Berlinale chce się trzymać z dala od polityki. Co daje w zamian?

W Berlinie trwa 76. Międzynarodowy Festiwal Filmowy. Wim Wenders, przewodniczący jury konkursu głównego, słowami „musimy trzymać się z dala od polityki” rozsierdził stałych bywalców festiwalu i część jego gości.
z Berlinale
Czyta się kilka minut
Charli XCX w filmie "The Moment", rez. Aidan Zamiri // materiały prasowe A24
Charli XCX w filmie "The Moment", rez. Aidan Zamiri // materiały prasowe A24

Założę się, że Berlin lutym nie jest niczyją wymarzoną destynacją wczasową. Majówka na Lazurowym Wybrzeżu przy okazji festiwalu w Cannes i pożegnanie lata na weneckim Lido są atrakcyjne także bez filmowej nadbudowy. By postawić stopę przed Berlinale Palast trzeba być zdeterminowanym. 

Zwłaszcza w tym roku, gdy pociąg relacji Berlin–Warszawa przestał sunąć, a zaczął się toczyć – na czas remontu jednego z odcinków trasy. Tak czy owak było warto, bo druga odsłona imprezy pod auspicjami Tricii Tuttle zwiastuje rebranding. 

Podczas konferencji prasowej, otwierającej rozpolitykowany dotychczas festiwal, Wim Wenders, przewodniczący jury konkursu głównego, stwierdził, że „musimy trzymać się z dala od polityki”. Rozsierdził tym nie tylko stałych bywalców festiwalu, lecz także część jego gości – choćby obecną w związku z pokazem „In Which Annie Give It Those Ones” pisarkę Arundhati Roy, która postanowiła wycofać się z udziału w imprezie.

Jeżeli Berlinale rzeczywiście miałoby usiąść okrakiem na barykadzie i nie wikłać się w politykę (wątpliwe), jaka przyszłość je czeka? Możliwe, że bliższa mainstreamowi. W końcu zaledwie rok temu w programie pojawił się „Mickey 17” Joon-ho Bonga – niby satyra polityczna, ale też stojący gwiazdami blockbuster. 

Teraz podobną rolę odgrywa film „Baw się dobrze i przeżyj” Gore’a Verbinskiego – komediowe science fiction z hollywoodzką obsadą, przynęta na stereotypowego „zjadacza popcornu”. Potwierdzenia plotek o romansie Berlinale z popem można doszukiwać się w sekcji Panorama, znajdują się one pod hasłem XCX. 

Charli XCX, brytyjska piosenkarka, dzięki której hyperpop trafił pod strzechy, jest jedną z największych gwiazd muzyki. W czerwcu 2024 r., gdy ukazywał się jej album „Brat”, prawdopodobnie nikt nie przypuszczał, że zostanie on okrzyknięty przez aklamację wydawnictwem roku i da początek kulturowemu fenomenowi. 

Tamto lato upłynęło pod znakiem imprezowego chaosu i nonszalancji, a jego symbolem stał się atakujący wzrok limonkowy kolor. Wśród zetek zapanowało niemałe poruszenie, gdy we wrześniu Charli ogłosiła, że „brat summer is over”. I tutaj właśnie zaczyna się „The Moment”.

Otóż Charli XCX zaczęła przedzierać się do kina. W zeszłym roku podczas festiwalu w Wenecji zaprezentowano „100 Nights of a Hero”, w którym zagrała drugoplanową rolę; niedługo potem w Toronto premierę miała kręcona w Warszawie „Erupcja”, w którym wystąpiła z Leną Górą. 

Tegoroczne Sundance obrodziło w aż dwie produkcje z jej udziałem: „I Want Your Sex” ikony kina queerowego Gregga Arakiego oraz „The Moment” Aidana Zamiriego, filmowca-neofity, dotychczas reżysera teledysków Charli. Ta druga swoją międzynarodową premierę miała na Berlinale. 

Zamiri wraz ze współscenarzystką Bertie Brandes i pomysłodawczynią projektu przedstawia kulisy Brat Summer w krzywym zwierciadle. Choć pierwsze minuty windują oczekiwania co do intensywności seansu (otwierają go przebitki z nieistniejącego teledysku „365” przeplatane stroboskopowym światłem), „The Moment” jest filmem zaskakująco powolnym. 

Wynika to poniekąd z gatunkowej konwencji, która żeni mockument, czyli fikcyjny dokument, z elementami mumblecore’u (kina, którego twarzą stała się swego czasu młoda Greta Gerwig). Zamiri stara się zbliżyć do realizmu, pozostawiając przestrzeń dla improwizowanych dialogów, pełnych rozważań o błahostkach i przepychanek piarowców, producentów, reklamodawców, jak również grających draczne epizody gwiazd: od Rachel Sennott po Kylie Jenner.

W tym fermencie próbuje odnaleźć się sama Charli XCX, grająca wariację na temat swojego wizerunku. W „The Moment” daje się poznać jako osoba, którą międzynarodowa sława może i przytłacza, lecz równocześnie tylko ona jest w stanie zagłuszyć jej podszyte niedowartościowaniem obsesje. Charli z ekranu nie ma w sobie brawury artystki zapełniajacej stadiony, bliżej jej do figury everywoman – nawet jeśli funkcjonującej w środowisku zgoła niepospolitym, pełnym oportunistów, dorobkiewiczów i zawistników.

„The Moment” może być satyrą na przemysł muzyczny, który odbiera artystom owoce ich pracy, by wycisnąć z nich, ile się da. Można go czytać jako opowieść o komodyfikacji sztuki i trywializowaniu jej znaczenia – wszak sztuka kończy się tam, gdzie zaczyna się estetyka, media społecznościowe przypominają o tym co rusz. 

Dlatego szwarccharakterami tego muzycznego mockumentu są bankierzy, którzy przygotowują limonkową kartę debetową dla ultrasów „Brat” oraz egocentryczny reżyser Johannes (grający przesadą, jak w skeczu z „SNL”, Alexander Skarsgård), starający się uczynić z Charli drugą Hannę Montanę – nie bez powodu każe jej porzucić kusą spódnicę na rzecz stroju à la Dzwoneczek. Tylko czy odbyło się to naprawdę wbrew woli artystki?

W filmie niegdysiejszego twórcy teledysków nie brakuje rozbrajających autotematycznych żartów, niestety nie brakuje też klisz. Jeżeli uznać go za satyrę to jest ona dość powierzchowna, jeśli za mockument – to mało odkrywczy. Ot, gratka dla fanów artystki. W debiucie Zamiriego prawdy jest niewiele, być może to jeszcze nie czas na prawdziwe rozliczenia artystów z koszmarem branży muzycznej. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”