Żeby było miło. Felieton Jana Klaty

Czyta się kilka minut
 /
/

Kiedy idziemy do restauracji i olewa nas kelner – nie przejmujemy się, przecież ważny jest proces, a nie efekt. Kiedy wreszcie kelner się objawia i posiłek jest obrzydliwy – nie denerwujemy się, przecież chodzi o to, żeby kucharzowi było miło i bezstresowo podczas gotowania. Rezultat jest mniej istotny. Kiedy jedziemy pociągiem – przypuśćmy: PKP – i na starcie jest 70 minut spóźnienia, które następnie się zwiększa – żyjmy chwilą, celebrujmy fakt, że chwila spędzana na torach się wydłużyła, trwa, i jest piękna. Na kolei idzie o to, żeby kolejarzom było miło jako kolektywowi. Kiedy idziemy na mecz i drużyna, której kibicujemy, zbiera manto – nie przejmujemy się rezultatem, o ile na treningach zawodnikom było miło. Kiedy dentysta boruje nam niewłaściwy ząb – cieszymy się, że jest mu miło i bezstresowo. Żałujemy tylko, że nie zaprosił kolegów i koleżanek, żeby borowali kolektywnie i wspólnie czerpali z tego przyjemność. Pal sześć efekt. Liczy się proces, reszta jest drugorzędna.

Wymaganie czegokolwiek od kogokolwiek pachnie przemocą i należy z tym skończyć. Zadawać sobie trud? Po co? Dlatego do maratonu trenujemy tak, żeby się nie zmęczyć. Kiedy taksówkarz specjalnie wiezie nas dookoła miasta – rozkoszujemy się procesem jazdy, cel nie zaprząta nam głowy, gdyż jest dalece mniej istotny od podróży, nie o to chodzi, żebyśmy dojechali najkrótszą trasą, tylko o to, żeby kierowca był zadowolony z pracy. Na ­kursie ­spadochronowym nie przejmujemy się niczym oprócz dobrego samopoczucia instruktorów, nieważne, czy spadochron dobrze złożony. Uśmiech pilota – bezcenny, nawet jeśli bez licencji. Kiedy idziemy do Anina na operację serca, nie zaprzątamy sobie głowy rezultatem, ważne, żeby chirurg miał fun. Kiedy mamy pochować matkę, musimy przede wszystkim zadbać, żeby grabarze dobrze się bawili.

Kiedy idziemy do teatru...

P.S.

I tak, zgodnie z tytułem, zupełnie nieprzewrotnie a bezpowrotnie przeminął mój ostatni felieton na szacownych łamach. Nastała jesień – czas nowych życiowych ramówek. A zatem, w otchłannych głębinach starannie pielęgnowanej osobności, z dala od nurtu licytacji na życiowe krzywdy, pozwolę sobie pogrążyć się w celebrowaniu wdzięczności wobec Redakcji za to, że zostałem 15 lat temu zaproszony na Szacowne Łamy. Czytelnikom jestem wdzięczny za oddźwięk i się żegnam. Lepiej spłonąć, niż zgasnąć. Trzymajcie się ciepło. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 40/2022