Poznałam kiedyś kobietę, która lunatykowała. Opowiedziała mi o jednym ze swoich nocnych epizodów: pewnego ranka obudziła się nie w swoim łóżku, a na dywaniku w łazience. Kiedy się podniosła, zobaczyła na lustrze wielki, nabazgrany szminką napis: „KTO TY?”. Szminka była tłusta i trudno było domyć lustro. Pytanie nie chciało zniknąć. Zawijas nad kropką był niewyraźny. „Może to była kropka, a nie znak zapytania? – zastanawiała się. – Jakby samo pytanie było odpowiedzią”.
Kto ty. Kto ty? Kobieta powiedziała, że to pytanie wracało do niej na życiowych rozdrożach; flashbacki tamtego napisu z lustra. „Chyba lepiej wybierałam dzięki temu”, powiedziała.
Pytanie z lustra
Coraz więcej z nas zadaje sobie to pytanie na jawie. Kto ty? Kto ty jesteś, człowieku patrzący na mnie z lustra? Coraz więcej z nas czyta książki, które mają pomóc nam szukać, zawsze chwiejnej i wieloznacznej, odpowiedzi na to pytanie. Słuchamy podkastów, jeździmy na warsztaty, gadamy z tymi, dla których to pytanie też jest ważne.
Są też tacy, którzy mówią: po co o to pytać? Po co się w to zagłębiać, grzęznąć w sobie samym, pępku świata rzekomym? Czy naprawdę nie masz ciekawszych tematów niż ty sam? Po co ci ten psychobełkot? Popatrz, co się dzieje na świecie, wzrok podnieś na półkę z książkami, Heideggera poczytaj, Bonhoeffera, Habermasa poczytaj, Levinasa! Albo chociaż włącz BBC News, bo ci angielski zardzewieje.
A jednak, jeśli siebie nie znamy, jeśli poruszamy się po świecie bez rozpoznania, kim jesteśmy, jeśli lunatykujemy przez swoje dni, pędzimy przez nie samochodem bez przeglądu – jaka jest wtedy jakość naszych decyzji, naszych relacji? Kiedy siebie nie znamy, rządzą nami ukryte przed nami samymi psychologiczne motywy, impulsy, nad którymi nie mamy kontroli.
I budzimy się jak tamta kobieta, nie we własnym łóżku. Albo w pracy, która nie przynosi nam radości, albo we wszechogarniającym chłodzie związku, który kiedyś ogrzewał. Albo w środku kłótni, zdumiewając się własną wrogością wobec kogoś, kogo przecież kochamy. Tak, dajemy siebie światu, „poświęcamy się”, ale nie ma w tym radości, nie ma iskry. I świat to wie – tak jak i my wiemy, kiedy ktoś daje, ale daje ze złością, frustracją, bez życia.
Spotkanie ze sobą
Stanięcie wobec pytania, kim jestem, nie jest aktem jednorazowym: to bardziej stawanie niż stanięcie. I wymaga odwagi. Że tak jest, możesz sprawdzić od razu – odłóż ten tekst, nastaw minutnik w telefonie na pięć minut, włącz tryb samolotowy i zamknij oczy. Posiedź sobie w ciszy.
Ciszy? W środku nie ma ciszy, w każdym razie nie pojawia się od razu. W środku bywa nudno, trudno, dziwnie smutno i właśnie – hałaśliwie, chociaż jeszcze chwilę wcześniej wydawało się, że hałas pochodzi tylko z zewnątrz. A jednak, dopóki się nie spotkamy z tym wszystkim, co w nas trudne, to niespotkanie będzie nami rządzić. I będziemy swój własny zamęt przypisywać światu.
Pozornie łatwiej, ale tak naprawdę to właśnie zasłania nam świat i ludzi wokół nas. Bo trudno jest serdecznie zobaczyć innych, kiedy nie wkłada się pracy w budowanie wewnętrznego ładu. A tego ładu nie da się zbudować bez spotkania za sobą. Nie opędzi się tego pohukiwaniem na siebie, sztorcowaniem siebie. W dorosłości tak to nie działa.
Taki paradoks: potrzebuję zobaczyć siebie, żeby móc zobaczyć świat i zamieszkujących w nim ludzi.
Świat oczywiście roi się od tych, którzy siebie samych nie rozpoznają. I to znać. Wiemy, że polityk, który mówi o pokoju, przesiąknięty jest zastygłą wściekłością, przeczuwamy głęboki smutek w kobiecie, która na swoim instagramie opiera się o pień palmy na białej plaży, w środku listopada. Wiemy. I ci, którzy na nas patrzą, też wiedzą to o nas – czy jesteśmy sami ze sobą pojednani, czy somnambulicznie miotamy się po swoim życiu.
Kto ty? Nie pytam, co masz w cv, nie pytam o role, jakie pełnisz. Ale tak w sercu, w czuciu, w tej drżącej tkance, która składa się na twoje „jestem” – kto ty?
Czy nie czynilibyśmy więcej dobra, którego chcemy, i mniej zła, którego nie chcemy, gdybyśmy, kiedy gasną światła scen, stawali do tego pytania?
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















