„Macie być sługami, nie eminencjami” – napisał papież Franciszek w liście do 21 duchownych, którym 7 grudnia wręczy czerwone birety. Od tego dnia kolegium kardynalskie będzie liczyło 253 hierarchów – najwięcej w historii Kościoła. Rekordowa będzie także liczba jego członków (140), którzy nie ukończyli 80. roku życia i mają czynne prawo wyborcze.
Wybór następcy św. Piotra to najważniejsza prerogatywa kardynałów. Diecezją, nawet najważniejszą, może kierować biskup, podobnie jak watykańską dykasterią (dziś jednej szefuje nawet osoba świecka). Ale wybierać papieża może tylko kardynał.
Kim jest kardynał
– Dyskusja o tym, kim są kardynałowie, trwa od wieków – mówi „Tygodnikowi” ks. Przemysław Śliwiński, autor książki „Konklawe. Tajemnica wyborów papieskich” (ukaże się na początku 2025 r.). – Historia pokazuje, jak bardzo zmieniała się idea kolegium kardynalskiego i jego rola. Niezmienna pozostała tylko ta jedna rzecz, i to od XI wieku.
W pierwszym tysiącleciu kardynałami byli księża i diakoni diecezji rzymskiej, a także podrzymscy biskupi, którzy pomagali w sprawowaniu liturgii w papieskich bazylikach podczas napływu pielgrzymów. Nazwy tej używano także w odniesieniu do duchownych należących („inkardynowanych”) do innych diecezji, zwłaszcza tych najzacniejszych, jak Mediolan, Rawenna czy Konstantynopol, oraz kanoników niektórych katedr, jak Akwizgran, Kolonia czy Santiago de Compostella. Z czasem jednak tytuł zarezerwowano wyłącznie dla „kardynałów rzymskich”.
W 1059 r. kardynałowie uzyskali wyłączne prawo wyboru papieża. O umieszczenie w tym gronie swoich przedstawicieli zaczęli więc zabiegać władcy i możne rody. Kler rzymski kardynałowie reprezentowali już tylko teoretycznie, stając się rodzajem senatu doradzającego papieżowi, a w niektórych okresach wręcz równoważącego jego władzę.
– Warto też wspomnieć – dodaje ks. Śliwiński – o ważnej zmianie, która nie dokonała się mocą żadnej bulli papieskiej czy konstytucji, ale została wymuszona sytuacją. W 1378 r. Urban VI, któremu posłuszeństwo wypowiedziało większość kardynałów, mianował na ich miejsce biskupów z odległych od Rzymu stolic, m.in. z węgierskiego Esztergomia. Od tamtej pory kardynałami mogli już być nie tylko kurialiści, ale też biskupi z całego świata.
Kardynałowie wszystkich krajów
Internacjonalizacja kolegium ma zatem długą tradycję. Ale nigdy nie przybrała takich rozmiarów, jak w ostatnim półwieczu.
– W czasach pontyfikatu Piusa XII i Jana XXIII obowiązywała reguła „jednej trzeciej” – mówi ks. Śliwiński. – Przedstawiciele Włoch, Europy i reszty świata wchodzili do kolegium w trzech mniej więcej równych częściach. Paweł VI zmienił te proporcje, więc gdy w 1978 r. wybierano jego następcę, połowa kolegium była już z krajów pozaeuropejskich.
Zamieszczona obok grafika pokazuje geografię elektorów za trzech ostatnich pontyfikatów (dane z 2005 r. dla Jana Pawła II, z 2013 r. dla Benedykta XVI i z grudnia 2024 r. dla Franciszka). Jak widać, Jan Paweł II trzymał się jeszcze zasady „pół na pół” – pod koniec jego pontyfikatu było 58 kardynałów z Europy i 59 z innych kontynentów. Za Benedykta XVI szala przechyliła się nieco w stronę Europy (61 do 56). Pod koniec 11. roku rządów Franciszka grono elektorów liczyć będzie 140 kardynałów, z których 60 pochodzi z Europy (42,8 proc.), a 80 z reszty świata.

To pierwsza zauważalna zmiana. Dużo więcej widać, gdy spojrzymy na pozostałe kontynenty: lekko spada odsetek elektorów w USA i Kanadzie, wzrasta – choć niewiele – dla Ameryki Łacińskiej, trochę więcej dla Afryki. Ponad połowę zwiększa się dla Azji, a aż trzykrotnie dla Oceanii.
Gdybyśmy dodali do tego kryterium demograficzne – liczbę katolików w danej części świata – wyniki byłyby jeszcze bardziej zadziwiające, bo zobaczylibyśmy nadreprezentację kardynałów zarówno w krajach zachodnich, gdzie odsetek wierzących maleje z każdym krokiem, ale też w Azji i Oceanii, gdzie katolicy często są religijną mniejszością.
Papież i kardynałowie: osobiste związki
Ale czy kryterium geograficzne w ogóle ma znaczenie i jest kluczem do kardynalskich nominacji?
– W przypadku Franciszka widać, że pochodzenie kandydata wcale nie jest najważniejsze – mówi „Tygodnikowi” Massimo Faggioli, watykanista i historyk Kościoła z Uniwersytetu w Filadelfii. – Liczy się jedynie wobec tych obszarów, które papieża osobiście interesują, np. Azji. Chodzi też o lepsze stosunki z krajami, które nie są katolickie, ale papież chciałby, by były do Kościoła przyjaźnie nastawione. Stąd kardynałowie w takich państwach jak Mongolia czy Iran.
Według Faggiolego są też inne względy, ważniejsze niż geograficzne czy demograficzne.
– Między Franciszkiem a mianowanymi przez niego kardynałami często jest związek osobisty. Podobnie było oczywiście za Jana Pawła II czy Benedykta XVI, ale wtedy media mocno to krytykowały. Franciszek cieszy się sympatią mediów, więc niewiele się o tym mówi – tłumaczy historyk. – Tymczasem kontekstem wielu jego nominacji bywa albo znajomość z kandydatem, albo osobisty sentyment, albo polecenie przez kogoś znajomego. Papież polega też na swojej intuicji.
Która czasem go myli, jak w przypadku mianowanego w tym roku abp. Paskalisa Syukura z Indonezji, który odmówił przyjęcia nominacji.
– To drugi taki przypadek, po rezygnacji belgijskiego bp. Lucasa Van Looya w 2022 r., któremu zarzucano, że nie reagował na przestępstwa seksualne księży – mówi Faggioli, zastrzegając, że nie wie, czy powód rezygnacji Indonezyjczyka jest podobny. Tego typu sytuacje są jednak dowodem, że Franciszek z nikim się nie konsultuje, a kandydaci nie są weryfikowani.
Możliwe, że intuicja zawiodła też papieża w przypadku innych nominacji, choćby kard. Angela Becciu, którego postawił przed sądem za malwersacje finansowe w kurii. Albo kard. Gerharda Müllera, któremu kardynalski biret wręczył w 2014 r., na pierwszym konsystorzu, a trzy lata później pozbawił go funkcji prefekta Kongregacji Nauki Wiary za publiczną krytykę. Müller do dziś pozostaje jednym z najpoważniejszych oponentów papieża.
Konklawe, walka o władzę, ideologie
– Kardynałowie nie znają się nawzajem, od lat nie było konsystorza, na którym omawiano by ważne kwestie Kościoła – odpowiada mi kard. Müller na pytanie o aktualną kondycję kolegium. – Tylko dwukrotnie w czasie całego pontyfikatu Franciszek zwołał konsystorz, który nie sprowadzał się jedynie do liturgii. Ostatnie spotkanie dotyczyło reorganizacji kurii, podczas gdy wszyscy wiedzieli, że decyzja została już przez papieża podjęta, a zmiany uruchomione. Dla większości z nas była to więc strata czasu. Choć dla niektórych także okazja do popisywania się i pochlebstw.
Były prefekt nie szczędzi też krytyki polityce personalnej Franciszka. Przyznaje, że papież ma prawo swobodnie dobierać członków kolegium, jednak podkreśla, że powinien kierować się bardziej zrozumiałymi i obiektywnymi kryteriami, jak np. szczególna ortodoksja, mądrość czy pobożność.
– Obecna zasada nominacji kardynalskich nie jest łatwa do rozpoznania – tłumaczy. – Niby mówi się o umiędzynarodowieniu i mianowaniu kandydatów z peryferii, ale wydaje się, że jest w tym wiele zbiegów okoliczności oraz faworyzowania pewnych tendencji ideologicznych i przyjacielskich kręgów.
Kard. Müller najbardziej obawia się kardynałów „podatnych na dominujące ideologie, jak gender, LGBT czy ateistyczno-materialistyczny humanizm”. Ich uzależnienie od różnych „ideologicznych grup” porównuje do klientelizmu na dworze papieskim, który „doprowadził do waśni w kolegium kardynalskim i podważył wiarygodność Kościoła, doprowadzając do secesji wielu chrześcijańskich krajów w dobie Reformacji”.
– Konklawe nie może polegać na walce o władzę między grupami ideologicznymi, z których każda lobbuje za jednym ze swoich klientów na Katedrę Piotrową – dodaje były prefekt KNW. – Nie ma nic bardziej nieduchowego niż slogan „wybieramy swojego” – kogoś, kto popiera błogosławienie par homoseksualnych czy święcenia dla kobiet, kto chce swoje osobiste poglądy narzucić wszystkim, udowadniając niezdolność do prowadzenia obiektywnej posługi.
Baza informacji na temat kardynałów
W tym wszyscy moi rozmówcy są zgodni – umiędzynarodowienie kolegium kardynalskiego mogłoby być szansą na większą uniwersalność Kościoła, gdyby kardynałowie mieli okazję spotkać się i poznać.
– Są grupą osób nie tylko o różnym pochodzeniu, ale też odmiennych poglądach, która pewnego dnia się spotka i, nic o sobie nie wiedząc, będzie musiała wyłonić spośród siebie nowego papieża – mówi Faggioli.
– Trudno wybierać kogoś, kogo się nie zna – przyznaje ks. Śliwiński. – Zwiększanie liczby kardynałów i ich zróżnicowanie rodzi coraz większe problemy. Wiąże się z tym zagrożenie ingerencji w konklawe, już nie przez władców politycznych, jak dawniej, ale nowych możnych tego świata, którzy kontrolują przepływ informacji.
Kilka lat temu głośno było o medialnym projekcie „Red Hat Report”, finansowanym przez amerykańską alt-prawicę. Jego celem było stworzenie bazy informacji na temat kardynałów, którzy mogą liczyć się w walce o papieski tron – zbudowanie pozytywnego obrazu jednych i zasianie wątpliwości wobec innych. Cyfrowa encyklopedia kardynałów była przygotowywana pod następne konklawe, w przekonaniu, że nieznający się elektorzy będą szukać o sobie nawzajem informacji w internecie. Projekt upadł (lub został dobrze ukryty) po zdemaskowaniu go przez dziennikarzy i krytyce amerykańskich biskupów.
Jednym z faworytów „Red Hat Report” był – można przypuszczać, że bez jego wiedzy i woli – kard. Gerhard Müller, przedstawiany jako najpoważniejszy i najbardziej odpowiedni kandydat na przyszłego papieża i często zapraszany do związanych z projektem mediów.
Papież chce, by Kościół wrócił do korzeni
Ponadtysiącletni zwyczaj daje każdemu papieżowi możliwość skomponowania – w niemal dowolny sposób – grona, które wybierze jego następcę. A tym samym wpływania, choć tylko pośredniego, na wynik przyszłych wyborów. Modyfikując co rok kolegium, Franciszek z pewnością bierze to pod uwagę. Od grudnia ma w nim 110 „swoich kardynałów” – 6 pozostało po Janie Pawle II, 24 po Benedykcie XVI.
Ale jest w nominacjach Franciszka jeszcze inny cel. Kardynałowie z peryferii – nie tylko geograficznych, lecz też ludzkiej egzystencji, opiekujący się bezdomnymi i wychodzący do wykluczonych, czy biskupi niewielkich diecezji w krajach i społeczeństwach zdominowanych przez inne religie (zwłaszcza islam, ale też buddyzm i hinduizm) to wyraźne wskazówki dla Kościoła. Papież chce, by Kościół wrócił do swych korzeni – wspólnoty wiernych troszczących się o siebie, w której „nie ma Żyda ani Greka, nie ma niewolnika ani wolnego, nie ma mężczyzny ani kobiety”.
A wyraźny zwrot na wschód – w stronę Azji i Oceanii – jest sugestią, by od tamtejszych katolików uczył się tolerancji, szacunku, pokojowej koegzystencji i głoszenia Ewangelii nie słowem, ale codziennym życiem. By przygotował się do niełatwej dla niego, bo od tysiącleci nieznanej, roli religii mniejszościowej. Czy to w zislamizowanym, czy zlaicyzowanym społeczeństwie. Kardynałowie mają mu w tym pomóc.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















