Walka o władzę (czy też – jak zapewniają jej uczestnicy – o kierunek, w jakim zmierza Kościół) zaczęła się na dobre już dwa dni po pogrzebie Franciszka.
Nastroje przed konklawe
W wywiadzie udzielonym 23 kwietnia dziennikowi „La Repubblica” kard. Gerhard Müller, były prefekt Kongregacji Nauki Wiary i jeden z najważniejszych reprezentantów „konserwatywnego skrzydła” w kolegium, pochwalił Franciszka za „zaangażowanie w sprawy migrantów i biednych oraz przezwyciężenie podziałów między centrum a peryferiami”, ale nie omieszkał też skrytykować go za „dwuznaczności”, które następny papież musi szybko wyjaśnić.
Chodzi o wypowiedzi (i decyzje) Franciszka na temat osób homoseksualnych, małżeństwa i rodziny, roli świeckich, w tym kobiet, w Kościele, ich udziału w synodach biskupich, a także dialogu z islamem i porozumienia Watykanu z Chinami. Müller powtórzył te zarzuty na kilka dni przed rozpoczęciem konklawe (3 maja) w obszernym wywiadzie dla magazynu „America”, sugerując wręcz, że Franciszek popadał w herezję – oczywiście nie formalną (nauczanie niezgodne z doktryną), a jedynie materialną (wypowiedzi doktrynalnie niejasne lub dwuznaczne).
To samo jezuickie czasopismo zrelacjonowało – na podstawie świadectw kilku anonimowych kardynałów – ataki, jakie w czasie jednej z kongregacji kardynalskich (codzienne spotkania w okresie piętnastu dni przed konklawe) przypuścili na zmarłego papieża kard. Raymond Burke, były prefekt Trybunału Sygnatury Apostolskiej, który zarzucił Franciszkowi szereg naruszeń prawa kanonicznego, oraz kard. Beniamino Stella, były watykański dyplomata i prefekt Kongregacji ds. Duchowieństwa, mówiący o chaosie w Kościele i dezorganizacji rzymskiej kurii.
Müller, Burke i Stella nie mają szans na papiestwo (ten ostatni ma 83 lata i nie weźmie udziału w konklawe). Wybór kardynała, który publicznie atakował papieża (za jego życia i po śmierci), byłby sygnałem odcięcia się od Franciszkowej wizji Kościoła, do czego na pewno nie dojdzie. Ale każdy z tej trójki próbuje wpłynąć na decyzje wciąż wahających się elektorów. Z kongregacyjnych przecieków wynika, że Müller i Burke lobbują (nieformalnie, bo prawo zabrania takich rzeczy) za kard. Robertem Sarahem z Gwinei lub – gdyby okazał się zbyt kontrowersyjny – kard. Malcolmem Ranjithem ze Sri Lanki. Z kolei kard. Stella promuje kandydaturę kard. Pietra Parolina, sekretarza stanu, „człowieka umiarkowanego i doświadczonego dyplomatę”. Ostra krytyka Franciszka, która zszokowała kardynałów, może jednak bardziej zaszkodzić ich kandydatom, niż pomóc w zdobyciu głosów.
Konklawe z rozproszonym kolegium kardynalskim
W środę, 7 maja, mszą pro eligendo Romano Pontifice (za wybór papieża) rozpoczyna się konklawe, które wybierze nowego Biskupa Rzymu. Wieczorem odbędzie się głosowanie – pierwszego dnia jedno, w kolejnych po cztery (dwa rano i dwa wieczorem). Aż do skutku, z ewentualnym dniem przerwy na zdystansowanie się do podejmowanych, a nie zakończonych sukcesem decyzji.
W konklawe bierze udział 133 kardynałów z 71 krajów. Nigdy dotąd kolegium nie było tak zróżnicowane i rozproszone. By zdobyć 89 głosów (wymagane prawem 2/3), trzeba będzie pozyskać przychylność dużej grupy nieznanych i nieznających się kardynałów, pochodzących często z odległych regionów (Tonga, Timor Wschodni, Burkina Faso, Papua-Nowa Gwinea) czy krajów, gdzie katolików jest zaledwie garstka (Iran, Mongolia, Malezja, Mjanma).
To zasługa Franciszka, który przesunął centrum Kościoła w stronę południowych peryferii świata, zwłaszcza azjatyckich. Konstrukcja kolegium kardynalskiego jest jednym z tego przykładów – w czasie ostatniego pontyfikatu liczba przedstawicieli Azji wzrosła w nim ponad dwukrotnie (z 11 do 23).
Po raz pierwszy w historii w mniejszości są kardynałowie z Europy. Stary Kontynent reprezentuje 52 hierarchów, „resztę świata” – 81. Błędem byłoby jednak myśleć, że w związku z tym nowy papież na pewno nie będzie Europejczykiem. Kryterium geograficzne nie jest najważniejsze. Podczas konklawe w 2013 r. Europejczycy mieli większość (61:55), a papieżem i tak został Argentyńczyk.
Pora na papieża mówiącego po angielsku
Przewaga kardynałów z innych kontynentów ma jednak znaczenie nie tylko symboliczne. Pozaeuropejska perspektywa, po raz pierwszy dominująca na konklawe, będzie miała wpływ na wynik wyborów.
Warto spojrzeć na nią szerzej – przez pryzmat regionów świata, a nie kontynentów. Zobaczymy, że głosy rozkładają się niemal po równo pomiędzy globalną Północą (70 elektorów, reprezentujących Europę, USA, Kanadę, Japonię, Australię i Nową Zelandię), dostatnią i cywilizacyjnie rozwiniętą, a globalnym Południem (63 elektorów), dużo dotkliwiej doświadczonym biedą, łamaniem praw podstawowych czy zmianami klimatycznymi.
Kardynałowie z Południa inaczej identyfikują wyzwania, jakie stoją dziś przed Kościołem, niż hierarchowie z Północy. Wspólnym problemem z pewnością jest wojna i migracje, ale dalej znajdziemy sporo różnic: dla pierwszych priorytetem będzie troska o wykluczonych i katastrofa klimatyczna, dla drugich – sekularyzacja i pustoszenie kościołów. Nowym papieżem zostanie ten, kto wykaże się zrozumieniem dla problemów obu regionów. Bez względu na to, z którego świata – Północy czy Południa – przyjdzie.
Wyraźna internacjonalizacja kolegium sprawia też, że istotnym kryterium wyboru będzie język. Włoski, którego znajomość wydaje się konieczna dla biskupa Rzymu i zwierzchnika rzymskiej kurii, jest językiem ojczystym dla 19 elektorów. Wielu pozostałych zna go słabo albo wcale. Z kolei angielski jest językiem ojczystym dla 38 elektorów, a płynnie posługuje się nim kolejnych 50 (pozostali znają go w mniejszym stopniu). Niewykluczone więc, że przyszedł czas na papieża anglojęzycznego.
Kardynał znany z internetu
Rozproszenie kolegium sprawia, że narodowe czy kontynentalne lobbies przeszły do historii. Ale przysparza kardynałom innych problemów, o czym mówią wprost – trudno wybierać najlepszego kandydata spośród osób, których się nie zna.
Pontyfikat Franciszka nie sprzyjał wzajemnemu poznaniu się. W ciągu 12 lat papież tylko dwa razy zwołał wszystkich kardynałów do Rzymu na „konsystorz nadzwyczajny” (w zwyczajnych, organizowanych częściej, udział biorą tylko kardynałowie z kurii). Ponad połowa elektorów z jego nominacji (54) została włączona do kolegium w ostatnich trzech latach. Owszem, podczas kongregacji poprzedzających konklawe mieli okazję wysłuchać swoich krótkich wystąpień, z niektórymi porozmawiać (o ile na przeszkodzie nie stanęła bariera językowa), ale to wciąż za mało, by się dobrze ze wszystkimi poznać.
Z pomocą przychodził im internet (kardynałowie są odcinani od kanałów komunikacji dopiero od momentu wejścia na konklawe). Każdy z jego użytkowników wie, że rezultaty wyszukiwań, jakie pojawiają się na ekranie, nie są ani przypadkowe, ani losowe, ani do końca wiarygodne. Trudno więc ocenić, jaki wpływ na decyzje elektorów będą miały algorytmy (i stojący za nimi władcy świata cyfrowego, którzy dzięki nim niejedne wybory już wygrali). Lecz można śmiało powiedzieć, że weto i ekskluzywa – dawne próby wpływania na konklawe przez możnych tego świata – wydają się grą gentlemanów w porównaniu do fake newsów i oskarżeń, formułowanych wobec niektórych kardynałów w mediach społecznościowych.
Sześć lat temu świat obiegła informacja o projekcie „Red Hat Report”, stworzonym za pieniądze biznesu związanego z katolicką amerykańską alt-prawicą. Celem przedsięwzięcia było przygotowanie portalu z informacjami na temat wszystkich członków kolegium, stawiającymi w dobrym świetle kardynałów bliskich temu środowisku, a dyskredytującymi takich, z którymi amerykańskiej prawicy nie po drodze. Portal miał być uruchomiony przed kolejnym konklawe. Dyrektor wydawniczy przedsięwzięcia mówił wprost: „Gdybyśmy mieli taki raport w 2013 r., nie byłoby papieża Franciszka”.
Konklawe w internecie: informacja i narracja
Prace nad „Red Hat Report” zostały zawieszone po ujawnieniu sprawy przez media i krytyce, jaka spadła na autorów projektu – także ze strony amerykańskich biskupów. Ale pomysł, by za pomocą odpowiednio przygotowanych informacji wpływać na decyzje konklawe, nie umarł.
Jedną z pierwszych stron, na jakie trafimy dziś, szukając w internecie wiadomości o kardynałach, jest portal „The College of Cardinals Report” – wysoko pozycjonowany i doskonale przygotowany. Dane na temat członków kolegium nie sprowadzają się jedynie do biografii, ale uwzględniają też ich poglądy w kwestiach moralnych i doktrynalnych.
Czterdziestu kardynałom, których szanse oceniane są najwyżej, poświęcono więcej miejsca – ich biogramy są obszerniejsze, zilustrowane przejrzystymi tabelami, z których dowiemy się, co sądzą na temat 10 kluczowych – zdaniem autorów portalu – zagadnień (celibat, diakonat kobiet, błogosławienie par homoseksualnych, antykoncepcja, komunia dla rozwiedzionych, msza łacińska, porozumienie Watykan-Chiny, katastrofa klimatyczna, synodalność, niemiecka Droga Synodalna) i dzięki którym można w łatwy sposób porównywać poszczególnych kandydatów.
Właściciel portalu jest ukryty. Redaktorką naczelną jest Diane Montagne, której pomaga Edward Pentin – dziennikarze akredytowani przy Sala Stampa, krytyczni wobec pontyfikatu Franciszka. Producentem wykonawczym projektu jest Sophia Institute – jedno z czołowych konserwatywnych wydawnictw w USA, promujące tradycyjny katolicyzm. Autorom trudno zarzucić dezinformacje czy kłamstwa (Montagne i Pentin są rzetelnymi dziennikarzami), choć wyraźnie widać, że celem portalu – zarejestrowanego w październiku, a uruchomionego w grudniu 2024 r. – nie jest tylko informacja, ale też odpowiednie ukształtowanie narracji o najważniejszych kandydatach na papieża.
Kardynałowie wobec LGBT+
Prób wpłynięcia na przebieg konklawe było więcej.
Pod koniec marca do Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej przyszło zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez sześciu kardynałów, którzy przed laty mieli nie dochować szczególnej staranności w karaniu księży oskarżonych o przestępstwa seksualne. Wśród oskarżanych znalazło się kilku papabilów (Mario Grech z Malty, Péter Erdő z Węgier, Robert Prevost z USA czy Luis Tagle z Filipin). Składająca doniesienie organizacja (The Survivors Network of those Abused by Priest) nie ukrywała, że jej celem jest uniemożliwienie wyboru któregoś z nich podczas konklawe.
„Nie twierdzimy, że są winni – mówił Peter Isely, założyciel SNAP – ale należy wszcząć dochodzenie w sprawie ich postępowania”. Media, które podjęły temat, informowały, że żaden z kardynałów nie złamał prawa. Ale zarzuty niewątpliwie nadwerężyły ich dobrą opinię.
Z kolei na pięć dni przed rozpoczęciem konklawe w Watykanie rozprowadzana była 16-stronicowa broszura, przedstawiająca „przybliżone stanowiska kardynałów elektorów w sprawie LGBTQ+”. Nie wiadomo, kto jest jej autorem – język portugalski sugeruje, że być może dokument powstał w środowisku brazylijskich tradycjonalistów. Nie wiadomo też, na jakich źródłach oparte są zawarte tam informacje (np. kard. Grzegorz Ryś został uznany za „progresistę”). Wiadomo na pewno, że dla wielu osób i środowisk w Kościele najważniejszym kryterium oceny kandydata na papieża jest jego stosunek do osób homoseksualnych, a cień sympatii wobec osób LGBT+ oznacza wyborczą dyskwalifikację.
Wiadomo też, choćby z cytowanych przed chwilą rankingów, że poglądy większości kardynałów są trudne do zweryfikowania. Autorzy wspomnianej broszury doliczyli się wśród elektorów 16 progresistów, 24 tradycjonalistów i aż 93 hierarchów, których opinii nie udało się poznać. Jeśli więc środowiska zajmujące się od miesięcy, a nawet lat analizowaniem wypowiedzi kardynałów nie są w stanie stwierdzić, jakie większość z nich ma poglądy, to i sami elektorzy wiedzieć tego nie będą.
Kandydaci na papieża: kto ma szanse
Kto zatem ma największe szanse zostać 267. biskupem Rzymu? Teoretycznie każdy. W praktyce – ci, którzy są znani. Historia o nikomu nieznanym kardynale z Argentyny, który został wybrany w 2013 r., już się nie powtórzy. Przede wszystkim dlatego, że nie jest prawdziwa – kard. Bergoglio już na wcześniejszym konklawe, które wybrało Benedykta XVI (2005 r.), zdobył 40 głosów. A w 2013 r. za jego wyborem lobbował sam kard. Giovanni Battista Re, prowadzący konklawe w zastępstwie nieobecnego dziekana (o tym, jak ważna to funkcja, wiemy choćby z oskarowego filmu „Konklawe”). W sytuacji licznego i rozproszonego kolegium rozpoznawalność kandydata to kryterium podstawowe.
Każdy wchodzący na konklawe kardynał ma już w głowie nazwisko, które wskaże w pierwszym głosowaniu. Tak powstaje jedyna prawdziwa lista papabilów. Inne, które znajdziemy w mediach, odwołują się zwykle do odwiecznej walki dwóch frakcji – konserwatywnej i progresywnej. Co ma niewiele wspólnego z rzeczywistością, bo poza nielicznymi wyjątkami trudno przypisać elektorów do takich stronnictw. Kardynałowie „konserwatywni” w jednych kwestiach bywają „postępowi” w innych. Podobnie było z Franciszkiem.
Dlatego z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że ani czołowi konserwatyści (jak Raymond Burke, Willem Eijk, Gerhard Müller czy Robert Sarah), ani sztandarowi progresiści (Reinhard Marx, Jean-Claude Hollerich czy Blase Cupich) nie mają szans na wybór. Zwłaszcza ci, którzy krytykowali Franciszka lub prowadzili z nim publiczny spór.
Przy tak zróżnicowanym kolegium wybór będzie kompromisowy – papieżem zostanie kardynał o umiarkowanych poglądach.
A jeśli nawet konserwatywny, np. w kwestiach doktrynalnych i moralnych, to postępowy w sprawach duszpasterskich, społecznych, ekologicznych i synodalnych. Na listach papabilów znajdziemy co najmniej kilku takich kandydatów (Anders Arborelius ze Szwecji, Fridolin Besungu z Demokratycznej Republiki Konga, Péter Erdő z Węgier czy Malcolm Ranjith ze Sri Lanki).
Kto nie zostanie papieżem
Skoro kategoria „konserwatywny-progresywny” jest błędna, może warto inaczej zadać pytanie: czy z konklawe wyjdzie Franciszek II, czy może Benedykt XVII? Zarówno w sensie stylu sprawowania urzędu (prostota i spontaniczność czy erudycja i precyzja), jak też wizji Kościoła (wychodzący na zewnątrz czy wskazujący drogę do środka) i najważniejszych zadań pontyfikatu (angażowanie się w sprawy społeczne czy troska o doktrynę; otwieranie nowych procesów czy doprowadzanie do końca starych). Wydaje się jednak, że to także fałszywa alternatywa, a przynajmniej że nie stanie się istotnym kryterium wyboru. Zdecydowana większość elektorów (104) to oczywiście „kardynałowie Franciszkowi”, co jednak nie znaczy, że obca im jest tęsknota za porządkiem i jasnymi regułami, dającymi poczucie bezpieczeństwa, zauważalna coraz mocniej w Kościele i w świecie.
Można jedynie przewidywać, że ich głosy skierują się bardziej w stronę duszpasterza niż profesora czy administratora. Bo nawet myśląc o wyjściu z postfranciszkowego chaosu doktrynalnego i prawnego, będą szukać kandydata bardziej wśród biskupów, którzy sprawnie zarządzali diecezją, niż urzędników rzymskiej kurii. Co przekreśla szanse choćby kard. Pietra Parolina, sekretarza stanu, i kilku innych obecnych lub byłych prefektów i sekretarzy dykasterii.
Skoro jednak mówimy o wyborze kompromisowym, możemy zostawić w grze kardynałów, którzy przeszli przez oba etapy – kurialny i duszpasterski (jak Mario Grech, Luis Tagle, Robert Prevost czy Malcolm Ranjith).
Drogą eliminacji możemy też wykluczyć 23 kardynałów z Ameryki Łacińskiej. W ostatnich latach nie brakowało głosów, że za wiele problemów pontyfikatu Franciszka odpowiadała jego „latynoska mentalność” (mówił o tym choćby kard. Müller we wspomnianym wywiadzie). I nawet elektorzy wolni od tego rodzaju stereotypów mogą uznać, że warto dla odmiany poszukać papieża w innym regionie świata, dla podkreślenia powszechności i uniwersalności Kościoła.
W podobny sposób możemy wyeliminować Polaków (4), Niemców (3) i Włochów (19), którzy mieli już „swoich” papieży, a także jezuitów (4), bo wątpliwe, by kardynałowie chcieli oddać losy Kościoła temu samemu zakonowi na kolejny pontyfikat (zwłaszcza gdy uważają, że powodem wielu problemów poprzedniego była „jezuicka natura” Franciszka).
Nowy papież 70+
Zapytajmy jeszcze, czy jest możliwe, by z konklawe wyszedł Jan Paweł III? A więc papież młody (Wojtyła w chwili wyboru miał 58 lat), któremu kardynałowie przekażą stery Kościoła na kolejne ćwierć wieku.
Wydaje się to zbyt ryzykowne. Doświadczenie trzech ostatnich pontyfikatów uczy, że zmiana kierownictwa dodaje Kościołowi sił i świeżości. Perspektywa – powiedzmy – 10 czy 15 lat pozwala już myśleć o przeprowadzeniu reform, ale nie budzi obaw przed zabetonowaniem Kościoła i stagnacją.
Pół wieku temu tzw. oczekiwana długość życia dla 60-letniego mężczyzny wynosiła (w Europie) 16 lat. Dziś są to 22 lata. Trzech ostatnich papieży dożyło na urzędzie wieku 85-88 lat. Można więc przyjąć, że w rozpoczynających się właśnie wyborach kandydaci poniżej 70. roku życia nie będą brani pod uwagę.
Jest wśród nich wielu popularnych papabilów, jak Pierbattista Pizzaballa (60 lat), Jean-Paul Vesco (63), Jean-Marc Avelin (67), Fridolin Besungu (65), Luis Tagle, Mario Grech i Stephen Brislin (68 lat). Niejeden z nich byłby dobrym papieżem, ale będzie musiał jeszcze poczekać.
Zostaje grupa 76 elektorów, którzy przekroczyli granicę 70 lat życia. To w niej – prawdopodobnie – ukrył się przyszły papież.
Na samym początku listy znajdują się kardynałowie Matteo Zuppi i Pietro Parolin (70), nieco dalej Péter Erdő i Lopez Romero (73), Anders Arborelius (75), Charles Bo (76), Malcolm Ranjith (77).
Kryterium wiekowe zawsze jest brane pod uwagę, choć oczywiście granicą nie musi być wcale 70 lat. Wydaje się jednak, że kardynałowie będą woleli kandydata starszego niż młodszego. Może nie „papieża przejściowego”, ponad 80-letniego (choć i w tej grupie znalazłoby się kilku świetnych kandydatów, np. o. Timothy Radcliffe, były generał dominikanów, wybitny kaznodzieja, znany z rekolekcji, jakie przez dwa lata głosił dla uczestników synodu o synodalności – choć z pewnością nie do zaakceptowania ze względu na swoje zbyt liberalne poglądy).
Chudy i gruby
Wystarczy połączyć kropki, albo raczej powykreślać niepotrzebne nazwiska z tekstu (Latynosów, Włochów, kurialistów, radykałów itd.), by dowiedzieć się, kto będzie następnym papieżem. Albo by zobaczyć, jak bardzo autor się mylił. Bo przecież kardynałowie mogą dokonać wyboru zgodnie ze starym włoskim powiedzeniem, że po grubym papieżu przychodzi chudy. Bardzo prawdziwym, bo przecież nie chodzi wcale o wygląd. Ale o to, że kolejny na pewno będzie inny.
Zapytaliśmy kardynałów
Maili było 135, w sześciu językach. Wysłałem je w ciągu dwóch dni po pogrzebie Franciszka. Dwa pytania jednakowe dla wszystkich (o najważniejsze wyzwania, jakie stoją przed nowym papieżem, i o kryteria jego wyboru), trzecie spersonalizowane, w zależności od kraju, w którym mieszka adresat, i funkcji, jaką pełni.
Nie spodziewałem się dużego odzewu, traktując całą operację jako dobry sposób na zaktualizowanie adresów kardynałów, w tym tego najważniejszego – do nowego papieża. Przyszły 43 odpowiedzi. W większości z grzeczną odmową, tłumaczoną obowiązkami w związku z nadchodzącym konklawe, kilka z propozycją rozmowy zaraz po jego zakończeniu. Niektóre były umotywowane bardziej szczegółowo: potrzebą czasu na dobre przeżycie żałoby po śmierci Franciszka (kard. Kutwa z Abidżanu, kard. Gregory z Waszyngtonu), wycofaniem się na „duchowe odosobnienie”, by w skupieniu i ciszy medytować nad najważniejszymi sprawami Kościoła (kard. Avelin z Marsylii, kard. Collins z Toronto), brakiem dostępu do internetu (sekretarka Marina w imieniu kard. Malcolma Ranjitha z Colombo), unikaniem wywiadów, zaleconym przez kolegium (kard. Grech z Watykanu), zakazem wywiadów, nałożonym przez kolegium (kard. Erdő z Budapesztu) czy brakiem czasu z powodu zbyt dużej liczby udzielanych wywiadów (kard. Puljić z Sarajewa).
Kard. Ryś, z którym kontaktowałem się przez telefon, przyznaje: „Zasadniczo poproszono nas, byśmy się nie odzywali do mediów” w czasie trwania kongregacji kardynalskich. W takiej sytuacji – dodaje metropolita łódzki – i tak „nie wyszlibyśmy poza rzeczy oczywiste i zbiór banałów”.
Otrzymane odpowiedzi publikujemy na naszej stronie internetowej. Posłużyły mi także, wraz z innymi ostatnimi wypowiedziami kardynałów dla mediów, do zweryfikowania zawartych w tekście opinii o wyzwaniach, jakie stoją dziś przed Kościołem i papieżem, oraz o kryteriach, jakimi będą kierować się elektorzy podczas konklawe.

Jak wybierano papieży
Prawo elekcji papieskiej przyznano kardynałom dopiero w XI w. W pierwszym tysiącleciu biskupa Rzymu wybierał najpierw lud i duchowieństwo miasta, później władza państwowa (cesarze), jeszcze później rzymskie rody (a przez sześć dekad X w. nawet dwie wywodzące się z nich matrony o wątpliwej reputacji – to okres tzw. pornokracji na Stolicy Piotrowej).
Na Soborze Laterańskim w 1059 r. ustalono, że prawo wyboru papieży przysługuje wyłącznie kardynałom, którzy coraz częściej podejmowali decyzję „pod kluczem” (cum clave), czyli w odcięciu od świata – dobrowolnym lub przymusowym. Zwyczaj ten unormował przepisami Grzegorz X w 1274 r., wybrany w czasie słynnej elekcji w Viterbo, po 33 miesiącach więzienia kardynałów przez prefekta miasta (by zmusić elektorów do kompromisu, zmniejszano im racje żywieniowe i rozebrano dach pałacu).
Jedną z zasad reformy Grzegorza X była „reguła miejsca”: wyboru dokonywano tam, gdzie zmarł poprzedni papież. Nie zawsze był to Rzym – elekcje przeprowadzano w różnych miastach Italii, Francji (najwięcej w Awinionie podczas tzw. niewoli papieży) i Niemczech (na soborze w Konstancji, w 1415 r., gdzie papieża wybierali nie tylko kardynałowie – m.in. pierwszy Polak, abp Mikołaj Trąba). Po upadku Państwa Kościelnego (1870 r.) konklawe organizowano tylko w Watykanie, w największym pomieszczeniu Pałacu Apostolskiego – Kaplicy Sykstyńskiej.
W XIII w. do grona kardynałów zaczęto włączać biskupów z innych miast europejskich. W 1449 r. w konklawe brał udział pierwszy polski kardynał, Zbigniew Oleśnicki z Krakowa. W XIX w. pojawili się pierwsi kardynałowie z Nowego Świata – Ameryki Północnej (1875), Australii (1885), Ameryki Południowej (1905). Do II wojny światowej kardynałowie z Europy stanowili blisko 90 proc. kolegium kardynalskiego.
W 1903 r. po raz ostatni skorzystano z prawa „weta i ekskluzywy” (sprzeciw lub wykluczenie kandydata na wniosek monarchy Hiszpanii, Francji lub Austrii). W imieniu cesarza Franciszka Józefa weto zgłosił krakowski kardynał Jan Puzyna.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















