Reklama

To wszystko skończy się w sądach

To wszystko skończy się w sądach

14.04.2020
Czyta się kilka minut
Prof. Włodzimierz Wróbel: Mam nadzieję, że ktoś się zreflektuje, iż prymitywne zastraszanie nie działa. Że dziś podcina się gałąź, na której na razie siedzimy w dyscyplinie.
Prof. Włodzimierz Wróbel / Fot. ADAM STĘPIEŃ / AG
M

MARCIN ŻYŁA: Zgadzam się na ograniczenie moich praw i wolności w czasie epidemii, ponieważ wierzę, że nasze solidarne działanie może pomóc. Ale też się boję: że po wszystkim nie odzyskam ich w całości. Czy słusznie?

Prof. WŁODZIMIERZ WRÓBEL: Mnie też towarzyszy taka obawa. Zmieniane ustawy nie są ściśle powiązane ze stanem epidemii. A wiele zmian proponuje się na stałe. Chodzi o przepisy dotyczące prywatności, prawo wyborcze oraz zaostrzenie kar, które wykracza poza zakres tego, co konieczne.

Na przykład?

Kobiecie idącej na cmentarz policja grozi kilkutysięczną karą. Nagrania z takich interwencji stają się dzisiaj wiralami. Z przerażeniem obserwuję na Twitterze aktywność rzecznika prasowego policji, który szczyci się tym, jak – stosując przymus bezpośredni – doprowadza się obywateli do porządku. Jeśli tak dalej pójdzie, ludzie, działając na przekór, przestaną stosować się do zakazów.

Które przepisy to tylko demonstracja siły?

Na przykład zakaz wchodzenia do lasu, który nie ma podstaw prawnych. Faktyczny problem tłumów w miejscach rekreacji w Warszawie nie wymagał takich kroków. Tak działa państwo, które chce zastraszyć.

Jak zareagować, jeśli nie złamałem prawa?

Mandatu nie trzeba przyjmować. Wtedy sprawa idzie do sądu, w którym można przedstawić swoje racje. Kłopot w tym, że równocześnie policja ma prawo skierować sprawę do sanepidu. Są bardzo wysokie kary pieniężne, zaczynające się od 5 tys. zł, wymierzane przez inspektora sanitarnego pod rygorem natychmiastowej wykonalności. Oczywiście, koniec końców i te sprawy znajdą się w sądach.

Co to dokładnie znaczy?

Sądy będą rozstrzygać, czy zakazy miały podstawę ustawową i czy wolno było wymierzać mandaty. Będą też badać wysokość kar. W sądach cywilnych będą się toczyć sprawy dotyczące ograniczenia działalności gospodarczej. Ludzie będą dochodzić odszkodowań.

Mam nadzieję, że ktoś się zreflektuje, iż takie prymitywne zastraszanie nie działa. Że dziś podcina się gałąź, na której na razie siedzimy w dyscyplinie. Przecież społeczna akceptacja tego, co rozsądne, jest ogromna. Do 9 kwietnia na ok. 150 tys. przypadków kwarantanny zanotowano tylko ok. 300 jej naruszeń. Można powiedzieć, że sankcje są niepotrzebne, bo ludzie sami stosują prawo. 

Dr hab. WŁODZIMIERZ WRÓBEL jest profesorem w Katedrze Prawa Karnego UJ oraz sędzią Sądu Najwyższego.

Czytaj także: Paweł Bravo, Marcin Żyła: Nasze wolności tylko pożyczamy

Autor artykułu

Marcin Żyła jest dziennikarzem, a od stycznia 2016 r. również zastępcą redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Do zespołu pisma dołączył przed ośmioma laty. Od początku europejskiego...

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]