Sprawdzamy, jak się ma religia po zmianach Nowackiej. I co z nią zrobi PiS z Konfederacją

Ledwo obecny rząd zmarginalizował szkolną religię, już bliskie jest widmo nowej rewolty – czekająca na wzięcie władzy prawica chce obowiązkowej katechezy.
Czyta się kilka minut
„Tak dla religii i etyki w szkole", finał zbiórki podpisów przed Sejmem Obywatelskiej Inicjatywy Ustawodawczej. Warszawa, 26 czerwca 2025 r. // Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl
„Tak dla religii i etyki w szkole", finał zbiórki podpisów przed Sejmem Obywatelskiej Inicjatywy Ustawodawczej. Warszawa, 26 czerwca 2025 r. // Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl

W tej sprawie istnieją dwie Polski. Jedna nijak nie chce się nagiąć do nagłówków ogólnopolskich portali, które od lat diagnozują „masowy odpływ uczniów z religii”.

Katecheza w polskich szkołach

Kiedy rozmawiam przez telefon z Dariuszem Serafinem, wicedyrektorem SP1 im. św. Królowej Jadwigi w podkarpackim Jarosławiu, w pierwszej chwili jakby nie kojarzył, o jakich zmianach mowa.

– Na religię spośród około pięciuset uczniów nie chodzi troje – mówi Serafin, kiedy pytam, co się zmieniło 1 września 2025 r., gdy MEN zmniejszył liczbę godzin religii z dwóch do jednej, a także zakazał umieszczania katechezy w środku planu lekcji, co w wielu szkołach spowodowało spadki frekwencji. 

– Sam ten plan układałem, i jeśli udało się umieścić religię na początku lub końcu dnia, to umieszczałem, a jak się nie dało, to wstawiałem w środku – mówi z dziecięcą szczerością dyrektor, przyznając się w gruncie rzeczy do zlekceważenia nowego prawa (co prawda przepisy pozwalają na umieszczenie religii w środku dnia, gdy na katechezę chodzą wszyscy w klasie, ale czy tak faktycznie jest we wspomnianych klasach, dyrektor sprawdza dopiero podczas rozmowy ze mną). 

Pytam, czy nie bał się skarg do kuratorium. – My tu na Podkarpaciu nie mamy takich… – dyrektor Serafin zawiesza głos, szukając chyba słowa tyleż adekwatnego, co taktownego. – Nie mamy tu takich oporów – dodaje. A kiedy pytam o nastroje po wprowadzonych przez MEN korektach, mówi: – Jest niezadowolenie, ale poza szkołą. Sam podpisałem się pod obywatelskim projektem, zgodnie z którym religia lub etyka byłyby obowiązkowe.  

Z grubsza podobne historie usłyszę w innych podstawówkach zlokalizowanych na terenach diecezji, które od lat liderują w statystycznych rankingach frekwencji na lekcjach katechezy. Choć wykazana przez Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego średnia ogólnopolska obecność uczniów na religii wyniosła w roku szkolnym 2024-2025 (a więc jeszcze przed zmianami) 75 proc., w diecezji drohiczyńskiej, łomżyńskiej, pelplińskiej, przemyskiej, rzeszowskiej, zamojsko-lubaczowskiej i tarnowskiej wskaźniki szybują niezmiennie powyżej 90 proc.

 W sekretariacie SP nr 9 w Łomży słyszę, że na niemal tysiąc dzieci na religię nie chodzi ledwie 35, a w SP nr 1 w Pelplinie, że spośród 418 uczniów za spotkanie z księdzem lub katechetą podziękowała… trójka. 

– Taki region – mówią na ścianie wschodniej i w Pelplinie. 

„Efekt Nowackiej”: gdzie w Polsce uczniowie nie chcą chodzić na religię 

Diametralnie inną Polskę spotkać można w miastach na zachodzie i w centrum kraju. Zwłaszcza na korytarzach liceów, w których decyzja o uczęszczaniu bądź nie na religię nie jest już tak często wypadkową światopoglądu należących do generacji X lub Y rodziców, ale samych chodzących do tych placówek „Zetek”. 

Np. w renomowanym warszawskim „Staszicu”, który i tak pod względem frekwencji na religii wystaje mocno ponad stołeczną średnią, w roku szkolnym 2024-2025 na katechezę chodziło jeszcze około 60 proc. uczniów, a po 1 września 2025 r. wskaźniki po raz pierwszy spadły poniżej 50 proc. To właśnie pokłosie decyzji, by jedyna lekcja katechezy odbywała się na początku lub końcu dnia.  

W szczecińskim III LO chodzący na katechezę to od lat mniejszość – z każdym rokiem się pogłębiająca. O ile we wrześniu 2024 r. szkoła miała jeszcze czterdziestkę chętnych, rok później – a więc na samym początku obowiązywania zmiany – na religię stawiła się dwudziestka. Nie minęły cztery miesiące, a dwudziestka stopniała do dziesiątki.  

Istnienie „efektu Nowackiej” potwierdza odpowiedzialna za religię Komisja Wychowania Katolickiego episkopatu. „Według relacji dyrektorów wydziałów katechetycznych organizowanie lekcji religii na początku lub na końcu zajęć szkolnych oraz na tzw. godzinie zerowej w znacznym stopniu wpłynęło na frekwencję. Jest to zauważalne szczególnie u uczniów klas starszych szkół podstawowych oraz młodzieży szkół ponadpodstawowych” – pisze w odpowiedzi na pytania „TP” konsultor komisji, ks. dr Marek Korgul.

Jak te pustoszejące klasy wpłyną na ogólnopolskie dane, trudno powiedzieć – ISKK ogłasza nowy raport dopiero pod koniec roku. O ile jednak w ostatnich latach spadki były tyleż regularne, co powolne (przez ostatnie 5 lat po 2-3 punkty procentowe rocznie, w sumie z 87,6 proc. do 75,6 proc. uczniów), w tym roku szkolnym pikowanie może się okazać dla Kościoła bardziej bolesne – spadek poniżej 70 proc. wydaje się nieunikniony. 

Ilu katechetów straciło etaty 

Nowe porządki spowodowały frustrację katechetów: wedle danych przekazanych „Tygodnikowi” przez Komisję Wychowania na nowych porządkach w ten czy inny sposób ucierpiało nieco ponad 2 tys. nauczycieli. 

„Wśród nich są ci, którzy utracili pracę, skorzystali z możliwości uzyskania świadczeń kompensacyjnych, odeszli na emeryturę mimo sił, gotowości i chęci dalszej pracy, a oddali godziny młodszym, przestali uczyć religii, a uczą innego przedmiotu, a także ci, którzy dzięki życzliwości dyrekcji uzupełniają etat poprzez otrzymanie innych godzin. Należy dodać, że wielu księży oddało swoje godziny katechetom świeckim” – precyzuje ks. dr Korgul. 

Nierzadki był też model odwrotny, zastosowany np. w SP nr 1 w Jarosławiu – tu katecheta oddał miejsce duchownemu (utrzymanie wielu księży, zwłaszcza z biedniejszych parafii, bazuje na pracy w szkole). – Świecki katecheta się doszkolił i został tzw. nauczycielem wspierającym, dzięki czemu duchowny mógł otrzymać 16 godzin – relacjonuje dyrektor szkoły w Jarosławiu.

– To był projekt na wykończenie religii – wzdycha na początku rozmowy Dariusz Kwiecień z głośnego ostatnio medialnie Stowarzyszenia Katechetów Świeckich. – Ja jeszcze jakoś przędę, bo choć straciłem godziny w jednej placówce, mam drugą. Ale ze względu na przepis o umieszczaniu katechezy na początku i na końcu dnia pracuję rano i późnym popołudniem. Jedna z koleżanek mówi, że jest u kresu sił. Mieszka poza Warszawą, ma pojedyncze godziny. Wczesny ranek start, późne popołudnie koniec, potem półtorej godziny na dojazd do domu, by o świcie znowu wstawać. Mówi ze łzami, że dziecko jej nie widuje, mimo że idzie w tym roku do Komunii. I dodaje, że chyba tę pracę rzuci.

– Wcześniej cierpiały dzieci niechodzące na religię, bo miały w środku dnia okienko – zauważam w rozmowie z Kwietniem. 

– A teraz cierpią te chodzące. I katecheci, których się w Polsce dyskryminuje. Jesteś nauczycielem religii? Nie masz etatu – odpowiada rzecznik stowarzyszenia.  

– Katecheci dostali od MEN możliwość darmowych studiów, mogą się przekwalifikować. 

– Nie wiem, czy ktoś skorzystał z możliwości uczenia edukacji zdrowotnej, jeśli tak, to raczej po cichu – odpowiada Kwiecień. – Ja poszedłem na bibliotekoznawstwo, które opłaciłem sobie sam. Działania MEN były w stylu: „Zostańcie sobie w szkole, ale religia won!”.

Zadowolone z bilansu zmian nie są też do końca środowiska lewicowe – tu liczono na twarde wyprowadzenie religii ze szkół, co nie nastąpiło (i raczej nastąpić nie mogło, choćby ze względu na konkordat). 

– To są zmiany w dobrym kierunku – ocenia Dorota Wójcik, prezeska zarządu Fundacji Wolność od Religii, która monitorowała przestrzeganie nowego prawa. W początkowych tygodniach jego obowiązywania do fundacji trafiały zgłoszenia, że niektórzy dyrektorzy nadal umieszczają religię w środku dnia. Ale po interwencjach korygowali plany lekcji.   

Gdy jednak pytam Dorotę Wójcik, czy polska szkoła po zmianach dokonanych przez MEN stała się z jej punktu widzenia przestrzenią wyznaniowo neutralną, odpowiada przecząco. 

– To przestrzenie zawłaszczone przez katolicyzm, tu niewiele się zmienia – mówi. – Chodzi nie tylko o krzyże, ale też rekolekcje na terenie szkół, msze z okazji dni papieskich albo końca lub początku roku szkolnego. Inny przykład: katecheta organizuje konkurs na Dzień Aniołka i niby rozdaje się cukierki wszystkim, ale najpierw trzeba się za tego aniołka przebrać. Do tego wciąż zdarzają się przypadki zaczepiania dzieci niechodzących na religię przez katechetów – są przepytywane, namawiane na uczestnictwo. Przestrzeń szkolna jest dla nas i naszych dzieci nadal nieprzyjazna i niebezpieczna.  

Czy religia w szkole znów będzie obowiązkowa

Ale z punktu widzenia przeciwników szkolnej katechezy może być jeszcze gorzej: przyklejonej już do bloków startowych w gonitwie po władzę prawicy marzy się religia… obligatoryjna (wymiennie z etyką). Taki wariant forsował za rządów PiS minister Przemysław Czarnek, ale się nie udało.

Może się udać już za kilkanaście miesięcy (wybory parlamentarne odbędą się najpewniej na jesieni 2027), w Sejmie zresztą już jest obywatelski projekt ustawy, który przewiduje obligatoryjną katechezę lub etykę. Zyskał życie nie tylko dzięki głosom prawicy, ale też PSL-u i niektórych posłów Polski 2050, którzy tłumaczyli, że poparli dalsze nad nim prace z szacunku dla pół miliona obywateli. 

Jeśli ten lub podobny projekt wejdzie w życie, np. za sprawą rządu PiS–Konfederacja, spowoduje niechybnie kolejną polską wojnę kulturową z katechezą w tle, przy której awantura o nieobowiązkową edukację zdrowotną będzie się jawić jako rzeczowy spór. 

W tej wojence będzie jak zwykle chodzić o wszystko, tylko nie o jakość edukacji. Nie wiadomo nawet, w jakim modelu ta nowa religia miałaby się odbywać – czy jak dotąd konfesyjnym, który nijak nie nadaje się na obowiązkowy szkolny przedmiot, czy może bardziej religioznawczym, którego elementy widoczne są w zaprezentowanej niedawno przez biskupów nowej podstawie programowej? 

A jeśli to drugie, czy Kościół dysponuje wielotysięczną armią profesjonalistów gotowych ten nieznany dotąd styl nauczania unieść? Bo że nie ma takiej armii wykonawców do nauczania etyki, to wiadomo od dawna. 

Kto by się jednak takimi szczegółami przejmował, skoro do rozegrania będzie kolejna ważna bitwa w jeszcze ważniejszej kulturowej wojnie. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 08/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Rozkład zajęć