Test dla Europy, test dla Polski

W niedzielę 1 stycznia, kilkanaście minut przed godziną ósmą czasu polskiego, rosyjski koncern Gazprom rozpoczął procedury prowadzące do zmniejszenia ciśnienia w gazociągu transportującym rosyjski gaz na Ukrainę. Rosjanie najwyraźniej postanowili spełnić swą groźbę i wstrzymać dostawy gazu po tym, jak Kijów nie zgodził się na drastyczne, niemal pięciokrotne podniesienie jego ceny. Jeśli tak się stanie, sytuacja Ukrainy - kraju niemal całkowicie uzależnionego od rosyjskiego gazu - może stać się dramatyczna, i to w środku zimy.
Czyta się kilka minut

Rosyjscy politycy nawet nie udają, że sprawa ma charakter przede wszystkim polityczny: to próba chwycenia "pomarańczowej" Ukrainy za gardło, osłabienia przed marcowymi wyborami parlamentarnymi na Ukrainie tych ukraińskich polityków, którzy swój kraj chcą widzieć wolnym i demokratycznym, w zachodnich strukturach. A zarazem wzmocnienia pozycji byłego premiera Wiktora Janukowycza, który ma nadzieję, że w marcu wróci do władzy, i który mówi otwarcie, że dla niego liczy się przede wszystkim Rosja [patrz wywiad z Janukowyczem na stronie 7 - red.]. Równie szczery jest prezydent Władimir Putin, dla którego nowa "idea narodowa" to światowe (a chwilowo: europejskie) przywództwo energetyczne Rosji. Na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej 22 grudnia Putin ogłosił, że zamierza przekształcić Rosję w lidera światowej energetyki, w tym wydobycia i eksportu surowców.

Wszystko jest więc jasne, karty są rozdane. Choć - nie do końca. Dla Putina "gazowa wojna" z Ukrainą ma jeszcze jeden cel: to może być, nie, to na pewno jest również rodzaj testu: jak w tej sytuacji zachowa się Zachód, a zwłaszcza Unia Europejska? Czy stanie po stronie Ukraińców w ich sporze z Putinem? Czy też odwrotnie, potraktuje to jako spór dwustronny, rosyjsko-ukraiński, której europejski wymiar polega jedynie na tym, aby "zakręcenie kurka" Ukrainie nie odbiło się negatywnie na dostawach gazu do krajów unijnych? Jeśli Unia nie włączy się do sporu rosyjsko-ukraińskiego, dla Rosji będzie to czytelny sygnał, że Europa "odpuściła" Ukrainę.

Być może dopiero teraz, po roku, okaże się, ile warte było europejskie wsparcie dla Pomarańczowej Rewolucji. Czy był to tylko pojedynczy gest, wyduszony przez medialne przekazy z kijowskiego Majdanu i skromne proukraińskie lobby (w którym istotną rolę odegrali wówczas Polacy), czy coś więcej? To także test dla Polski: test dla rządu Kazimierza Marcinkiewicza i pierwszy poważny test w polityce zagranicznej dla prezydenta Lecha Kaczyńskiego: czy i tym razem uda się nam zmobilizować Europę?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 02/2006