Webkomiksy i webtoony: czytaj, czyli scrolluj

Komiksy zyskały nowe życie. Ale rewolucja technologiczna wpłynęła w równym stopniu na proces twórczy, dystrybucję treści i kształt czytelnictwa. Tylko na platformach Naver o uwagę czytelników walczą ponad 24 miliony twórców.
Czyta się kilka minut
Kadr z komiksu "Wianek", autorstwa Arttricia & Hophop // Materiały prasowe
Kadr z komiksu „Wianek”, autorstwa Arttricia & Hophop // Materiały prasowe

Gdy byłem dzieciakiem, czytałem skanlacje, czyli chałupnicze przekłady komiksów, które na przełomie pierwszej i drugiej dekady nowego milenium zalały rodzimą sieć. Zanim legaliści doprowadzą mnie na szafot, dodam, raczej desperacko, że były to zupełnie inne czasy. 

Wówczas nie powstawały osiedla paczkomatów, półki wiejskich bibliotek uginały się głównie pod ciężarem kurzu, a sytuacja materialna rodzin z gospodarstw małorolnych nie sprzyjała zakupowemu szaleństwu w dyskontach spożywczych, a co dopiero w księgarniach. Dostęp do kultury był utrudniony.

Dziś raczkujący czytelnicy komiksów mają łatwiej. Wystarczy sięgnąć po smartfon, aby uzyskać legalny, bezpieczny i darmowy dostęp do przepastnej biblioteki webkomiksów. Mówiąc memem: „Kiedyś to nie było, a teraz to jest”.

Plansza z komiksu "The Witch's Throne" // materiały prasowe Tapas Comic

Korea Południowa dyktuje warunki dla komiksów w sieci

Cyfrowe komiksy to nie jest żadne novum; pierwsze publikowano w internecie już w latach 80., na długo przed upowszechnieniem sieci WWW. Za pionierski webkomiks uznaje się „Witches in Stitches” Erica Millikina, sztubacką parodię „Czarnoksiężnika z Oz”. 

Początek lat 90. przyniósł wzrost dostępności usług komputerowych, a wraz z nim wysyp internetowych historyjek obrazkowych na wzór komiksów prasowych ze studenckich magazynów. 

Dopóty internet sprzyjał oddolnym inicjatywom i niezależnym twórcom, dopóki konglomeraty medialne trzęsące przemysłem rozrywkowym nie dostrzegły jego komercyjnego potencjału. Gdy to się stało, platformy streamingowe zaczęły pojawiać się jak grzyby po deszczu, a domy wydawnicze przystąpiły do digitalizacji swoich zbiorów.

E-wydania popularnych komiksów nie różniły się zasadniczo od egzemplarzy drukowanych. Co prawda platformy eksperymentowały z funkcją czytania kadr po kadrze, lecz koniec końców doświadczenie lektury sprowadzało się zazwyczaj do wertowania cyfrowych stron, co było rozwiązaniem dogodnym dla posiadaczy tabletów i osób przywiązanych do pecetów, lecz rozmija się z oczekiwaniami współczesnych internautów – użytkownicy sieci łączą się z nią najczęściej za pomocą smartfonu.

W opowiadaniu o webkomiksowej rewolucji amerykocentryzm jest niewskazany, bowiem obecne trendy wyznaczono w Korei Południowej

Historia zaczyna się podobnie: w latach 90. urzeczywistniły się hasła o demokratyzacji sztuki, internet stał się przystanią dla domorosłych artystów. Różni się natomiast tło wydarzeń: podczas gdy na amerykańskim rynku komiksowym trwał okres prosperity (to spore uproszczenie, lecz konieczne dla zachowania przejrzystości wywodu), manhwa karlała. 

Wzrost zainteresowania webkomiksami był po części skutkiem postępującej cyfryzacji, a po części odpowiedzią na oczekiwania czytelników, poszukujących alternatywy dla małpujących mangę manhw. W obliczu azjatyckiego kryzysu finansowego nie bez znaczenia była także ich darmowość.

Postac Rossmann-kuna z Yaoi Market // Agnieszka Akaa Kamieńska / Materiały prasowe

W 2003 r. portal Daum uruchomił platformę dla webkomiksów Daum Webtoon, rok później powstało powiązane z najpopularniejszą koreańską wyszukiwarką internetową Naver Webtoon (nad Morzem Żółtym komiksy internetowe nazywa się właśnie webtoonami). 

Publikowane na nich historyjki znacząco różniły się od standardu ComiXology – Koreańczycy postawili na przyjazny smartfonom format wertykalnych pasków komiksowych; webtoony przewija się jak strony serwisów społecznościowych.

Podporządkowanie się nawykom odbiorczym internautów było jednym z powodów, dla których webkomiksy stały się światowym fenomenem i ważnym elementem hallyu, czyli koreańskiej fali (dość powiedzieć, że na obu platformach znaleźć można komiksy firmowane nazwiskami gwiazd k-popu). 

Z usług Webtoona korzysta miesięcznie ponad 150 milionów użytkowników. Według szacunków w 2024 r. wartość segmentu webtoonów przekroczyła 8 miliardów dolarów.   

 

Rysunek z komiksu „Jastrzębia pieśń" Pauliny Obutulewicz // materiały prasowe

Webtoony czytają ludzie poniżej 25. roku życia

O ile w opowieści o rozwoju webkomiksów wątek uwarunkowań technologicznych jest niepomijalny, o tyle źródeł bujnego rozkwitu platform, takich jak Webtoon i Tapas (w Korei ich odpowiednikami są Naver Webtoon i Kakao Webtoon, w Japonii – Line Manga i Piccoma), można doszukiwać się także w strategii biznesowej. Potentaci udostępniają swoje katalogi najczęściej za darmo (częstą praktyką jest jednak pobieranie opłat za przedpremierowy dostęp), zarabiając między innymi na sprzedaży przestrzeni reklamowej czy licencji.

Przyczyny sukcesu komiksów internetowych mają wymiar tyleż ekonomiczny, co społeczny. Twórcom webtoonów udało się zaskarbić sympatię grup, których tradycyjne wydawnictwa nie potrafiły do siebie przekonać: przedstawicielek pokolenia Y i Z. 80 procent osób korzystających z Tapasa nie ukończyło dwudziestego piątego roku życia, aż dwie trzecie z nich stanowią kobiety.

– Webtoony to coś, czego młodym czytelniczkom i czytelnikom komiksu w Polsce brakuje. Tytuły najmocniej promowane raczej nie są dla nich przeznaczone, tymczasem na Webtoonach opowieści młodzieżowych i young adult jest pod dostatkiem – mówi Agnieszka „Akaa” Kamieńska, autorka webkomiksów „Luna’s Shape” i „Yaoi Market”.

Oferta webtoonów kierowana jest nie tylko do kobiet, lecz także osób queerowych. Podczas gdy w komiksowym mainstreamie nieheteronormatywna perspektywa przez lata zajmowała poślednie miejsce, w chwili pisania tekstu na szczycie zestawienia najpopularniejszych serii na Webtoonie znajdują się gejowski romans „Love Bites” oraz „Osora”, wywracająca na nice stereotypowe myślenie o rolach płciowych i tożsamości.

„Ponieważ jesteśmy raczej platformą dystrybucyjną niż wydawnictwem, zróżnicowanie oferty i dążenie do tego, by każdy znalazł coś dla siebie, jest dla nas bardzo istotne” – stwierdził w rozmowie z „ICv2” dyrektor ds. treści Webtoona David Shinok Lee. 

Słowa te znajdują odzwierciedlenie w przekroju gatunkowym webkomiksów, na który składają się zarówno niezwykle poczytne romanse i obyczajówki, jak też czerpiące garściami z shōnen-mangi komiksy science fiction, fantasy i sensacyjne. No właśnie, mangha…

– Nie da się zaprzeczyć, że dominuje kreska azjatycka. Takie komiksy są chętniej promowane przez Webtoona, co widać na pierwszy rzut oka. Wcześniej było nieco inaczej, platforma poszukiwała innych stylów. Czytelnicy często sami szukają czegoś innego, bo są znudzeni powtarzalnymi historiami – przyznaje Paulina „Kiriesława” Obutelewicz, twórczyni webkomiksów „Zielarka” i „Jastrzębia Pieśń”.

Kadr z komiksu "Wianek", autorstwa Arttricia & Hophop // Materiały prasowe

Rewolucja technologiczna zmieniła wszystko

Format webtoonów sprawia, że wzrok czytelnika podąża wzdłuż osi wertykalnej (w druku kierunek sekwencji najczęściej wytyczają linie poziome). Co ważne: czytając książkę, obejmujemy wzrokiem całą stronę, interpretując nie tylko treść kadrów, ale również ich układ. 

W wypadku webkomiksów w wyznaczonej przez ekran smartfonu lub komputera ramie mieści się pojedynczy kadr; nie obowiązuje również podział na strony, co przekłada się na zabiegi narracyjne wykorzystywane przez autorów.

– Tworząc webtoony, można bawić się gładkimi przejściami, gdzie na przykład zmienia się pora dnia, dzień stopniowo przechodzi w noc. To bardzo eteryczne. Można też eksperymentować z przestrzenią między kadrami, umieszczać w niej różne informacje – tłumaczy Akaa.

Webtoony przypominają urzeczywistnienie pojęcia nieskończonego płótna (infinite canvas) Scotta McClouda. Ten teoretyk komiksu doszedł do wniosku, że cyberprzestrzeń jest zasadniczo nieograniczona, a tym samym webkomiksy mogą dowolnie się rozrastać oraz zachowywać ciągłość narracji.

– Webtoon tworzy się trochę jak animację, gdzie scrollując pasek, odzwierciedlamy ruch. Jeżeli sekwencja ma być dynamiczna, bo dotyczy na przykład walki, ograniczamy przestrzeń między kadrami, ponieważ chcemy, aby czytelnik mógł szybko między nimi przejść. Jeżeli zależy nam na chwili refleksji albo próbujemy zbudować napięcie, zwiększamy ten odstęp, a wraz z nim czas zawieszenia, kiedy czytelnik nie wie, co zobaczy w następnym kadrze – dodaje twórczyni „Luna’s Shape”.

Komiksy nie są rysowane przez maszyny (i niech tak pozostanie), dlatego idea nieskończonego płótna wzięta została przez autorów w nawias. Webtoony nie rozwijają się bez końca. Wręcz przeciwnie – publikowane są w odcinkach, które według Davida Shinoka Lee liczą średnio od sześćdziesięciu do osiemdziesięciu kadrów, co odpowiada maksymalnie dziesięciu stronom drukowanego komiksu. Cykliczne udostępnianie drobnych fragmentów historii ułatwia podtrzymanie zaangażowania czytelników.

O uwagę czytelników platform Naver walczą ponad 24 miliony twórców. Autorzy radzą sobie z koniecznością częstego udostępniania nowych odcinków na różne sposoby.

– Wielu artystów korzysta z gotowych teł ze SketchUp. Znajdują modele pomieszczeń, miast, a następnie wklejają wyrenderowany obraz do komiksu. Niestety, często w żaden sposób ich nie przerabiają, przez co webtoony tracą na jakości. Ja używam Blendera, gdzie tworzę własne modele 3D, a następnie je podmalowuję, aby nie kłuły w oczy i były zgodne ze stylistyką komiksu – przyznaje twórczyni „Jastrzębiej Pieśni”. Rewolucja technologiczna wpłynęła więc w równym stopniu na proces twórczy, dystrybucję treści i kształt czytelnictwa.

Kadr z komiksu "Wianek", autorstwa Arttricia & Hophop // Materiały prasowe

Weronika Marczak i webkomiks w jednym domu

Webkomiksowi giganci wytyczyli szlak, którym podążył przemysł kultury. Ponad dziewięćset utworów z katalogu Webtoona zostało przekutych w filmy, seriale, anime, książki i gry wideo. Takie przetworzenia stanowią fundament koreańskich komiksów internetowych. Przykładowo: powieść internetowa (web novel) „Solo Leveling” Chugonga została zaadaptowana na webtoon, który w 2024 r. posłużył za kanwę animowanego serialu.

To doskonale oddaje istotę strategii webkomiksowych wydawnictw, dążących do wykorzystywania własności intelektualnych na różnych polach eksploatacji. W końcu Webtoon jest częścią konglomeratu, w którego skład wchodzą wytwórnia filmowa Studio N oraz, od niedawna, Wattpad – największa platforma dla nieprofesjonalnej literatury, która dała początek karierze Weroniki Marczak, autorki diabelnie poczytnej „Rodziny Monet”.   

Powodzenia webtoonów nie należy traktować jako zwiastuna upadku mediów drukowanych. Oba środki przekazu mogą żyć w symbiozie. Twórcy, którzy zachowują prawa do swoich tytułów, coraz częściej decydują się na publikowanie wydań fizycznych.

– Obecność wersji cyfrowej „Yaoi Market” bardzo mi pomogła. Gdyby nie pojawił się w formie webtoona, nie byłby tak popularny. Ludzie często nie chcą kupować kota w worku, wolą zajrzeć do środka, zanim nabędą tomik – mówi Kamieńska. Decyzja o nabyciu albumu nie jest jednak w całości podyktowana pragmatyzmem. 

Książka stała się artefaktem kultury fanowskiej, a jej zakup aktem wdzięczności dla swoich ulubieńców. Środowisko czytelników webtoonów bywa chimeryczne, ale to właśnie wokół niego tworzy się najwięcej współczesnych fandomów. Webkomiksy to fenomen, którego nie da się przescrollować i zapomnieć. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 28/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Czytaj, czyli scrolluj