Edukacja zdrowotna poniosła klęskę. MEN zapowiada analizę, której wynik jest oczywisty

Poglądami Polaków nie da się wyjaśnić klapy nowego przedmiotu: od EZ zdystansował się nie co trzeci rodzic, co pokrywałoby się z grubsza z polityczną mapą Polski – tylko mniej więcej co trzeci dał edukacji zdrowotnej szansę.
Czyta się kilka minut
Protest przeciwko edukacji zdrowotnej. Gdańsk, 21 września 2025 r. // Fot. Piotr Matusewicz / East News
Protest przeciwko edukacji zdrowotnej. Gdańsk, 21 września 2025 r. // Fot. Piotr Matusewicz / East News

W powoływaniu do życia edukacji zdrowotnej nic nie idzie tak, jak zaplanowało sobie MEN. Najpierw współkoalicjanci KO udaremnili koncepcję obowiązkowego przedmiotu, później prawicy i Kościołowi udało się zdominować debatę wokół EZ. Teraz do skutku nie doszło nawet zapowiadane na 10 października ogłoszenie danych o frekwencji na nowej lekcji. 

Wiceministra Katarzyna Lubnauer mówiła w piątek w Polskim Radio 24, że przyczyną opóźnień jest brak kompletu danych ze szkół. Ale nawet statystyki szczątkowe dotyczące dużych miast, a więc miejsc, po których można się było spodziewać wyższej frekwencji, pozwalają na wniosek, że przedmiot w obecnej koncepcji poniósł klęskę. 

Frekwencja na lekcjach EZ

O ile w podstawówkach obecność na EZ przekracza zwykle 40 proc. (Warszawa i Gdańsk 43 proc., Wrocław 44, Łódź ponad 50 proc.), w liceach i technikach na nowy przedmiot chodzi zwykle kilka do kilkunastu procent uczniów.

Jedną z przyczyn tej porażki jest zapewne przegrana przez MEN batalia propagandowa wokół nowego przedmiotu. O ile histeryczne głosy prawicy i Kościoła, przypisujące twórcom EZ najbardziej diaboliczne intencje, były słyszane wyraźnie, kampania informacyjna MEN niemal nie zaistniała.

Ale przekonaniami Polaków nie da się wyjaśnić wszystkiego: od nowego przedmiotu zdystansował się nie co trzeci rodzic, co pokrywałoby się z grubsza z polityczną mapą Polski – tylko mniej więcej co trzeci dał edukacji zdrowotnej szansę.

Nie tylko światopogląd podcina skrzydła EZ

Katarzyna Lubnauer zapowiada „głębszą analizę” danych, ale już dzisiaj widać pewną prawidłowość: im starsi uczniowie, tym większy dystans wobec edukacji zdrowotnej. Najgorzej jest w szkołach ponadpodstawowych, zaś w obrębie tej kategorii najtragiczniej wyglądają dane z techników.

Z wielu miast (np. Poznań i Wrocław) dochodzi też inny komunikat: na EZ w miarę chętnie wybierają się dzieci z klas 4-6 podstawówek, znacznie oporniej zaś te z siódmych i ósmych. Wniosek? Nowy przedmiot wszędzie tam, gdzie uczniowie gonią resztkami sił (w technikach szkolny tydzień to często 40 godzin samych lekcji; w liceach i klasach 7-8 podstawówek nie jest wiele lepiej), jawi się jako przeszkoda – ze względu na nieobowiązkowość łatwa do usunięcia.

I właśnie ugięcie się przed szantażem opozycji i zgoda na fakultatywność nowego przedmiotu jawi się dziś jako główny błąd rządzących. Błąd – zgodnie z nomenklaturą przyjętą na maturach – kardynalny. Obniżający ocenę i trudny do naprawienia.  

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 42/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Błąd kardynalny