiałem wybuchowym), i to w dniu papieskiej wizyty, można było ukryć przed opinią publiczną.
Wyciek fragmentów książki wprawił w zakłopotanie Sekretariat Stanu i służby prasowe Watykanu, bo wyszło na to, że papież upublicznia nieprawdziwe i niesprawdzone informacje (o ile rzeczywiście tak napisał).
O czym się mówi za murem
W zakłopotanie wprowadziła też wiele osób dymisja przewodniczącego watykańskiego sądu (choć niektórych pewnie ucieszyła). Sporo się plotkuje o jej „prawdziwych” powodach. Owszem, Giuseppe Pignatone skończył w maju 75 lat i zgodnie z prawem musiał złożyć rezygnację z urzędu, ale papież wcale nie musiał jej przyjmować. Zresztą nie zrobił tego od razu, lecz dopiero po kilku miesiącach. W międzyczasie sędzia Pignatone sam został oskarżony przez prokuraturę w Caltanissetta (Sycylia) o nieprawidłowości w śledztwach antymafijnych, jakie przed wieloma laty prowadził, gdzie miał faworyzować wybranych mafijnych bossów. Inni z kolei wiążą jego odejście ze sprawą Emanueli Orlandi, zaginionej przed 40 laty córki watykańskiego urzędnika. Giuseppe Pignatone, jako ówczesny prokurator Rzymu, stał za umorzeniem śledztwa, teraz na nowo otwartego. Powołano nawet parlamentarną komisję, która szuka nieprawidłowości w prowadzonym wtedy dochodzeniu.
Czas odnowienia uczuć
Wiele się zmieniło w kurii rzymskiej od 11 lat: są nowe dykasterie, na ich czele stoją nowi ludzie, na najwyższych stanowiskach pracują kobiety, blady strach padł na aferowiczów i malwersantów. Nawet karierowicze, których nigdy tam nie brakuje, zmienili retorykę, bo wiedzą, że dziś bardziej opłaca się mówić o synodalności, ekologii i ekonomii niż o moralności czy teologii. Jedna rzecz tylko nie uległa zmianie: plotki.
„Błogosławcie, nie złorzeczcie” – te słowa św. Pawła z Listu do Rzymian stały się mottem tegorocznych życzeń papieża dla kardynałów i biskupów z kurii. Zaskoczenia nie było. Od jedenastu lat, spotykając się z nimi w przeddzień Bożego Narodzenia, papież mówi ciągle o tym samym: o kunktatorstwie, koteriach, spiskach i obmowach.
Chwilę później Franciszek pojawił się w Auli Pawła VI, gdzie czekało na niego blisko 2 tys. pracowników Watykanu z rodzinami. Dziękując za codzienną pracę, Franciszek życzył wszystkim, by w czasie świąt znaleźli choć kilka chwil na rodzinne spotkanie przy stole, choince czy wokół szopki, podczas którego podziękują Bogu i sobie nawzajem. I by to spotkanie stało się okazją do odnowienia uczuć i spojrzenia z nadzieją na nadchodzący, jubileuszowy rok. Czego i ja Państwu i sobie mocno życzę.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















