Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Sztuka na Wschodzie, sztuka nad Wisłą

Sztuka na Wschodzie, sztuka nad Wisłą

18.08.2013
Czyta się kilka minut
Trudno jest mówić, że nowa sztuka z Europy Wschodniej – w najróżniejszych swoich odmianach – jest w Polsce nieznana. Jednak nasze światy artystyczne coraz bardziej się różnią.
Na Wschodzie sztuka jest reakcją na politykę. Praca Wołodymyra Kuzniecowa „Koliszczyna”. Fot. Z archiwum Autora
S

Sztuka polska i wschodnioeuropejska przenikały się od wieków, nawzajem wzbogacając. W XX w. szczególnie sztuka rosyjska wyszła na arenę światową, a tacy artyści jak Wassily Kandinsky, Kazimierz Malewicz (notabene Polak urodzony w Kijowie), Aleksander Rodczenko i cała rosyjska awangarda, Marc Chagall czy Ilja Kabakow stali się ważnymi punktami odniesienia w sztuce światowej. Mimo wysokiego poziomu artystycznego i co najmniej kilku ważnych nazwisk polska sztuka ostatniego wieku pozostaje mniej znana niż rosyjska. Po 1991 r. w sztuce polskiej i poradzieckich krajów Europy Wschodniej zmieniło się prawie wszystko. Zatem jakie jest dzisiaj miejsce artystów z Polski, Ukrainy, Białorusi, Rosji na współczesnej mapie „art world”? Jakie są związki między nimi? Co rządzi sztuką w Polsce i krajach Europy Wschodniej?
Artystyczne spotkania
O ile często padają zarzuty, że Polacy i Rosjanie, czy Polacy i Ukraińcy, znają się coraz słabiej, o tyle – abstrahując od prawdziwości powyższych słów – nie wydaje się to adekwatne w dziedzinie sztuki. W ciągu ostatnich dwudziestu lat w Polsce regularnie organizowano pokazy najciekawszych nowych twórców zza wschodniej granicy. Prym wiedli artyści z Rosji, której scena artystyczna jest największa i najciekawsza. Przypomnijmy kilka ważniejszych pokazów: w 1994 r. w warszawskiej Królikarni odbyła się ambitna prezentacja sztuki rosyjskiej „Nie! – i konformiści”, a w CSW na Zamku Ujazdowskim wystawa prac Ilji Kabakowa, obecnie 80-letniego patriarchy rosyjskiej sztuki. W 2002 r. Zachęta pokazała wystawę „Śnieżynka”, zbierającą najciekawszych młodych twórców z Rosji. CSW, najbardziej aktywna polska instytucja prezentująca nową sztukę ze Wschodu, zorganizowało m.in. w 2001 r. wystawę monograficzną Olega Kulika, jednego z najgłośniejszych żyjących artystów rosyjskich (choć rodem z Kijowa), wspólną wystawę rosyjskich i polskich artystów „Za czerwonym horyzontem” (2004) czy projekt „Enklawa” (2011/2012), będący efektem współpracy z artystami i kuratorami z Kaliningradu.
Również współczesna sztuka ukraińska jest w Polsce znana. Zaczęło się od wystawy „Stepy Europy” w CSW, zorganizowanej w 1993 r. przez Jerzego Onucha. Była to jedna z pierwszych prezentacji sztuki niepodległej Ukrainy na świecie, pokazującej, jak tamtejsi artyści widzą transformację i co wyłania się w sztuce tego kraju po 70 latach przebywania w radzieckiej zamrażarce. Warto na marginesie odnotować, że Onuch, inicjator i długoletni dyrektor Centrum Sztuki Współczesnej w Kijowie, jest zasłużony w rozwoju i promocji nowej sztuki na Ukrainie. Dwadzieścia lat po tej wystawie Zamek Ujazdowski ponownie zorganizował wielki pokaz prac ukraińskich artystów pt. „Ukrainian News”, który był dowodem, jak ciekawa jest scena artystyczna nad Dnieprem. Artyści ukraińscy regularnie pojawiali się w Polsce również przy okazji wystaw zbiorowych i indywidualnych. Na szczególne odnotowanie zasługują wystawy Borysa Michajłowa, najsłynniejszego dziś w świecie artysty z Ukrainy, w CSW (2004) i innego głośnego fotografa Serhija Bratkowa w krakowskim Mocaku (2012).
Na tle sztuki rosyjskiej i ukraińskiej pokazy sztuki białoruskiej w Polsce mogą wydać się skromne, ale nowa sztuka z Białorusi jest u nas znana. Najważniejszym elementem jej promocji była wystawa w Zachęcie sprzed dwóch lat („Otwierając drzwi? Sztuka białoruska dzisiaj”), przesiąknięta kontekstem politycznym i nazwiskiem jedynego polityka na Białorusi. Białoruscy artyści pojawiali się też regularnie przy okazji wystaw zbiorowych, aby wymienić choćby świetną „Podróż na Wschód” w białostockim Arsenale (2011/2012).
Warto przy tym zauważyć, że część ze wspomnianych wyżej wystaw powstała we współpracy polsko-rosyjskiej czy polsko-ukraińskiej i po pokazie w Polsce pojechała do ważnych galerii w Rosji czy na Ukrainie. Dla pełni obrazu dodajmy, że Wschód jest również ważną inspiracją w twórczości niektórych polskich artystów, czego przykładem niedawna wystawa młodego polskiego fotografa Rafała Milacha w Zachęcie.
Oligarchizacja sztuki
Powyższy, niepełny katalog prezentacji sztuki ze Wschodu dowodzi, że każdy, kto tylko chce – nie opuszczając Polski – może być na bieżąco z nową sztuką rosyjską, ukraińską czy białoruską. Trudniej ocenić, jakie jest dzisiaj miejsce sztuki polskiej i „wschodniej” w świecie. Jeśli wierzyć rankingom, to w ostatnim zestawieniu stu najbardziej wpływowych ludzi w świecie sztuki, przygotowywanym corocznie przez brytyjski magazyn „Art Review”, znajduje się jeden Polak (na 52. miejscu – Adam Szymczyk, kurator Kunsthalle w Bazylei) i cztery osoby ze Wschodu: Wiktor Pinczuk (32. miejsce), ukraiński miliarder i kolekcjoner; Pussy Riot (57. miejsce), Boris Groys (61. miejsce), rosyjsko-niemiecki teoretyk sztuki, oraz Dasza Żukowa (85. miejsce), kolekcjonerka i partnerka miliardera Romana Abramowicza.
Brak w zestawieniu choćby jednego artysty nie jest przypadkiem (choć w zestawieniu sprzed roku na 54. miejscu znalazł się... Artur Żmijewski). Podobnie jak obecność dwóch kolekcjonerów ze Wschodu. Gdyby przyjąć tezę, w znacznym stopniu uzasadnioną, że sztuka danego kraju znaczy tyle, ile kolekcjonerzy z tego kraju, wówczas sztuka polska nie miałaby żadnych szans ze sztuką rosyjską czy ukraińską. Elementem świata artystycznego na Wschodzie są oligarchowie-kolekcjonerzy, którzy na wyścigi w ostatnim dziesięcioleciu kupują i inwestują w sztukę. Kolekcjonują zarówno sztukę Rosji carskiej, europejskie malarstwo XIX––XX wieku, jak i sztukę współczesną. Pieniądze na Wschodzie mogą (prawie) wszystko, a na sztuce się tam nie oszczędza.
Z jednej strony bogaci Rosjanie i Ukraińcy przyczyniają się do psucia rynku sztuki na świecie, windując ceny do niebotycznych rozmiarów dzięki skutecznym zabiegom marszandów typu Gagosian czy Saatchi; sztuka dzisiaj to bowiem bardziej niż kiedykolwiek wcześniej promocja i PR. Z drugiej strony, z powodu ograniczonej podaży najlepszych starych dzieł na ich radarze pojawiła się nowa sztuka z ich krajów. Zainteresowanie sztuką Abramowicza, Pinczuka, Michelsona, Bajbakowa, Wekselberga i setek czy tysięcy innych rosyjskich i ukraińskich milionerów sprawiło, że artyści znaleźli możnych mecenasów, którzy kupują ich prace i się nie targują. Ważne jest też, że promują rodzimych artystów w świecie.
Inną konsekwencją „oligarchizacji” sztuki na Wschodzie jest niemal nieobecność instytucji państwowych w jej rozwoju i promocji. Inaczej niż w Polsce, gdzie ogromna większość centrów sztuki współczesnej to instytucje publiczne. Najważniejsze miejsca pokazujące i promujące sztukę w Rosji i na Ukrainie nie zostały stworzone przez państwo, ale przez prywatnych kolekcjonerów – na przykład kijowski Pinczuk Art Centre, moskiewski Winazwod czy istniejący do niedawna moskiewski Garaż, stworzony przez Żukową i Abramowicza. Obok nich działa świetnie rozwinięta sieć prywatnych galerii. Kapitał prywatny zastąpił państwo, co wynika z tego, że na Wschodzie sztuka awangardowa wciąż traktowana jest przez państwo po macoszemu, nierzadko określana jako „zdegenerowana” itp.
Polityka jako kontekst
Zatem pierwszą główną różnicą między sztuką polską a „wschodnią” jest obecność dużych pieniędzy, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Jest też druga różnica. We współczesnej sztuce na Wschodzie w coraz większym stopniu wraca kontekst polityczny. Wprawdzie nigdy w pełni nie zniknął, ale też nigdy po 1991 r. nie było go tak dużo jak dzisiaj. A tendencja jest wciąż rosnąca i nieporównywalnie większa niż w Polsce. Część artystów na Wschodzie to ludzie politycznie zaangażowani. Bycie artystą na Białorusi naturalnie narzuca polityczne tematy twórczości. Na Ukrainie ważną cezurą w sztuce i katalizatorem nowych w niej tendencji była Pomarańczowa Rewolucja, która spowodowała erupcję artystycznej aktywności w sprawach publicznych.
W Rosji w ostatnim czasie bycie artystą poniekąd zakłada opozycyjność. Oto tylko dwa przykłady polityzacji sztuki z ostatniego miesiąca. Z funkcji dyrektora Permskiego Muzeum Sztuki Współczesnej zwolniony został znany kurator i marszand Marat Gelman. Władzom nie spodobała się wystawa Wasilija Słonowa wyśmiewająca igrzyska olimpijskie w Soczi. Z kolei w Arsenale Sztuk w Kijowie doszło do skandalu po tym, jak jego dyrektorka Natalia Zabołotna w przededniu otwarcia wystawy kazała zniszczyć mural młodego artysty Wołodymyra Kuzniecowa „Koliszczyna”. Praca przedstawiała w sposób niedwuznaczny bunt społeczeństwa przeciw władzy. A władza, w tym ta najwyższa, miała wystawę oglądać. Jak widać, sztuka ma wielką siłę przekazu, której rządzący na Wschodzie się boją. 

WOJCIECH KONOŃCZUK jest analitykiem Ośrodka Studiów Wschodnich.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]