Reklama

W Stanach wszystko jest możliwe

W Stanach wszystko jest możliwe

05.11.2008
Czyta się kilka minut
Przez miniony rok śpiewali, że mogą ("Yes we can"). Wczoraj wieczorem krzyczeli, że dopięli swego ("Yes we did"). Zgromadzony w Grant Park w Chicago tłum, który o 11 wieczorem powitał Baracka Obamę, był w ekstazie. "Jeśli ktoś jeszcze wątpi, że w Ameryce nie ma rzeczy niemożliwych, ta noc jest odpowiedzią" - powiedział 44. prezydent USA. Magdalena Rittenhouse z Nowego Jorku dla tygodnik.onet.pl
W

Wśród kilkuset tysięcy zebranych wielu ludzi miało łzy w oczach.  "Mówimy dziś całemu światu - nie jesteśmy zbiorem indywidualności, nie jesteśmy zbiorem czerwonych i niebieskich stanów. Jesteśmy Zjednoczonymi Stanami Ameryki".

Obama zakończył najdłuższą i najdroższą w historii Ameryki kampanię. Była pełna niespodziewanych zwrotów i przełomów: pierwszy czarnoskóry kandydat i pierwsza kobieta; najprawdopodobniej największa w historii frekwencja. Ale było coś jeszcze, co czyniło tę kampanię absolutnie niepowtarzalną: niespotykana energia i entuzjazm milionów Amerykanów. W powietrzu unosiła się elektryczność.  Jakkowlwiek banalne i wyświechtane mogą się wydawać po 21 miesiącach kampanii, słowa nadzieja i zmiana - dwa przewodnie hasła kampanii Obamy - rzeczywiście oddają to co w ostatnich tygodniach i miesiącach przeżywała Ameryka.

Wspierajcie nowego prezydenta

Obama dziękował  milionom ludzi - młodym i starym, bogatym  i biednym, wykształconym i prostym, z małych wiosek i wielkich metropolii - którzy osobiście zaangażowali się w kampanię - wpłacając za pośrednictwem internetu po 5 lub 10 dolarów, mobilizując niezarejestrowanych wyborców, do ostatniej chwili chodząc od drzwi do drzwi lub telefonując i namawiając do głosowania.

Mimo przewidywań, iż walka w kilku kluczowych stanach będzie wyrównana i być może na wyniki trzeba będzie czekać wiele godzin, o 11 wieczorem wszystko było już jasne: Obama wygrał w Pennsylwanii, Ohio i na Florydzie  - w stanach, o które do ostatniej chwili toczył z McCainem zażartą walkę. Odniósł także zwycięstwo w Virginii, która od 44 lat głosowała na republikanów.

Jeszcze przed zamknięciem lokali wyborczych na Zachodnim Wybrzeżu, McCain zadzwonił z gratulacjami. Wkrótce potem o porażce oficjalnie poinformował zwolenników zebranych w rodzinnym Phoenix w Arizonie: "To ja przegrałem, a nie wy", powiedział. Tłum próbował protestować. McCain szybko przerwał:  "Senator Obama został prezydentem kraju, który obaj kochamy".

McCain mówił, że jest to historyczna chwila i wezwał zwolenników, by wspierali  nowego prezydenta "Wszyscy musimy włączyć się w budowanie mostów i poszukiwanie kompromisów". Było to imponujące przemówienie - jedno z najpiękniejszych i najbardziej wzruszających w tej kampanii. "Czekają nas ogromne wyzwania... Oczywiście odczuwamy rozczarowanie, ale jutro musimy iść dalej".

Ważkość chwili

"Historyczna chwila", "pokojowa rewolucja", "nowy rozdział" - powtarzali zwolennicy Obamy, którzy już rano zaczęli zbierać się w ogromnym Grant Parku w Chicago. Choć ich kandydat zapowiedział, że nie pojawi się tam, dopóki nie zostaną zamknięte lokale wyborcze w Kalifornii, oni byli pewni zwycięstwa na długo zanim ogłosiły to największe stacje telewizyjne. Głos korespondentki CNN, która próbowała stamtąd nadawać na początku wieczoru, ginął w morzu okrzyków i śpiewów.

Inspiracji dostarczała im paląca ważkość chwili obecnej - the fierce urgency of now - o której pół wieku temu mówił Martin Luther King, a która w ostatnich tygodniach w wioskach, miastach i metropoliach Ameryki wydaje się być niemal namacalna - kraj znalazł się w obliczu najpoważniejszego od niemal stu lat kryzysu gospodarczego, prowadzi dwie wojny, których końca nie widać, i ma poczucie, że jego pozycja na świecie została poważnie nadszarpnięta.

Obama mówił o nowym świcie i nowym rozdziale. "Tych, którzy chcą zniszczyć świat, pokonamy. Tych, którzy kochają pokój będziemy wspierać. Tym wszystkim, którzy wątpią, czy pochodnia Ameryki nadal płonie, pokażemy że źródłem naszej potęgi nie jest nasza siła militarna, ani rozmiar bogactwa, ale nasze ideały - demokracja, wolność, możliwości dla wszystkich".

Ale mimo ogromnej radości i energii, w Grant Parku owa paląca ważkość chwili obecnej też była wyczuwalna. Nie było baloników ani konfetti. Ton przemówienia Obamy był poważny i daleki był od triumfalizmu.  Mówił przede wszystkim o wyzwaniach.

"Czeka nas trudna wspinaczka... Bedą falstarty i porażki. Z pewnością, wielu z was będzie rozczarowanych niektórymi z moich decyzji", zapowiadał Obama, który dodał, że rząd nie jest w stanie rozwiązać wszystkich problemów. "Obiecuję jednak, że zawsze będę wam uczciwie mówił o problemach. Zwłaszcza wtedy, gdy będą pojawiać się różnice. I będę Was prosił, byście włączyli się do wspólnej pracy. To co zaczęliśmy 21 miesięcy temu, nie kończy się dzisiejszej nocy".

Kończy się jednak najbardziej imponująca kampania w historii Ameryki. Nawet przeciwnicy Obamy przyznają, że swoje zwycięstwo w dużej mierze zawdzięcza imponującej dyscyplinie i żelaznej konsekwencji. W chwilach kryzysowych potrafił zachować zimną krew i trzeźwość umysłu. Zachwycał elokwencją i charyzmą. Otoczony był grupą niezwykle lojalnych współpracowników - nie zdarzały się przecieki a  wszystko funkcjonowało niczym dobrze naoliwiona maszyna. Najważniejsze chyba jednak było to, że Obama, którego dyskredytowano jako niedoświadczonego,  chciał i potrafił szybko się uczyć. Rekordowo długa kampania działała na jego korzyść.

W przededniu wyborów po raz pierwszy odnosiło się wrażenie, że jest wyczerpany. "Kampania jest jak maraton" - powiedział w wywiadzie radiowym. Po 20 milach jesteś zmęczony. Po 25 milach znów odczuwasz energię". Ale prawdziwy maraton dopiero się zaczyna.  Energia, wiara i wytrwałość  będzie potrzebna nie tylko Obamie.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Ur. 1969. Reperterka, fotografka, była korespondentka Tygodnika w USA. Autorka książki „Nowy Jork. Od Mannahaty do Ground Zero” (2013). Od 2014 mieszka w Tokio. Prowadzi dziennik japoński...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]