Sondaż CBOS: nie jesteśmy skorzy do obrony przed Rosją

Najczęściej deklaracje o chęci obrony ojczyzny składają technicy i średni personel, robotnicy wykwalifikowani, robotnicy oraz ludzie pracujący na własny rachunek. Bogactwo i wykształcenie raczej wróżą ucieczkę.

15.05.2024

Czyta się kilka minut

Akcja promocyjna zachęcająca do wstępowania w szeregi armii. Warszawa, 8 grudnia 2022 r. // Fot. Zbyszek Kaczmarek / Reporter
Akcja promocyjna zachęcająca do wstępowania w szeregi armii. Warszawa, 8 grudnia 2022 r. // Fot. Zbyszek Kaczmarek / Reporter

CBOS zapytał dorosłych Polaków, co by zrobili w przypadku zbrojnego ataku Rosji na Polskę. Przyznam szczerze, że jestem zszokowany wynikami tego sondażu i odpowiedziami Polek i Polaków, które padły po ponad dwóch latach brutalnej agresji na Ukrainę, na dodatek przy rosnącym przekonaniu, że Rosja nie jest normalnym państwem, ale dyktaturą uzbrojoną po zęby i rządzoną w sposób bardziej scentralizowany niż w czasach Związku Sowieckiego, kiedy I sekretarz partii musiał się liczyć z biurem politycznym, o czym przekonał się najmocniej obalony w 1964 r. Nikita Chruszczow. 

Nasze społeczeństwo, mające o sobie wysokie mniemanie, rzekomo uwielbiające symbole i pielęgnujące pamięć o swoich bohaterach, którzy ginęli na wojnach i w powstaniach, tak naprawdę – mimo potężnego zagrożenia ze strony Rosji, zbierającej niesamowite doświadczenie na obecnych frontach w Ukrainie – najchętniej uciekłoby z kraju za granicę (16 proc. z nas), próbowałoby znaleźć bezpieczne miejsce w Polsce (4 proc.), ewentualnie starałoby się żyć tak jak dotychczas (26 proc.) lub w ogóle nie wie, co by zrobiło (10 proc.). Podsumowując, 56 proc. z nas albo chciałoby uciec jak najdalej od walk (20 proc.), albo nie bardzo rozumie, czym jest wojna (36 proc.), co wydaje mi się jeszcze bardziej przerażające, biorąc pod uwagę, jak wiele na ten temat mówimy od 24 lutego 2022 r.

Bezpośrednio bronić kraju jest gotowych ledwie 14 proc. dorosłych Polaków i Polek, natomiast we wsparcie polskiego wojska (np. poprzez akcje pomocowe) chciałoby się zaangażować 30 proc. z nas – w sumie to tylko 44 proc. Żeby było ciekawiej, do obrony ojczyzny dwukrotnie częściej skorzy są mieszkańcy małych miejscowości niż wielkich miast, taka sama dysproporcja jest między ludźmi dysponującymi zasadniczym wykształceniem oraz magistrami. Mniejsze różnice są między ludźmi deklarującymi poglądy prawicowe i lewicowe, ale generalnie wygląda na to, że ludziom bogatszym i lepiej wykształconym łatwiej do głowy przychodzi ucieczka, choćby oznaczało to, że część zgromadzonego majątku trzeba byłoby zostawić na pastwę losu. Najczęściej deklaracje o chęci obrony ojczyzny (jak za CBOS podaje PAP) składali technicy i średni personel (36 proc.), robotnicy wykwalifikowani (30 proc.), robotnicy niewykwalifikowani (25 proc.) oraz ludzie pracujący na własny rachunek (25 proc.).

Nie będę wchodził w rozważania, na ile nasza indywidualistyczna kultura niszczy tkankę społeczną i produkuje egoistów martwiących się tylko o własny los, ale fakty są nieubłagane. Większość z nas wolałaby zostawić swój dom, niż go bronić. A dzieje się to wszystko w sytuacji, w której jednocześnie 59 proc. z nas (to również badał CBOS) uważa, iż atak Rosji na państwa NATO jest możliwy w ciągu 3 do 8 lat.

Nie jestem człowiekiem, który uważa, że ludzi należy zmuszać do bohaterstwa. Sam widziałem jako dziennikarz niejeden konflikt i rewolucję, ale nigdy nie trafiłem z bronią do okopu, więc nie będę pozował na twardziela. Jedno wiem na pewno. Nie potrafię pojąć ludzi, którzy gotowi byliby tak po prostu zostawić wszystko, co ich ukształtowało, zupełnie bez walki. Poddać się i oddać Putinowi oraz jego żołdakom własną ziemię, własne majątki, pamiątki kultury. Tatry, Kraków, odbudowaną Warszawę, plaże bałtyckie, jeziora mazurskie, całe to terytorium naznaczone językiem i poświęceniem przodków, którzy oddali życie, byśmy dziś mogli przeżywać złoty okres w historii Polski, która nie zaznała od 79 lat wojny, od 35 lat nie tkwi pod jarzmem komunizmu i Moskwy, a od 20 lat rozwija się dynamicznie w Unii Europejskiej (większy skok cywilizacyjny w UE zaliczyła tylko Irlandia, z czego często nie zdajemy sobie sprawy), nawet pod rządami ogarniętego najróżniejszymi antyeuropejskimi fobiami Prawa i Sprawiedliwości.

Oczywiście faktem również pozostaje, że to za czasów PiS zaczęto poważnie myśleć o wzmocnieniu i unowocześnieniu polskiej armii, tak by Putin zdawał sobie sprawę, iż zapłaci słoną cenę, jeśli przyjdzie mu do głowy szturm na nasz kraj. Zakupy cennego sprzętu stale trwają (gorzej ze szkoleniami kadry), a były szef MON Mariusz Błaszczak twierdził jesienią, że w naszej armii służy już 187 tys. żołnierzy. To oczywiście propaganda, realnie jest ich trochę ponad 150 tys., i to razem z 35 tys. ludzi służących w Wojskach Obrony Terytorialnej. Żeby było jeszcze ciekawiej, żołnierzy gotowych do walki na linii ognia jest u nas niecałe 50 tys. (więcej ukraińskiego wojska walczyło o sam Bachmut). Reszta to zaplecze, logistyka, zaopatrzenie, administracja etc.

Mamy naprzeciwko siebie chore imperium, które nie potrafi oprzeć swej polityki międzynarodowej na racjonalnych zasadach, tylko wciąż próbuje się rozpychać, na dodatek tworząc wrażenie, że samo jest atakowane i musi odzyskać „niesprawiedliwie” utracone terytoria na Ukrainie. To dość absurdalne, biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z największym krajem na ziemi, zamieszkiwanym przez 144 mln ludzi, podczas gdy w malutkim Bangladeszu jest ich 171 mln. Paradoksem tej sytuacji jest to, że dajemy się – wraz z całym zachodnim światem – szantażować krajowi o PKB na poziomie Włoch. I to w tej historii jest najgorsze.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
89,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Jako reporter rozpoczynał pracę w dzienniku toruńskim „Nowości”, pracował następnie w „Czasie Krakowskim”, „Super Expressie”, czasopiśmie „Newsweek Polska”, telewizji TVN. W lutym 2012 r. został redaktorem naczelnym „Dziennika Polskiego”. Odszedł z pracy w… więcej