Gdy cztery lata temu Franciszek ogłaszał pomysł zwołania wieloetapowego synodu, angażującego wszystkich katolików, spodziewano się kościelnych rewolucji. Kiedy w październiku 2021 r. rozpoczynał się etap konsultacji lokalnych, pisano o postulatach zgłaszanych przez najróżniejsze i najdziwniejsze grupy aktywistów, zwykle błąkających się po obrzeżach Kościoła, co jednych napawało nadzieją, innych strachem o kierunek synodalnej drogi. Gdy doszły do tego radykalne propozycje katolików niemieckich, synodalną dyskusję na kolejne dwa lata zdominowały tematy etyki seksualnej, praw osób nieheteronormatywnych, celibatu księży i święceń kobiet. A gdy latem ubiegłego roku ogłoszono listę uczestników ostatniego etapu, wszyscy mówili o sensacji: jedną czwartą uczestników stanowiły, po raz pierwszy w historii, „osoby niebiskupie” – księża, zakonnice i zakonnicy, świeckie kobiety i mężczyźni.
Dyskusje na synodzie pod kontrolą organizatorów
A potem przyszedł październik 2023 r. i okazało się, że do żadnych sensacyjnych wydarzeń na synodzie nie dojdzie. Rozpalone głowy delegatów najpierw skutecznie ostudził o. Timothy Radcliffe podczas dwudniowych rekolekcji, a potem ostateczny cios wszystkim, którzy szykowali się na płomienne przemowy, cięte riposty i ostre spory (jakie pamiętano z poprzednich zgromadzeń, choćby synodu o rodzinie w 2015 r.) zadał sekretariat generalny, ustalając ścisłe zasady zabierania głosu, dzieląc uczestników na niewielkie grupy robocze, których skład wciąż modyfikowano i w których każdy – bez względu na stanowisko czy płeć – miał takie same prawa, a przede wszystkim wprowadzając słynną już metodę obrad, zwaną „rozmową w Duchu”, która wykluczała jakąkolwiek polemikę i sprzyjała krótkim, wyważonym wypowiedziom (dając jednocześnie organizatorom pełną kontrolę nad przebiegiem dyskusji).
Synteza końcowa, przegłosowana pod koniec, również sugerowała, że żadnych istotnych rozstrzygnięć po tym synodzie nie należy się spodziewać – była zbiorem tematów, co do których delegatom udało się uzyskać konsensus, oraz kwestii, które ich różnią i nad którymi dyskusję odłożono na dalszy czas. Wszystko zresztą wskazywało, że nie wrócą do nich szybko – przekazano je do dziesięciu komisji, powołanych przez papieża, w skład których wchodzili teologowie, eksperci i przedstawiciele watykańskich dykasterii. A komisje, jak wiadomo, obradują latami.
O czym będzie obradował synod
Tym większe było więc zaskoczenie, gdy już w pierwszym dniu obrad tegorocznej sesji synodu, zaraz po uroczystych przemówieniach, pełnych pięknych, słusznych, ale dobrze znanych słów o wspólnej podróży i otwarciu się na Ducha Świętego, poproszono przedstawicieli komisji o przedstawienie raportów z ich prac.
Wystąpień było 13, bo do dziesięciu „grup studyjnych” dołączyły jeszcze jedna z podkomisji oraz dwa zespoły specjalne: zajmujący się zmianami w prawie kanonicznym oraz problemem poligamii w Kościele afrykańskim. Prezentujący raporty musieli zmieścić się w trzech minutach, co nie było proste. Wielu ograniczyło się więc jedynie do ogólnych informacji, niektórzy nie byli w stanie dokończyć przygotowanego przemówienia, ale znaleźli się i tacy, którym krótki czas nie przeszkodził w przekazaniu rzetelnej syntezy wyników.
Poznaliśmy więc, lepiej lub gorzej, efekty prac komisji zajmujących się takimi tematami jak: relacje Kościoła łacińskiego z Kościołami wschodnimi, formacja księży, zadania biskupów, wyzwania, jakie stawia przed Kościołem troska o biednych lub rewolucja cyfrowa, rola nuncjuszy apostolskich, ekumenizm w praktyce i miejsce kobiet w Kościele.
Ten ostatni temat zbudził, ze zrozumiałych względów, największe emocje.
Diakonat kobiet: papież przeciwny
Efekty prac nad „niektórymi aspektami teologicznymi i kanonicznymi specyficznych form pełnienia urzędów”, jak dla niepoznaki nazwano to kluczowe zagadnienie, przedstawił prefekt Dykasterii Nauki Wiary, kard. Victor Manuel Fernández, przewodniczący komisji, w której skład wchodzili przedstawiciele watykańskiego urzędu dbającego o czystość doktryny.
Prefekt nie ukrywał, że głównym tematem ich zainteresowania był diakonat kobiet, a jego komisja korzystała z owoców prac dwóch innych grup studyjnych, powołanych już wcześniej przez papieża do zbadania problemu. I już na początku swego wystąpienia przyznał, że w ocenie jego komisji (oraz kierowanej przez niego dykasterii) „nie ma nadal miejsca na pozytywną decyzję magisterium w sprawie dostępu kobiet do diakonatu, rozumianego jako stopień sakramentu święceń”.
Tak definitywne rozstrzygnięcie oznacza, że w kwestii diakonatu kobiet synod nie podejmie żadnych decyzji, nawet jeśli niektórzy z uczestników będą próbowali ten temat wprowadzić pod dyskusję. Kard. Fernández nie ukrywał zresztą, że zaważyło zdanie papieża, według którego „temat diakonatu kobiet na razie nie dojrzał”. Pocieszał jednak, że brak zgody na przyznanie kobietom prawa do święceń będzie wiązał się ze stworzeniem dla nich innych „form posługi”, które „dadzą jeszcze szersze możliwości bardziej wyrazistej obecności kobiet w Kościele”. A przykłady wielkich kobiet z historii – tłumaczył kardynał – pokazują, że autorytet wcale nie musi iść w parze ze święceniami.
Niewykluczone, że synod zajmie się teraz tworzeniem „nowych form posługi” dla kobiet i że temat ich święceń powróci, wbrew wcześniejszym opiniom, na salę obrad. Możliwe też, że sprawę załatwi sama dykasteria – kardynał wspomniał, że przygotowuje dokument na ten ten temat. Ale ani ona, ani synod nie zrobią niczego, co byłoby sprzeczne z wielokrotnie już wyrażaną opinią papieża.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















