W Estonii muzyka to tożsamość. Relacja z Laulupidu, największego festiwalu chórów w Europie

Kiedyś śpiew pomógł Estończykom wyrwać się spod sowieckiej okupacji. Dziś, śpiewając, przygotowują się na to, co może przynieść przyszłość. Laulupidu – wielki festiwal chórów – odbywa się tutaj od 156 lat.
z Tallina
Czyta się kilka minut
Wielka muszla koncertowa, pod którą gromadzili się uczestnicy festiwalu, powstała w latach 60. XX w., gdy władze sowieckie próbowały zawłaszczyć estońską kulturę śpiewu. Tallin, lipiec 2025 r. // Fot. Isabelle de Pommereau
Wielka muszla koncertowa, pod którą gromadzili się uczestnicy festiwalu, powstała w latach 60. XX w., gdy władze sowieckie próbowały zawłaszczyć estońską kulturę śpiewu. Tallin, lipiec 2025 r. // Fot. Isabelle de Pommereau

W deszczowe popołudnie, w pierwszą sobotę lipca, 27-letnia Katariina Kuum stanęła w gronie 31 tys. śpiewaków wykonujących „Świt” – poetycki apel o nadzieję i narodową świadomość. Zaczynał się Laulupidu: wielkie chóralne i taneczne zgromadzenie, w Estonii organizowane co pięć lat. Tradycja tak potężna, że kiedyś pomogła zrzucić sowieckie rządy.

Śpiewając kolejne zwrotki, pod batutą dyrygenta Raula Talmara, Katariina myślała o dziadkach i rodzicach: pierwszych deportowano na Syberię, drudzy ukrywali estońską flagę aż do 1988 r., gdy dołączyli do ruchu nazwanego Śpiewającą Rewolucją. Setki tysięcy ludzi śpiewały wtedy właśnie „Świt” – sowieckie wojska były bezradne wobec tego chóru.

Katariina śpiewała więc dziś i – jak mi potem powiedziała – miała gęsią skórkę z przejęcia. W obliczu wojny prowadzonej tak niedaleko przez Rosję, czuła, że Laulupidu jest znów potrzebny: – Jesteśmy małym narodem. Być razem, czuć jedność, to coś wielkiego.

Katariina Kuum jest członkinią Chóru Riigikogu, składającego się w większości z parlamentarzystów (choć sama nie jest posłanką). Wychowana w wiosce na południu kraju, od dzieciństwa brała udział w prawie każdym festiwalu. Ale tym razem było inaczej: – To za sprawą naszego wielkiego sąsiada.

Dla Estończyków Laulupidu był formą kulturowego oporu

Przez tych kilka lipcowych dni Katariina Kuum pomogła podtrzymać tradycję, która trwa od 156 lat. Zorganizowany po raz pierwszy w 1869 r., za rosyjskiego panowania, w czasach estońskiego przebudzenia narodowego, Laulupidu był formą kulturowego oporu. Dwukrotnie pomógł Estonii uzyskać niepodległość: w 1918 r. i potem pod koniec lat 80. XX w.

– To fundamenty naszej narodowej tożsamości – mówi mi 56-letnia Heli Jürgenson, była kierowniczka chóru w Estońskiej Operze Narodowej, a dziś pierwsza kobieta na stanowisku dyrektora artystycznego festiwalu.

– Bardziej niż folkowy festiwal, jest to rytuał. Dzielony przez nas święty moment – mówi z kolei Aarne Saluveer, dziś dyrygent chóru dziecięcego estońskiej telewizji, a kiedyś frontman kapeli rockowej powstałej jeszcze w czasach sowieckich. – To miejsce, gdzie spotykają się wszystkie pokolenia, a śpiewacy opowiadają historię następnym generacjom.

Dla 66-letniego Raula Talmara dyrygowanie wykonaniem „Świtu” było, jak mówi, największym zaszczytem w życiu. Był to też dla niego powrót do młodości, do późnych lat 80. XX w., gdy „można było dotknąć wolności” i „zdarzył się cud”.

Jednocześnie to współczesne przesłanie: – Wielkie rzeczy możemy osiągnąć w sposób pokojowy – mówi Talmar. – Mamy 30 tys. głosów złączonych w harmonii. Czy świat nie może się czegoś od nas nauczyć?

A Rosja? – Ona od kilkuset lat się nie zmienia. Nigdy się nie zmieni.

Jak się narodził estoński festiwal pieśni

Chyba nigdzie indziej inwazja Putina na Ukrainę nie wzbudziła takiego lęku egzystencjalnego, jak w Estonii: kraju, który ma niespełna półtora miliona mieszkańców i 294 km granicy z Rosją.

Od XVIII w. ziemie obecnej Estonii należały do Rosji – z przerwą w latach 1918-1940, gdy była niepodległa. Przez ten czas to śpiew pomagał Estończykom (byli oni chłopami, rządzonymi przez niemieckie elity bałtyckie w służbie cara) zachować język i tożsamość.

Formę zorganizowaną przybrało to w 1869 r., gdy dziennikarz Johann Voldemar Jannsen zorganizował pierwszy festiwal pieśni. Uhonorowano na nim śpiewem rzecz jasna cara, ale nie tylko – także ojczyznę, Estonię, i to po estońsku. Jedną z pieśni, „Ojczyzna jest moją miłością”, napisała – pierwotnie jako poemat – Lydia Koidula, córka Jannsena.

Festiwal ten stał się swego rodzaju patriotycznym kamieniem węgielnym i miał swój udział w uzyskaniu niepodległości w 1918 r. Jednak nie trwała ona długo. Po pakcie Hitlera ze Stalinem, a następnie po II wojnie światowej Estonia znalazła się znów pod kontrolą Moskwy. Sowieci deportowali 10 proc. populacji, dławili wolność słowa – i starali się wykorzystać Laulupidu dla własnych propagandowych celów.

Jednak na koniec obróciło się to przeciw nim: w 1988 r. 300 tys. Estończyków – jedna czwarta populacji – zebrało się, by zaśpiewać wspólnie „Świt” i „Ojczyznę”. Tamta pokojowa rewolucja powiodła Estonię, a także Łotwę i Litwę, ku niepodległości.

W tym roku do Tallina przybyło 900 chórów i orkiestr

W tym roku, na dwudziestym ósmym już Laulupidu, Estończycy znów zjednoczyli się w śpiewaniu, potwierdzając to, czego rosyjskie imperium nie zdołało wymazać: tożsamość, język i kulturę.

Nie było to proste. Śpiewacy przeszli setki prób, zanim w sobotę 5 lipca 900 chórów i orkiestr – łącznie 31 tys. śpiewaków i muzyków oraz 20 tys. tancerzy – przemaszerowało 5 km ze średniowiecznej starówki w Tallinie na nadmorskie tereny festiwalu. Ubrani w jaskrawe tradycyjne stroje, machając niebiesko-czarno-białymi flagami, poruszali się niczym kolorowa ludzka mozaika.

Festiwal Laulupidu. Parada chórów i orkiestr. Tallin, lipiec 2025 r. // Fot. Isabelle de Pommereau

– Niech żyje Virumaa Wschodnia! – wołał ktoś, witając chór, który przybył z tej prowincji odpowiednik województwa – red.] położonej na wschodzie kraju, gdzie 70 proc. mieszkańców mówi po rosyjsku. – To naprawdę trochę surrealistyczne – stwierdziła Swietłana Iwanowa z Narwy. Jej chór Tandem – pierwszy chór w Estonii dla dorosłych rosyjskojęzycznych śpiewaków – powstał po aneksji Krymu przez Rosję w 2014 r.

Chóry przyjechały z każdego zakątka: z górniczych miasteczek, z uniwersytetu w Tartu, z wysp na Bałtyku, z diaspory. Szli zmoczeni deszczem, ale z promiennymi twarzami. Wśród nich Tobias Orzeszko, który przyjechał z Bad Homburg w Niemczech, gdzie dziś pracuje. Studiował w Tallinie u dyrygenta Tõnu Kaljuste, laureata nagrody Grammy, a teraz prowadzi swój chór Vox Aevi. Śpiewał już w dużych chórach, ale to tutaj, jak mi powiedział, „jest większe niż wszystko, czego doświadczyłem. Tu poczułem pokojową moc muzyki”.

Najstarsze estońskie pieśni

Gigantyczna muszla koncertowa, pod którą się zgromadzili, została zbudowana w latach 60. XX w. przez Sowietów – w ramach prób włączenia estońskiej kultury śpiewu w system socjalistyczny.

Dziś wykonywano w niej tradycyjne pieśni w różnych chóralnych układach. Pojawiły się też nowe kompozycje, poetyckie aranżacje i radosne melodie o codziennym życiu i estońskiej przyrodzie. Wiele czerpało z najstarszych tradycji ustnych – regilaul, pieśni runicznych, powstałych w czasach przedchrześcijańskich i przekazywanych przez wieki, a wskrzeszonych przez legendarnego organistę i kompozytora Veljo Tormisa (1930-2017). Jego twórczość stanowiła fundament tegorocznego motywu: pokrewieństwa. Obok innego kompozytora, 89-letniego Arvo Pärta, Tormis jest filarem estońskiego kanonu chóralnego.

Kulminacyjną chwilą był finałowy akord Chóru Życia, poetyckiej medytacji nad tożsamością, śpiewanej przez ponad 15 tys. głosów. 34-letni dyrygent Rasmus Puur stał się w tej chwili gwiazdą. Gdy autorka tekstów i kompozytorka Mari Kalkun wbiegła na scenę, rozległy się owacyjne brawa.

Bo w Estonii to dyrygenci i kompozytorzy są bohaterami; tymi, którzy przechowali głos narodu. – Ten festiwal symbolizuje ciągłość naszej kultury – powiedział mi Puur. – Dla młodych to coś prawdziwego, stabilnego. Coś, czemu można zaufać.

Estonia starsza i młodsza

Ci młodzi też byli obecni. 33-letnia Mai Simson poprowadziła „Las moich myśli”, utwór z jazzowymi akcentami, który zaśpiewało 5 tys. dzieci. – Opowiada o byciu sobą i zaufaniu do siebie – mówiła mi podczas próby. – To przesłanie i dla dzieci, i dla dorosłych. Do tego wpadające w ucho.

Z kolei piosenkarka folkowa Celia Roose wystąpiła z utworem „Moja pieśń zamienia morze w ląd”, własną kompozycją ożywiając runiczną melodię Tormisa. – Kiedy śpiewam, wojna ustaje – zaintonowała, a jej głos powtórzyło 7 tys. chórzystów.

W festiwalu „Laulupidu” wzięło udział 90 tysięcy Estończyków, w tym prezydent kraju Alar Karis (na zdjęciu). Tallin, lipiec 2025 r. // Fot. Isabelle de Pommereau

Następnie przyszła pora na „Modal Etudes”, zinterpretowany na nowo utwór Tormisa, prowadzony przez doświadczonego dyrygenta Aarne Saluveera i młodego muzyka rockowego Tauno Aintsa. Tutaj dawna i nowa Estonia zjednoczyły się: w latach 80. XX w. Saluveer uniknął wysłania do Afganistanu, a dziś kieruje Estońskim Chórem Radia i Telewizji.

Muzyka chóralna i obrona narodowa

Po tym, jak w 1991 r. Estończycy odzyskali niepodległość, kolejnym punktem zwrotnym było dla nich wejście do NATO i UE w 2004 r. Byli pionierami cyfrowej administracji, zbudowali pierwsze na świecie ochotnicze siły cyberobrony, dali światu Skype’a. Ich armię (7,5 tys. żołnierzy i 26 tys. rezerwistów) wspiera ochotnicza Liga Obrony (Kaitseliit), licząca 34 tys. ludzi. Oznacza to, że co dwudziesty mieszkaniec jest zaangażowany w wysiłek obronny.

Teraz, gdy Rosja znów jest zagrożeniem, Estonia przygotowuje się. Wydatki na obronność mają osiągnąć 5 proc. PKB, Liga Obrony notuje rekordową liczbę rekrutów. I także tu śpiew odgrywa swoją rolę. W kraju, który ma 1,3 mln mieszkańców, w tym 40 tys. chórzystów, także muzyka chóralna jest włączona w obronę narodową.

– Ludzie są dziś zmęczeni, wszystko wydaje się niestabilne – mówi mi Kärolin Tuisk. – Ale kiedy śpiewamy razem, tysiące z nas, jednym głosem, przynosi to spokój. Daje nam siłę.

W tym roku Kärolin po raz pierwszy stanęła podczas Laulupidu na czele chóru jako dyrygentka. Poprowadziła 10 tys. śpiewaków. – Czego więcej mogłabym chcieć? – mówiła mi. – Jako młoda dyrygentka czuję ciężar odpowiedzialności. Podnosisz ręce, a ludzie podążają za tobą. Ta jedność jest potężna.

W towarzystwie 4 tys. śpiewaczek wystąpiła natomiast 34-letnia sopranistka operowa Mirjam Mesak, na co dzień występująca w Bawarskiej Staatsoper w Monachium. Jej matka uczestniczyła w Śpiewającej Rewolucji. – To poczucie wspólnoty, stania ramię w ramię, jest tym, czego potrzebujemy teraz bardziej niż kiedykolwiek – mówiła mi Mirjam.

Co mówią sami uczestniczy festiwalu?

Także dla dyrektorki artystycznej festiwalu, Heli Jürgenson, Laulupidu to, jak mówi, „ćwiczenie odporności narodowej”. – To fundament naszego życia, od najmłodszych lat. Na szczęście nie jesteśmy w stanie wojny. Ale gdyby Estonia musiała się bronić, Laulupidu znów będzie dla nas podwaliną, motywacją.

Gdy była nastolatką, pod koniec istnienia Związku Sowieckiego, Heli mieszkała na wsi. Odkryta przez nauczyciela muzyki, trafiła do Tallina. Z domu przywoziła warzywa i ziemniaki, bo w sklepach były pustki. Ale w powietrzu iskrzyło. – Nie było szamponu, ale organizowaliśmy spontaniczne wiece śpiewacze – wspomina. Dziś jest jedną z najsłynniejszych dyrygentek w Estonii.

– To czysta energia, nic negatywnego – tak swoją tu obecność tłumaczy Allan Kaldoja, twórca niezależnych teatrów w Tallinie i Narwie. – To rytuał, pielgrzymka, która łączy naród, oczyszcza umysł i przypomina, co jest ważne.

– Przez ten tydzień zapominamy o polityce i problemach – mówi z kolei 44-letni Alo Einla, inżynier IT, który przyprowadził troje dzieci. – To jak zjazd rodzinny.

Nastolatki Annaliis Alavere i Lisbeth Leuska pochodzą z Rakvere, obie mają wianki z niebieskich kwiatów. Dla nich to nie tylko muzyka – to wspólna scena, grupowe selfie, a wcześniej długie dni prób. – Chodzi o więź – mówi Lisbeth. – Tu odkłada się różnice na bok.

Także rosyjskojęzyczni Estończycy mogą poczuć się u siebie

Ostatnia noc festiwalu. Zapada pełna emocji cisza, gdy Heli Jürgenson unosi ramiona. Potem głosy narastają, aż 90-tysięczny tłum uczestników festiwalu śpiewa „Mu isamaa on minu arm” (Moja ojczyzna jest moją miłością). Bojowy zew Śpiewającej Rewolucji wypełnia powietrze niczym fala przypływu.

Swietłana Iwanowa z Narwy stoi w tłumie i czuje, jak się w nim rozpływa. Przyćmione słońce zachodzi nad morzem. Ludzie kołyszą się, trzymają za ręce, machają flagami. Niektórzy płaczą. Telefony komórkowe jarzą się w wieczornym świetle. „Eesti! Eesti!”.

Dla wielu rosyjskojęzycznych mieszkańców Estonii Laulupidu długo zdawało się czymś odległym. Ich historia, ich wspomnienia były inne. Dla wielu wojna w Ukrainie jedynie wyostrzyła tu napięcia. Ale gdyby nie rosyjska agresja, chór Tandem Swietłany Iwanowej mógłby nigdy nie powstać. I mogłaby nigdy nie zostać zaproszona na ten festiwal. A wówczas nie doświadczyłaby tej chwili.

Jest rosyjskojęzyczną Estonką. Jej ojciec popiera Putina. Okna jej domu wychodzą na Rosję – jest po drugiej stronie granicznej rzeki. Ale tutaj, w tym tłumie, Swietłana czuje coś niezwykłego. – Tu poczułam się sobą – powie mi potem.

Nie jak Rosjanka z Estonii. Nie jak estońska Rosjanka. Po prostu sobą, z poczuciem ulgi, szczęśliwą i – wreszcie – będącą częścią wspólnoty.

Przełożyła Patrycja Bukalska

ISABELLE DE POMMEREAU jest francuską dziennikarką, autorką korespondencji z Europy Wschodniej, w tym z Ukrainy, które ukazują się w mediach Europy Zachodniej i USA.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 29/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Głos ma moc