Czy ktoś przeprosi anglistkę, która miała rzekomo sprofanować krzyż?

Komisja dyscyplinarna przy wojewodzie pomorskim uchyliła decyzję dyrektorki szkoły o zawieszeniu nauczycielki z kaszubskiego Kielna.
Czyta się kilka minut
Protest w obronie krzyża przed Szkołą Podstawową w Kielnie. 8 stycznia 2026 r. // Fot. Karol Makurat / Reporter
Protest w obronie krzyża przed Szkołą Podstawową w Kielnie. 8 stycznia 2026 r. // Fot. Karol Makurat / Reporter

Profanacja krzyża” – taki nagłówek nadal widnieje przy depeszach dotyczących mającego mieć miejsce w grudniu aktu „obrazy uczuć religijnych”, którego dokonała anglistka z Kielna. Miała ona wyrzucić do kosza religijny symbol

Medialna burza wokół „profanacji krzyża”

„Nie był to pierwszy raz, gdy (…) wyrażała swój sprzeciw wobec krzyża” – takie z kolei zdanie, wypowiedziane przez przejętego reportera prawicowej stacji TV stojącego przed szkołą, padło potem z ust wielu innych dziennikarzy.

Podobnie jak z ust walczących „w obronie krzyża” prawicowych polityków, a także punktujących „niedopuszczalne zachowanie” kościelnych hierarchów. 

Brak podstaw do zawieszenia nauczycielki

Tymczasem półtora miesiąca po incydencie, a trzy tygodnie po tym, jak dyrektorka zawiesiła swoją anglistkę, komisja dyscyplinarna przy wojewodzie pomorskim jej decyzję uchyliła, wskazując m.in. na ogólnikowe uzasadnienie zawieszenia, a także brak precyzyjnego wskazania, „na czym miało polegać znieważenie przedmiotu czci religijnej”. 

Wedle anglistki nie zdjęła ona ze ściany krzyża, a usunęła powieszony przez uczniów nad klatką chomika plastikowy halloweenowy gadżet. I choć (wciąż nieprawomocna) decyzja komisji nadal nie rozstrzyga, co się wydarzyło, powinna dać do myślenia srogim sędziom nauczycielki – czy to stojącym przed kamerami, czy na ambonie, czy też na sejmowej mównicy. 

Kto chroni nauczycieli, gdy rusza publiczny lincz?

Sprawa ta powinna stać się przyczynkiem do namysłu nad pozycją nauczyciela i dyrektora w polskim systemie edukacji. W kraju, w którym oświata jest tak mocno scentralizowana, a życie szkół regulują dekrety kolejnych ministrów od oświaty, dyrektorzy nie są przyzwyczajeni do korzystania ze swojej autonomii – trudno się więc dziwić, że wielu z nich podejmuje decyzje dyktowane moralną paniką.

Ponadto, jak zauważa ekspertka edukacyjna Iga Kazimierczyk, polska szkoła nie daje niemal żadnego prawnego wsparcia dyrektorowi placówki. 

– W normalnych warunkach po kwadransie od wybuchu takiej afery miałby on przy sobie radcę prawnego, który poradzi, jak reagować – mówi Kazimierczyk. – W polskich realiach dyrektor zostaje sam. W efekcie niemal nigdy nie zwolni słabego nauczyciela, nie mając na jego miejsce nikogo innego, za to szybko zawiesi pracownika pod presją mediów. 

Incydent z Kielna, który zamienił się nieledwie w krucjatę, powinien być lekcją. By nie spieszyć się z wyrokami i także wobec nauczycieli stosować zasadę domniemania niewinności. Zwłaszcza że w polskich warunkach nie bardzo ma ich kto chronić. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 06/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Dziwna krucjata