„Właśnie dlatego nigdy nie pisałem o synodach” – mówi Luigi, widząc moje zakłopotanie. Siedzimy w Arlu a San Pietro, małej restauracji przy Borgo Pio, niedaleko Watykanu. Zapytał, co ważnego dzieje się na synodzie, a ja nie umiałem mu odpowiedzieć, choć minął tydzień obrad. Luigi Accattoli jest najsłynniejszym włoskim watykanistą, który przez ponad trzy dekady (1976-2008) pracował dla największych włoskich dzienników. Dlaczego w tamtych czasach ani „La Repubblica”, ani „Corriere della Sera” nie interesowały się synodami?
Na czym polega synodalność Kościoła
Przez pół wieku mało kto się nimi interesował. Były uważane za wydarzenia hermetyczne, nieistotne, a przede wszystkim – mało ciekawe.
Gdy we wrześniu 1965 r. Paweł VI ogłosił utworzenie nowej „centralnej instytucji, reprezentującej wszystkich biskupów, stałej co do natury, okazjonalnej co do struktury”, potraktowano jego decyzję jako naturalną konsekwencję Soboru Watykańskiego II, wciąż jeszcze trwającego. Synody biskupów miały doradzać papieżowi przy wprowadzaniu w życie postanowień soboru. I wyrażać nowy ustrój Kościoła – nie monarchiczny, nie koncyliarystyczny, ale kolegialny, włączający do rządów biskupów, ale na zasadzie cum et sub Petro („z Piotrem i pod jego władzą”): ich głos samodzielnie nie miał nigdy rozstrzygającego znaczenia.
Stworzone w tamtym czasie regulacje prawne („Ordo Synodi Episcoporum”) przetrwały, z nieznacznymi poprawkami, do 2018 r. W oparciu o nie przeprowadzono 26 synodów: 14 zwyczajnych (zwoływanych co 3-4 lata w celu przedyskutowania tematów dotyczących całego Kościoła), 3 nadzwyczajne (poświęcone sprawom pilnym czy aktualnym wydarzeniom) i 9 specjalnych (zajmujących się problemami jednego regionu). Przepisy określały, kto bierze udział w synodzie i w jaki sposób wyłaniani są delegaci, regulowały obecność świeckich audytorów, w tym kobiet, oraz delegacji z Kościołów niekatolickich, ustalały zasady prowadzenia obrad, działania grup roboczych i głosowań.
Najwięcej synodów (14) odbyło się za Jana Pawła II. O. Timothy Radcliffe uczestniczył w trzech. „Nazwałem je sobie »eklezjologią kapeluszy«” – mówił w jednym z wywiadów. „W centrum był biały kapelusz, potem kilka kręgów czerwonych, potem wiele fioletowych, a na końcu tacy jak ja, bez nakrycia głowy. Każdego z nas poproszono o wygłoszenie ośmiominutowego przemówienia, po czym musieliśmy wyjść. Mówiąc krótko – nuda”.
Również pierwsze dwa synody papieża Franciszka, poświęcone rodzinie, w 2014 i 2015 r., zorganizowano w oparciu o tamte przepisy. Ale nimi już zaczął się emocjonować prawie cały świat.
Synod o rodzinie: czy rozwiedzeni mogą przystępować do komunii?
W lipcu 2013 r., podczas powrotu z Brazylii, papież powiedział dziennikarzom, że jednym z tematów, jakie musi poruszyć ze swymi doradcami, są związki niesakramentalne. I że kolejny synod biskupów powinien odpowiedzieć na pytanie, czy osoby rozwiedzione mogą przystępować do komunii. Na tej samej samolotowej konferencji prasowej padły też pamiętne słowa: „Jeśli ktoś jest gejem, ale szuka Boga i ma dobrą wolę, kimże ja jestem, żeby go oceniać”.
Nic dziwnego, że gdy dwa miesiące później Franciszek ogłaszał zwołanie synodu o rodzinie, wszyscy czekali na rewolucję. Najbardziej atmosferę podgrzewali przeciwnicy zmian, uznając każde, nawet najmniejsze proceduralne odstępstwo za spisek sił liberalnych, które chcą wpływać na przebieg i wynik synodalnej dyskusji. Do mediów wyciekł też protest 13 kardynałów (potem kilku sygnatariuszy zaprzeczyło swemu udziałowi) przeciwko zmianom doktryny. Przedostawały się też, mimo tajemnicy obowiązującej uczestników, informacje o kłótniach czy wręcz awanturach, do jakich miało dochodzić na sali obrad, zwłaszcza przy tworzeniu dokumentu końcowego (na czele grupy, która go redagowała, stał abp Victor Manuel Fernández, wówczas rektor Uniwersytetu Katolickiego w Buenos Aires, dziś kardynał i prefekt Dykasterii Nauki Wiary).
Po raz pierwszy upubliczniono także wyniki głosowań, które potwierdziły informacje o podziałach wśród synodalnych ojców, ale też pokazały, że nawet najbardziej kontrowersyjne propozycje – komunia rozwiedzionych i duszpasterska troska o osoby homoseksualne – znalazły poparcie dwóch trzecich biskupów.
Pierwszym owocem synodu była papieska adhortacja „Amoris laetitia”, zezwalająca – jak pamiętamy – na udzielanie komunii parom żyjącym w niesakramentalnych związkach, pod warunkiem przeprowadzenia „duszpasterskiego rozeznania” ich sytuacji. Drugim, gorzkim, którego smak Franciszek czuje do dziś, było publiczne ogłoszenie przez pięciu kardynałów „wątpliwości” (dubbia) co do ortodoksji adhortacji oraz bunt środowisk konserwatywnych, które oskarżyły papieża o herezję i podważały legalność jego wyboru.
Synody o młodzieży i Amazonii: spory o LGBT, święcenie kobiet i celibat
Kolejny synod, o młodzieży (2018 r.), był okazją do wprowadzenia przez Franciszka nowych regulacji („Episcopalis communio”), które zakładały trójetapowość synodalnego procesu (konsultacje, celebracja i realizacja). Ale największe zainteresowanie opinii publicznej wzbudził spór o akronim LGBT, który był w „Instrumentum laboris”, a zniknął z dokumentu końcowego, oraz postulaty części biskupów, by wykazać się większym zrozumieniem wobec osób nieheteronormatywnych oraz zwiększyć rolę kobiet w Kościele. Na trzecim miejscu wśród treści wzbudzających sprzeciw pojawiła się też – po raz pierwszy – synodalność, uznana za równie wielkie zagrożenie dla katolickiej tożsamości.
Rok później, w czasie synodu specjalnego o Amazonii, najgoręcej dyskutowaną kwestią był celibat, a mówiąc ściślej – udzielanie święceń żonatym mężczyznom, przygotowanym i wypróbowanym pod względem doktrynalnym i moralnym (tzw. viri probati).
Powszechnie uważano, że Franciszek skorzysta z okazji, by wprowadzić tę zmianę, i że będzie ona pierwszym krokiem do zniesienia obowiązkowego celibatu księży. Tym bardziej że mógł to zrobić ad experimentum, ograniczając jej zasięg do jednego regionu, w dodatku powołując się na poparcie większości tamtejszych biskupów. Dlaczego nie posłuchał rad synodu?
W styczniu 2020 r., na kilka tygodni przed planowaną publikacją posynodalnej adhortacji „Querida Amazonia”, kard. Robert Sarah, prefekt Kongregacji Kultu Bożego i Sakramentów, opublikował książkę na temat wartości i świętości celibatu („Z głębi naszych serc”), której współautorem zrobił Benedykta XVI (czy za jego wiedzą, czy nie – do dziś nie wiadomo). W każdym razie tekst papieża-emeryta, stanowiący ważną część publikacji, uznano za głos sprzeciwu wobec zamiarów urzędującego papieża. Był to cios bolesny, ale najwyraźniej skuteczny – w adhortacji „Querida Amazonia” nie znajdziemy śladu po szerokiej, synodalnej dyskusji na ten temat viri probati.
Papież Franciszek obawia się schizmy
Franciszek rzadko przyznaje się do błędów, ale szybko się na nich uczy. Zdał sobie sprawę, że kwestionując otwarcie nauczanie jego poprzedników w sprawie celibatu, może doprowadzić do schizmy, której groźba wisiała nad Kościołem od czasu publikacji „Amoris laetitia”. Lęk przed rozpadem Kościoła, który towarzyszył wszystkim kolejnym papieżom po soborze i buncie abp. Marcela Lefebvre’a, okazał się silniejszy od chęci zmian. Franciszek doszedł do wniosku, że nie wszystkie rozpoczęte procesy warto kończyć. Niektórym trzeba dać dojrzeć i pozwolić, by powoli zmieniały kościelną mentalność.
Najlepszym tego przykładem jest synod, którego drugi etap właśnie dobiega końca. Także po nim spodziewano się rewolucji. Zwłaszcza w pierwszych miesiącach, gdy w fazie konsultacyjnej pojawiło się wiele postulatów z zakresu etyki, antropologii czy teologii. Zwykle łączono je, niesłusznie, z niemiecką Drogą Synodalną, która najlepiej nadawała się do straszenia katolików, choć takie same propozycje zgłaszały również inne kraje. Reformatorski charakter nadchodzącego synodu jeszcze mocniej podkreśliło oddanie jednej trzeciej pełnoprawnych miejsc niebiskupom, w tym kobietom.
Wszystko jednak wskazuje, że najważniejsze i najodważniejsze postulaty, zawarte w syntezach krajowych czy kontynentalnych, nie doczekają się merytorycznej dyskusji na synodalnym forum – zostały odesłane do prac w odrębnych komisjach albo oddane decyzji Dykasterii Nauki Wiary. Podobnie było rok temu, gdy kwestie udzielania sakramentów osobom transpłciowym i dzieciom par homoseksualnych oraz błogosławienia takich par zostały rozstrzygnięte przez dykasterię niedługo po zakończeniu obrad synodu, ale bez zasięgania jego rady w tej kwestii.
I rzecz nie w tym, że synod nie spełnia oczekiwań mediów, które – jak często się słyszy, także ze strony papieża – interesują się jedynie kilkoma kontrowersyjnymi tematami. Chodzi o zlekceważenie głosu katolików z różnych stron świata, gdzie uznano te kwestie za istotne. Owszem, są to problemy tylko części Kościoła, co nie znaczy, że wierni z tej części (oraz reprezentujące ich media) nie powinni dopytywać się o los swoich postulatów.
Synod pogodził się z pomniejszeniem swojej roli
„Koncentrujemy się na treningu, nie na meczu”– mówił Paolo Ruffini, prefekt Dykasterii Komunikacji, dodając, że w synodalnym procesie nie chodzi o decyzje, tylko o inspiracje. Wygląda na to, że synod pogodził się z pomniejszeniem swojej roli – nie mówi się już nie tylko o kolegialnym rządzeniu czy nawet o doradzaniu papieżowi w kluczowych sprawach. Uczestnikom pozostało ćwiczenie się w „rozmowie w Duchu” i wzajemnym słuchaniu, czyli synodalności, która w wielu krajach od dawna działa, bez względu na synod, a w innych nie, i dużo większy wpływ na to mają przemiany społeczne niż synodalne dokumenty czy papieskie decyzje.
Codzienne relacje prefekta Ruffiniego, jedynej osoby uprawnionej do przekazywania dziennikarzom informacji o tym, co dzieje się na sali obrad, brzmią identycznie jak opisy synodów sprzed lat. Biskupi podjęli temat inkulturacji, bogactwa różnorodności w Kościele, nowych wyzwań związanych z globalizacją i cyfryzacją, formacji księży, potrzeby włączenia świeckich, w tym kobiet, w misję Kościoła, ożywienia parafii i małych wspólnot, służby najbardziej potrzebującym, w tym imigrantom – czytamy w dokumencie końcowym synodu o nowej ewangelizacji z 2012 r., ostatniego za pontyfikatu Benedykta XVI. Jednego z tych, które uchodzą za nudne.
Czy Kościół dojrzewa do zmian?
Czy zatem nic się nie zmieniło? Z opublikowanych w połowie września badań waszyngtońskiego Centrum Badawczego Pew, przeprowadzonych w USA i sześciu największych krajach Ameryki Łacińskiej, wynika, że ponad połowa katolików w każdym z tych państw (z wyjątkiem Meksyku) jest za dopuszczeniem kobiet do święceń kapłańskich (w Brazylii twierdzi tak 86 proc., w pozostałych krajach 60-70 proc., w Meksyku 47 proc.).
Liczba osób uznających kobiety za godne, by na równi z mężczyznami stanąć za ołtarzem i sprawować sakramenty, w każdym z badanych społeczeństw w ciągu ostatnich 11 lat wzrosła średnio o 12 punktów procentowych (najwięcej w Peru – o 23, najmniej w USA – o 2).
Podobny, choć nieco mniej spektakularny wzrost poparcia znalazł również postulat zniesienia celibatu księży. Zmiany świadomościowe katolików dokonały się w czasie pontyfikatu Franciszka, choć nie dzięki jego decyzjom (sympatia do papieża spadła w tym okresie w każdym z badanych krajów średnio o 10,5 pkt. proc., najbardziej w Argentynie – z 98 do 74 proc.).
Może więc mimo wszystko warto pisać o synodach? Choćby po to, by ważne kwestie teologiczne, antropologiczne i etyczne dojrzewały do zmian. Nawet jeśli nie pojawią się na sali obrad.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















