Seul ustępuje talibom

Ci, którzy choć raz znaleźli się w takiej sytuacji, często wyznawali we wspomnieniach (spisywanych na emeryturze; aktywny polityk nie zwykł przyznawać się, że nie śpi po nocach), iż były to najtrudniejsze momenty w ich życiu. Że, bywało, obciążenie, jakiego wówczas doświadczyli, towarzyszyło im latami jako trauma. Bo jest to sytuacja, gdy nie ma dobrego wyboru, a decyzja, każda decyzja, skutkuje jakimś złem. Mowa o sytuacji, gdy polityk musi wybrać: ustąpić porywaczom czy trwać przy zasadzie, że z terrorystami się nie negocjuje - co może oznaczać czyjąś śmierć. To wybór między życiem konkretnych zakładników a racją stanu. Z tym wszelako, że pojęcie "racji stanu" nie jest tu abstrakcyjne: ustępstwo, czyli zaproszenie do kolejnych porwań jako metody skutecznej, stwarza w przyszłości zagrożenie dla życia innych ludzi, w tym momencie jeszcze nieznanych.
Czyta się kilka minut

Rząd Korei Południowej wybrał pierwszą opcję: ustąpił talibom i w zamian za życie kilkunastu koreańskich zakładników zgodził się wycofać z Afganistanu do końca roku swój kontyngent wojskowy (dwustu ludzi, głównie lekarzy i inżynierów). Politycy południowokoreańscy postąpili przy tym bardzo "po azjatycku", byle nie utracić twarzy: argumentują, że decyzję o wycofaniu kontyngentu Seul i tak podjął już wcześniej. Kiepskie tłumaczenie, skoro talibowie i tak osiągnęli realny sukces - propagandowy i polityczny, bo stawiający w trudnym położeniu rządy państw, których obywatele staną się w przyszłości zakładnikami albo już nimi są - to np. przypadek Niemiec, które odmawiają wycofania swych 3 tys. żołnierzy w zamian za życie pojmanego inżyniera.

Innym rządom decyzja Seulu może wydać się tym bardziej oburzająca, że 23 Koreańczyków znalazło się w pułapce (co dla dwóch skończyło się śmiercią) poniekąd na własne życzenie: ci protestanccy misjonarze, "boży szaleńcy", ruszyli do Afganistanu nie po to, by budować np. studnie, lecz by nawracać muzułmanów. Ich misja byłaby ryzykowna nawet wtedy, gdyby nie było talibów. Ktoś mógłby rzec, że skoro beztrosko nie zachowali elementarnych środków ostrożności, powinni ponieść ryzyko swej misji do końca, jak XVII-wieczni apostołowie Azji... Dziś są wolni. Ale precedens został stworzony - i faktyczna wysokość rachunku za ich uwolnienie będzie znana dopiero, gdy (jeśli) dojdzie do kolejnych porwań.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 36/2007