Smak kartofla

Z Duchem Świętym same kłopoty, nijak nie można Go sobie wyobrazić. Stąd miotamy się między różnymi obrazami.
Czyta się kilka minut

Mamy z jednej strony konkret: niby gołębicę, języki jakby ognia, szum z nieba, uderzenie wiatru, a z drugiej strony bywa, że Ducha Świętego redukujemy do jakiejś niewidzialnej energii, tajemniczego działania Boga. Nic dziwnego, że ten i ów zgłasza zastrzeżenie, iż takie traktowanie człowieka przez Boga narusza podstawę ludzkiej godności – jego wolność.

Bywa również i tak, że Bożego Ducha traktuje się instrumentalnie. Znamy przecież takich, którzy przypisują sobie prawo do „uzdrawiania Duchem Świętym” i do egzorcyzmowania Jego mocą w ten sposób, jakby od tegoż Ducha otrzymali licencję. Groźne to zjawisko, gdyż taki ktoś, kto uwierzy, że posiadł Bożą wszechmoc we władanie, zaczyna traktować modlitwę jako sposób na zdobycie władzy. Na nasze szczęście, jedno jest pewne – Duch Święty wymyka się wszelkim wyobrażeniom, spekulacjom teologicznym, modlitwom, liturgiom. Źle to czy dobrze?

Odpowiedź jest prosta – inaczej być nie może, jeśli mamy mieć do czynienia z prawdziwym Bogiem i prawdziwymi ludźmi, oraz prawdziwym światem. Jedyne, co możemy powiedzieć pewnego, jak na nasze ludzkie możliwości, to aż tyle, że Duch Święty jest kimś, a nie czymś. To już bardzo dużo. Takie postawienie sprawy ucieszy szczególnie tych, którzy odważnie, albo bardzo nieśmiało, zastanawiają się nad sobą i światem, i pytają: skąd, po co, na co to wszystko? Chrześcijanin odpowie: spokojnie, rzeczywistość, w której żyjemy, nie wisi w próżni; nawet jeśli rodzi się z nicości, to tam nie wraca. U podstaw wszystkiego, co istnieje, jest Ktoś, do którego wcale nie tak trudno dotrzeć. Wystarczy spróbować opowiedzieć o doli i niedoli, wielkości i nędzy, pięknie i brzydocie człowieka, by już po paru zdaniach zorientować się, że nie tylko o człowieku opowiadamy.

Prosta rzecz, spróbujmy w jakikolwiek sposób opisać rzecz najprostszą, powiedzmy: smak i zapach kartofla. Nie da się, trzeba go posmakować. I tyle, aż tyle. Nasze ważenie i mierzenie, rozciąganie i zgniatanie, stawianie hipotez i udowadnianie, nasze twierdzenia i przeczenia, paradygmaty i dogmaty, owszem, odsłaniają prawdę o rzeczywistości, ale zawsze tylko po części. Skoro więc nawet to, co jawi się nam jako możliwe do ogarnięcia umysłem i sercem, wcale takim nie jest – to znak, że świat jest osadzony na tajemnicy, czyli na czymś, co wciąż jest do odkrycia. Stąd wniosek, że jeśli chce się być czcicielem Ducha Świętego, nie ma innego wyjścia, jak polubić takie powiedzenia: wiem, że nic nie wiem; rozumiem, że nie rozumiem; widzę, że nie widzę; czuję, że nie czuję, i tak dalej... Postmodernizm? Niekoniecznie. A może pokora? Czyli wiara, świadomość, że Duch Boży jest jak wiatr, ogień i woda jednocześnie. Burzy, co należy zburzyć, i buduje, ożywia, co ma zaistnieć i żyć.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 20/2013