Zaczyna się konklawe. Rzeczywiście, będzie inne niż poprzednie. Kardynałowie elektorzy w znacznej części dopiero teraz będą mieli okazję się poznać. Papież Franciszek jest więc autorem sytuacji nietypowej, ale wiedział, co robi, mianując kardynałów (czyli elektorów) w krajach lub diecezjach, które jeszcze nigdy nie wybierały papieża. Teraz dyskutują, modlą się, słuchają i zastanawiają się nad tym, kogo uznać za swego kandydata.
Pogrzeb Franciszka pokazał, jak był bliski bardzo wielu ludziom. Z pewnością nie śledzili oni całego pontyfikatu, nie czytali większości dokumentów wydawanych przez papieża, nie analizowali jego nominacji. Widzieli człowieka oddanego służbie człowiekowi. To nic, że w tym służeniu nie było ładu znamionującego działalność tylu poprzedników. Ten papież był dla człowieka, takiego, jaki jest, i tam, gdzie jest. Jak na papieża – przynajmniej takiego, do jakiego przywykliśmy – Franciszek w tym, co mówił, nie zawsze był dość precyzyjny, nie zawsze był zrozumiały w tym, co robił, ale był w tym podobny do nas. I co ważne, rozpoczął wiele dzieł przekonany, że nie musi ich osobiście doprowadzać do szczęśliwego finału. Wierzył, że jeśli dzieło jest po myśli Bożej, On doprowadzi je do szczęśliwego końca, jeśli zaś nie jest, nie ma potrzeby go żałować. Tak rozumiem jego projekty, o których najpierw mówił, a które potem całkowicie zarzucał.
Jest jakaś przedziwna logika w układzie kolejnych papieży. Jednemu przypada inicjować coś, co potem następca rozwija. Jan Paweł II wszedł na teren problemów z celibatem księży, z którymi papież Franciszek przez cały pontyfikat się borykał. Papież Franciszek zresztą w wielu dziedzinach wyszedł poza dotychczasowe papieskie obyczaje. Wymieńmy jeden przykład: na synodach biskupów za czasów Franciszka można było poruszać wszystkie kwestie, żadne jak dotychczas nie były wykluczone. Można by wymieniać wiele dziedzin, w których przekroczył obowiązujące dotychczas granice. Mówi się wręcz o nowej epoce Kościoła. Mówiły o tym znaki zewnętrzne, jak mieszkanie, liturgia, sposób bycia Franciszka itd., te jednak nie byłyby wiele warte, gdyby nie cała mentalność (duchowość) tego papieża.
Mówi się, że jesteśmy dopiero u początków historii Kościoła. Może. W każdym razie pontyfikat tego papieża jest ważnym, jeśli nie wręcz epokowym otwarciem, którego nie da się ani wymazać z historii, ani żyć tak, jakby go nie było. Owszem, znaleźliśmy się i jeszcze będziemy trwać na skraju epoki, bo zmiany będą zachodzić stopniowo i powoli, aż odkryjemy, że to, co dla nas było stanem normalnym, niepostrzeżenie stało się wspomnieniem historycznym. Z Franciszkiem w Watykanie zmieniła się epoka. Żaden następca nie jest w stanie tego cofnąć. Zresztą o następcę jestem spokojny, Pan nad Kościołem czuwa.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

















