Reklama

Warszawscy kozacy piszą do Brukseli

Warszawscy kozacy piszą do Brukseli

19.01.2016
Czyta się kilka minut
„Nikt nie może mieć żadnych złudzeń, że dojdzie do jakiegokolwiek ugięcia się i jakichkolwiek ustępstw”
Konferencja prasowa prezydenta Andrzeja Dudy i przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska, Bruksela, 18 stycznia 2016 r. Fot. Łukasz Kobus / FORUM
T

Tak mówił Jarosław Kaczyński w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, pytany o postawę Polski wobec wszczęcia w zeszłą środę przez Komisję Europejską tzw. procedury państwa prawa. „Jesteśmy i pozostaniemy proeuropejscy. Polska chce utrzymać przyjazne i owocne stosunki ze wszystkimi partnerami w Europie” – napisał z kolei na łamach „Financial Times” Andrzej Duda. W poniedziałek prezydent spotkał się w Brukseli z Donaldem Tuskiem, który tak relacjonował ich rozmowę: „Polska nie ma wrogów w UE; zgodziliśmy się, że mamy takie samo zadanie – powstrzymywać polityków polskich i europejskich od przesadnych opinii”.

Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że owe przesadne opinie stanowią sedno postawy polskiego establishmentu wobec Unii. Przesadny, a w każdym razie na pewno mało dyplomatyczny jest też dominujący ton. Kamery telewizyjne w zeszły piątek uchwyciły, jak Jarosław Kaczyński czytając coś w sejmowej ławie śmiał się do rozpuku – tabloidy prędko ustaliły, że rozbawił go apokryficzny list XVII-wiecznych kozaków zaporoskich do sułtana tureckiego (ten, który posłużył za pretekst do sławnego obrazu Ilji Repnina). „Przeklętego diabła bracie i towarzyszu, samego Lucyfera sekretarzu, jaki z ciebie do diabła rycerz, jeśli nie umiesz gołą dupą jeża zabić…”, nie miejsce tu, by cytować dalej, a szkoda, bo żywiołowa reakcja szefa PiS na ten ciąg soczystych obelg mówi wszystko o nieskrywanej już ocenie miejsca Polski – tyle że dzisiejszy sułtan przeniósł się ze Stambułu do Brukseli.

Wie o tym z pewnością minister Ziobro, który już zdążył odnaleźć się w kozackiej tradycji i wysłać dwóm komisarzom europejskim (wezyrom?) zadziorne listy. W jednym z nich, adresowanym do Niemca Oettingera, nie omieszkał zresztą napomknąć o walce swojego dziadka z AK z „niemieckim nadzorem”.

Ten rodzaj myślenia o wszystkich dookoła jako po prostu wrogach, którymi trzeba zarazem gardzić i bać się ich najgorszych zamiarów, ożywia wewnętrznie sprzeczne działania naszej władzy.

Unia Europejska, a szczególnie niektóre jej centralne instytucje nie mają z pewnością czystej karty, jeśli chodzi o respektowanie zasad sprawiedliwych i partnerskich stosunków między krajami członkowskimi. Niemcy (a także Francja, Włochy, Wlk. Brytania...) obfitują w przykłady lekceważenia tych czy innych reguł państwa prawa. Tyle że gra w „a u was biją Murzynów” donikąd nie prowadzi, zwłaszcza w sytuacji, gdy sama spoistość wewnętrzna Unii ulega zakwestionowaniu – częściowo z powodu zewnętrznych czynników, a częściowo w wyniku wewnętrznej logiki rozwoju, która zdaje się już stawiać przed wszystkimi konieczność szybkiej odpowiedzi na ostateczne pytanie: albo dalsza federacja, albo rozpad.

Jeśli ten rozpad nastąpi, z pewnością postawa warszawskich kozaków nie będzie jego najważniejszą przyczyną. Ale i tak nie warto tego procesu przyspieszać. Choćby dlatego, że równolegle, od piątku, gdy agencja S&P obniżyła rating polskiego długu, nasz rząd musi zebrać siły, by opanować kolejny front konfliktu – z tak zwanymi rynkami. Tutaj już nawet nie wiadomo, do kogo pisać zawadiackie listy. ©

Autor artykułu

Zawodu dziennikarskiego uczył się we wczesnych latach 90. u Andrzeja Woyciechowskiego w Radiu Zet, po czym po kilkuletniej przerwie na pracę w Fundacji Batorego (program pomocy dla...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]