Powiało wiatrem konklawe. Papież poważnie choruje

Niepokojące informacje o stanie zdrowia papieża uruchomiły lawinę spekulacji co do wyboru jego następcy. Czy z ostatnich decyzji Franciszka można wywnioskować, kto nim będzie?
Czyta się kilka minut
Papież Franciszek podczas mszy nieszpornej w Watykanie. 31 grudnia 2024 r. // Fot. Maria Grazia Picciarella/ East News
Papież Franciszek podczas mszy nieszpornej w Watykanie. 31 grudnia 2024 r. // Fot. Maria Grazia Picciarella/ East News

„Papież jest poważnie chory dopiero po śmierci” – mawiają dziennikarze pracujący w Sala Stampa, przypisując te słowa Joaquinowi Navarro-Vallsowi, byłemu rzecznikowi prasowemu Jana Pawła II. Popularny bon mot, bez względu na to, kto jest jego autorem, celnie puentuje komunikacyjną politykę Watykanu, dość oszczędnie gospodarującego prawdą w czasie kryzysów zdrowotnych papieży.

Watykańskie komunikaty o chorobach papieży

Kiedyś uważano, że ujawnianie ludzkich słabości Chrystusowego Namiestnika osłabia jego autorytet wśród wiernych. Dziś skąpe informacje usprawiedliwia się koniecznością zapobiegania plotkom i przedwczesnym spekulacjom albo poszanowaniem prywatności papieża. Choć równie dobrze chodzić może po prostu o przyzwyczajenie, które łatwo uznać za dobry zwyczaj.

Papież Franciszek, który zawsze sam decydował, jakie informacje przekazywać dziennikarzom, też był niechętny publikowaniu wiadomości o swoich problemach zdrowotnych. Komunikaty na ten temat były więc równie lakoniczne jak za jego poprzedników. Czasem nawet niezgodne z prawdą. Gdy w marcu 2023 r. został odwieziony karetką do szpitala, biuro prasowe podało, że chodziło o „rutynową i wcześniej zaplanowaną wizytę”. Trudno było w to uwierzyć, bo choć Franciszek często jeździł na badania, czy to do Polikliniki Gemelli czy jej diagnostycznego oddziału na Isola Tiberina, zawsze robił to w dyskrecji, bez informowania mediów, poruszając się zwykłym samochodem. I rzeczywiście – kilka godzin później rzecznik prasowy Watykanu przyznał, że prawdziwym powodem odwiedzin w szpitalu były problemy z oddychaniem, a pobyt na oddziale przedłużył się do kilku dni, dzięki czemu udało się zatrzymać rozwój infekcji i nie dopuścić do zapalenia płuc.

Stan zdrowia papieża Franciszka według Watykanu

Wydarzenia ostatnich dni miały niemal identyczny przebieg jak kilka wcześniejszych incydentów chorobowych Franciszka. Najpierw skarżył się na ból gardła i utratę głosu. Nie uznał tego jednak za powód do odwołania zaplanowanych spotkań. Po kilku dniach pojawiły się problemy z oddychaniem. W piątek, 14 lutego, zaraz po zakończeniu audiencji prywatnych, pojechał do Polikliniki Gemelli „w celu przeprowadzenia niezbędnych badań diagnostycznych i kontynuacji leczenia zapalenia oskrzeli w warunkach szpitalnych”, jak mówił komunikat.

Wiadomości z kolejnych dni były coraz bardziej niepokojące: mimo wprowadzonej antybiotykoterapii stan zapalny zaostrzał się, pojawiła się gorączka. I choć biuro prasowe próbowało kończyć komunikaty optymistycznie – że papież spał dobrze, zjadł śniadanie, zachowuje dobry humor, a nawet „oddaje się pracy i lekturze”, dziennikarze dobrze wiedzieli, że jeśli Watykan mówi o „ostrożnych rokowaniach”, to – zgodnie z zasadą Navarro-Vallsa – sytuacja musi być znacznie bardziej poważna. Co potwierdzały kolejne komunikaty – w poniedziałek, 17 lutego, informowano o trudnym do leczenia polimikrobowym zapaleniu górnych dróg oddechowych oraz wprowadzeniu nowych antybiotyków i leków sterydowych. Dzień później o wynikach badania tomografem, które wykazało początki obustronnego zapalenia płuc.

Ostatnie decyzje personalne Franciszka ważne dla konklawe

„Za każdym razem, gdy papież jest chory, słychać wiatr konklawe” – napisał Franciszek w swej najnowszej biografii „Miej nadzieję”. Nadchodzące z Polikliniki Gemelli informacje wyzwoliły wręcz huragan spekulacji co do bliższej i dalszej przyszłości Kościoła. Masową wyobraźnię dodatkowo pobudził film „Konklawe”, goszczący od kilku miesięcy w kinach, niemal pewny kandydat do Oscara (nominacje w ośmiu kategoriach), dzięki któremu miliony ludzi na całym świecie poznało barwne kulisy wyborów papieża oraz dowiedziało się o ważnej roli, jaką odgrywa w nich kardynał dziekan.

Nie ma wątpliwości, że właśnie na kanwie filmu media zaczęły interesować się decyzjami papieża, które nigdy wcześniej nie budziły szczególnych emocji. Zauważono, że jedną z ostatnich decyzji personalnych Franciszka przed pójściem do szpitala było zablokowanie zmian na stanowisku dziekana kolegium kardynalskiego, przez przedłużenie na kolejne pięć lat kadencji pełniącemu tę funkcję kard. Giovanniemu Battiście Re oraz wicedziekanowi kard. Leonardowi Sandriemu. Zaczęto snuć domysły, że papież chciał w ten sposób wpłynąć na proces wyboru swojego następcy, choć nie do końca wiadomo, jaki miałby być jego plan.

Jedni spekulują, że przedłużając kadencję dotychczasowym dziekanom, liczy na ich wsparcie dla kandydata, którego chciałby widzieć po sobie na papieskim tronie. Wprawdzie ani kard. Re, ani kard. Sandri nie będą uczestniczyć w konklawe (pierwszy ma 91 lat, drugi 82), ale będą przewodniczyć tzw. kongregacjom kardynałów, w czasie których – na kilka dni przed rozpoczęciem wyborów – dochodzi już do pierwszych dyskusji, kto powinien być nowym papieżem, i do badania, na jakie poparcie ewentualni kandydaci mogą liczyć. 

Inni twierdzą, że Franciszek swą decyzją uniemożliwił wybór na stanowisko dziekana kard. Pietra Parolina, sekretarza stanu, nie chcąc wzmocnienia jego pozycji. Jeszcze inni – że tylko odsunął w czasie elekcję dziekana, aby dać szansę własnemu kandydatowi do tej funkcji. Miałby nim być 69-letni kard. Robert Prevost, którego w tym samym czasie papież włączył do elitarnego grona trzynastu kardynałów-biskupów, w większości już emerytów, którzy spośród siebie wybierają dziekana.

Następny papież: kto ma szanse

Powróciły też spekulacje co do możliwej dymisji Franciszka, choć on sam powtarzał, że nie planuje takiego ruchu (ostatni raz mówił to we wspomnianej przed chwilą autobiografii). Trudno zresztą powiedzieć, jaki miałaby teraz sens jego rezygnacja. Zapalenie płuc nie jest chorobą, która unieruchamia w łóżku na wiele miesięcy – kończy się albo wyzdrowieniem, albo śmiercią (w przypadku pacjentów powyżej 85. roku życia ta druga ewentualność jest, niestety, statystycznie bardziej prawdopodobna).

Z tego powodu dużo bardziej wymowne są decyzje papieża przygotowujące nas na jego pogrzeb, nie emeryturę. Warto przypomnieć, że w ostatnim roku Franciszek zmienił przepisy liturgiczne dotyczące egzekwii papieskich, upraszczając ceremonię, by przypominała bardziej pożegnanie biskupa, a nie monarchy. A także że wybrał dla siebie inne niż jego poprzednicy miejsce pochówku – w podziemiach bazyliki Matki Boskiej Większej, gdzie zakończono już wszystkie prace remontowe przed ewentualnym przyjęciem papieskiej trumny.

Przede wszystkim jednak warto pamiętać, jak mocno przemeblował skład kolegium kardynalskiego, które będzie wybierać jego następcę. Na chwilę obecną liczy ono 138 elektorów (aż o 18 więcej, niż przewiduje prawo, co jednak nie ma żadnego znaczenia dla przebiegu czy ważności wyborów), wśród których aż 110 on sam zrobił kardynałami, co znaczy, że są to hierarchowie podzielający jego wizję Kościoła – synodalnego, otwartego, ubogiego, troszczącego się o wykluczonych.

Można więc z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć, że następny papież będzie kontynuował rozpoczęte przez Franciszka reformy, choć z tego samego powodu trudno wskazać konkretnego kandydata, który miałby największe szanse na wybór. Można jedynie, drogą eliminacji, wykluczyć kolejnego papieża z Ameryki Łacińskiej (przyjęło się uważać, że przyczyną wielu problemów tego pontyfikatu czy błędów popełnionych przez Franciszka było jego latynoskie pochodzenie), na pewno nie będzie to już jezuita ani też kardynał mało znany (tak jak Jorge Bergoglio, który większości elektorów dał się poznać dopiero kilka dni przed konklawe). 

Wydaje się, że duże szanse mogą mieć kardynałowie zaangażowani w synod, zarówno ci pracujący w kurii (co teraz, po reformie tej instytucji i sprowadzeniu do niej zupełnie nowych twarzy, nie jest już żadnym obciążeniem), jak i spoza Rzymu, o ile ich obecność w czasie obrad synodu została zauważona i doceniona.

Papież Franciszek jest umierający czy chory?

Oczywiście, wszelkie spekulacje na temat nowego konklawe mogą okazać się przedwczesne. Papież Franciszek nieraz nas zaskakiwał, może to zrobić po raz kolejny. Zwłaszcza że miał na najbliższy rok – jubileuszowy – wiele planów do zrealizowania, wśród których najważniejsze są pielgrzymka do Turcji z okazji 1700. rocznicy Soboru Nicejskiego (i być może towarzyszący jej jakiś odważny gest ekumeniczny) oraz dokończenie prac synodu o synodalności, wraz z wprowadzeniem postulowanych przez niego zmian strukturalnych, prawnych i duszpasterskich. 

Można wierzyć w zapewnienia służb prasowych Watykanu, że mimo choroby, która spadła niespodziewanie, odrywając go od codziennej pracy, nie stracił duchowej energii i poczucia humoru. Można też liczyć na współczesną medycynę, która do walki z patogenami rzuca wszystkie swoje siły. Być może ją wygra. Co nie zmienia faktu, że dzień, w którym wiatr konklawe naprawdę mocno zawieje, nieuchronnie się zbliża.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 9/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Wiatr konklawe