Spowity całunem

Gdzie jest Chrystus? Jeszcze ciągle, często, bardzo często ludzie zadają sobie najważniejsze z pytań, najważniejsze nawet wtedy, gdy dochodzą do wniosku, że nigdzie albo po prostu „gdzieś indziej”.
Czyta się kilka minut

Krzyża w centrum chrześcijaństwa też przecież bardzo długo nie było, żeby nie płoszył pierwszych pokoleń owieczek etykietą loosera, mało – przyznajmy – twarzową. Ludzie lubią zwycięzców, w przeciwieństwie do prawdy. Prawda lubi się zwycięzcom wymykać, zwłaszcza tym seryjnym.

Znam aktora szczycącego się faktem, że tak sobie wytresował synka, żeby malec na widok krucyfiksu pytał: „A co to jest? Tatusiu, kim jest ten pan?”. Pytanie skądinąd ciekawe, ale liczy się intencja. Znam widzów (swojskich, polskich) chwalących się, że nie znają „Ojcze nasz”, bo przecież pierwszy wyraz patriarchalny, a drugi opresyjny, więc po co wiedzieć, co dalej, skoro pijemy latte na sojowym, c’mon, hello? Egzulanci z rzeczywistości nie znają i nie chcą wysłuchać, tolerancja im nie pozwala, skoro czują się u siebie na spłachetku Warszawy, a wokół czarna burza, nie ma wolności dla wrogów wolności, bo wiadomo, dokąd zmierza Polska.

Zaiste, trochę niestety wiadomo. Polska wyciera sobie gębę Chrystusem, przybija Chrystusa, masowo ciuła głosy na Chrystusa, zbiera hajs na Chrystusa, w jego imię samozwańczo chamsko suwereni, broni Chrystusa przed Europą, zasłania Chrystusowi oczki, wskakując pod kołderkę z piętnastolatką/piętnastolatkiem. Straszliwe nadużycie Chrystusa á la discopolonaise, wszyscyśmy jego świadkami. I świadkiniami też.

A zatem Chrystus umarł z tego wszystkiego, w męczarniach. Nie dziwota przeto, ludkowie, że miał dość, kto by nie miał. Skamieniał ze zgrozy, bo przecież wszystko widział, zamknął powieki, przykrył się przezroczyście. I leży. Nie w Licheniu, niestety.

W Neapolu. W kaplicy Sansevero. Straszliwy czarodziejski mason go sprokurował, kazał wykuć nieziemsko. I rzeczywiście, nie z tego świata postać się jawi nieprawdopodobnie. Cristo velato. Leży. Spowity. Całunem. Na coś czeka. Na coś w nas. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 7/2020