W Rumunii dochodzi właśnie do największych w ostatnich latach wstrząsów w tutejszej polityce. W pierwszej turze wyborów prezydenckich, przeprowadzonych w niedzielę 24 listopada, najlepszy rezultat (niemal 23 proc. głosów) uzyskał Călin Georgescu: formalnie niezależny, radykalnie prawicowy nacjonalista, populista oraz, co najciekawsze, do niedawna nieznany zdecydowanej większości elektoratu.
Jego sukces to ogromne zaskoczenie. Sondaże prowadzone w ostatnim przedwyborczym miesiącu dawały mu średnio ok. 5 proc. poparcia i lokowały go dopiero na piątym lub nawet szóstym miejscu wśród najpopularniejszych kandydatów.
Agencje badania opinii zgodnie twierdziły, że pierwsze miejsce (z wynikiem 25-30 proc.) powinien uzyskać Marcel Ciolacu, obecny premier i do niedawna lider największego rumuńskiego ugrupowania, postkomunistycznej Partii Socjaldemokratycznej (PSD).
Tymczasem Ciolacu uzyskał zaledwie 19,15 proc. głosów, zajmując tym samym dopiero trzecią pozycję. Druga lokata, z wynikiem nieco ponad 19 proc., przypadła natomiast centroprawicowej i proeuropejskiej Elenie Lasconi. To liderka liberalnego i progresywnego Związku Ocalenia Rumunii (USR).
Kim pan jest, panie Georgescu?
Powyższe pytanie było w ostatnich dniach chyba najczęściej wyszukiwaną frazą w rumuńskim internecie.
Wprawdzie 62-letni zwycięzca pierwszej tury wyborów przez wiele lat pełnił różne funkcje w rumuńskiej administracji – pracował m.in. w ministerstwie rozwoju, resorcie spraw zagranicznych oraz reprezentował Rumunię w ONZ, gdzie zajmował się kwestiami praw człowieka. Jednak nigdy nie angażował się aktywnie w krajową politykę.
Po raz pierwszy usłyszano o nim dopiero w roku 2020, gdy eurosceptyczny i narodowo-konserwatywny Związek Jedności Rumunów (AUR), który to wówczas po raz pierwszy znalazł się w rumuńskim parlamencie (z poparciem 9 proc.), zaproponował go na stanowisko premiera. Jednocześnie partia ogłosiła, że Georgescu zostanie jej honorowym przewodniczącym.
Pomysł ten upadł jednak po tym, jak w jednym z programów telewizyjnych Georgescu powiedział, że marszałek Ion Antonescu (lider faszystowskiej Rumunii z okresu II wojny światowej) oraz Zelea Codreanu (twórca ówczesnej faszystowskiej Żelaznej Gwardii) to dla niego bohaterowie narodowi. Dla uznawanej za radykalnie prawicową AUR – starającej się złagodzić swój wizerunek – było to za dużo.
Poza specyficznymi sympatiami historycznymi, Georgescu jest też niechętny integracji europejskiej (samą Unię nazywa „upadłym projektem”), uważa NATO za organizację, która nie zapewni Rumunii ochrony przed Rosją, i krytykuje też decyzję Bukaresztu o przystąpieniu do budowy amerykańskiej tarczy antyrakietowej w kraju.
W swojej narracji Georgescu sprzeciwia się też „globalistom”, twierdzi, że kobieta nie może zostać prezydentem Rumunii (bo rolą kobiety jest wedle niego macierzyństwo), zaś wojnę na Ukrainie określa jako „toczącą się w interesie amerykańskich koncernów zbrojeniowych”. Putina uważa zaś za jednego z niewielu prawdziwych liderów, który broni interesu narodowego „wszelkimi środkami”.
Georgescu nie stroni też od teorii spiskowych: począwszy od wykpiwania pandemii covidu aż po „pamięć wody” oraz negowanie faktu lądowania człowieka na Księżycu.
Skąd tak oszałamiający sukces wyborczy Georgescu?
Stał się on możliwy za sprawą mediów społecznościowych, a przede wszystkim serwisu TikTok, który w Rumunii cieszy się ogromną popularnością (korzysta z niego ok. 60 proc. mieszkańców kraju w wieku powyżej 5-6 lat).
Intensywna kampania Georgescu trafiła przede wszystkim do odbiorców młodych – zagłosowało na niego 30 proc. osób w wieku poniżej 24 lat – oraz do rumuńskich emigrantów zarobkowych (kontrowersyjnego kandydata poparło aż 43 proc. wszystkich głosujących przedstawicieli diaspory).
Rumuńskie władze oraz media doszukują się w rewelacyjnym wyniku Georgescu – oraz w jego świetnie skoordynowanej kampanii tiktokowiej – wpływów rosyjskich. Szczególnie że głoszone przez niego poglądy wpisują się idealnie w te, które w krajach Europy Środkowej i Wschodniej (w tym np. w Bułgarii, Słowacji czy Mołdawii) konsekwentnie promuje Kreml.
Mowa tu o antyglobalizmie (polanym sosem konserwatyzmu i tradycjonalizmu) i izolacjonizmie – wymieszanym z podawaniem w wątpliwość oficjalnych narracji (stąd m.in. sympatia wobec teorii spiskowych), podważaniem skuteczności NATO, nawoływaniem do neutralności – sceptycyzmie wobec USA itd.
Rumunii są zmęczeni i zniechęceni swoimi elitami
Wprawdzie tropy rosyjskie są tu bardzo prawdopodobne, ale nie ma wątpliwości, że sukces Georgescu nie byłby możliwy, gdyby nie ogromne zmęczenie i rozczarowanie rumuńskiego elektoratu dotychczasową elitą polityczną kraju.
Rumunią od dekad rządzi bowiem stały układ polityczny, w którym główną rolę odgrywają wspomniani socjaldemokraci oraz centroprawicowi Narodowi Liberałowie (PNL). Co gorsza, od 2021 r. partie te sprawują razem władzę w ramach koalicji rządowej. Tymczasem obie te partie przez wielu postrzegane są jako skorumpowane, nieefektywne, a do tego „intelektualnie spauperyzowane”.
Na tle większości rumuńskich liderów politycznych to właśnie Georgescu – dobrze ubrany, zadbany i mówiący piękną rumuńszczyzną (w hipnotyczny wprost sposób!) – wydaje się po prostu nową jakością.
Najwyraźniej głosowanie na niezależnego od czołowych ugrupowań, a do tego radykalnego, postrzeganego jako „bezpardonowy” oraz odwołującego się do retoryki nacjonalistycznej i godnościowej kandydata było dla wielu Rumunów sposobem na wyrażenie sprzeciwu wobec funkcjonującego od dekad układu politycznego.
Wyborczy maraton trwa: w niedzielę głosowanie parlamentarne
Choć druga tura wyborów, w której Georgescu zmierzy się z Lasconi, będzie miała miejsce już 8 grudnia, to tydzień wcześniej, w niedzielę 1 grudnia – w dzień największego rumuńskiego święta narodowego (Dzień Zjednoczenia) – odbędą się wybory parlamentarne.
Nie ma wątpliwości, że sukces Georgescu wzmocni pozycję ugrupowań radykalnych i eurosceptycznych, takich jak AUR czy otwarcie prorosyjska SOS Romania. Według sondaży (o ile po ostatnim blamażu można im w ogóle wierzyć) mogą one liczyć łącznie na 20-25 proc. głosów. W rzeczywistości może to być jednak dużo więcej. Dość powiedzieć, że zsumowany wynik Georgescu oraz lidera AUR George’a Simiona sięgnął w pierwszej turze niedawnych wyborów niemal 37 procent (sic!).
Kto zostanie prezydentem Rumunii?
Rywalizacja o fotel prezydenta w drugiej turze między Georgescu i Lasconi będzie bardzo wyrównana, a jej rezultat jest trudny do przewidzenia i zależał będzie w znacznej mierze od mobilizacji obydwu elektoratów – z jednej strony antysystemowego, a z drugiej tego prozachodniego, który chce też za wszelką cenę uniknąć radykalizacji rumuńskiego życia politycznego.
I choć skrajna prawica nie zdoła raczej zdobyć w najbliższym czasie większości w rumuńskim parlamencie, to jej umocnienie się i możliwe objęcie przez jej reprezentanta stanowiska prezydenta jednoznacznie zakończyłoby dotychczasową praktykę marginalizacji tych ugrupowań na rumuńskiej scenie politycznej.
Skutki takiej zmiany byłyby zaś tyleż doniosłe, co trudne w tym momencie do oszacowania.
KAMIL CAŁUS jest analitykiem w Ośrodku Studiów Wschodnich imienia Marka Karpia w Warszawie.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















