Rola wiecznego marudy

Czyta się kilka minut

O tym, że Zjednoczona Prawica przestała być zjednoczona, piszemy w różnych wariantach od ponad roku. Normalne w każdej dużej formacji, w istocie niegroźne frakcyjne gry o jak największy udział w podziale łupów, szukanie optymalnej pozycji na przyszłość po hipotetycznej abdykacji Jarosława Kaczyńskiego czy czysto personalne rywalizacje – przeszły w etap „końca ZP” wraz z wyborami kopertowymi, kiedy po raz pierwszy Jarosław Gowin pokazał przynajmniej cień samodzielności, a z jego działań (bo nie słów) wynikało, iż wyobraża sobie swoją przyszłość także w układach bez PiS-u. Wczesną jesienią i pod koniec roku zjednoczenie rozbijała raczej Solidarna Polska, domagając się np. wetowania unijnych umów budżetowych. W tym roku tę rolę częściej pełni znów Porozumienie, rozbijane na zlecenie Nowogrodzkiej przez Adama Bielana.

Szantażując Kaczyńskiego swoimi legendarnymi „szablami” – czyli odebraniem sejmowej większości – Gowin testuje granice własnej sprawczości, zaznaczając swoją odrębność jako tzw. cywilizowana prawica. Czasem działa jak hamulcowy przy co bardziej szkodliwych dla demokracji pomysłach władzy, takich jak podatek od reklam, a ostatnio tzw. lex TVN, czasem próbuje na wyrost grać rolę ostatniego rzecznika ludzi zamożnych (przedstawianych niezmiennie jako „ciężko pracujący przedsiębiorcy”) i domaga się rewizji słusznych i potrzebnych zmian podatkowych przewidzianych w Polskim Ładzie.

Warunki dalszego udziału w koalicji sformułowane przez gowinowców w niedzielę dotyczą właśnie tych dwóch kwestii naraz, obecnie priorytetowych dla PiS. Czy to więc już ten prawdziwy koniec ZP? Gowin od roku gra asertywnie i ryzykownie, powyżej swej realnej wagi. Ale nigdy tak, by wywołać sytuację, w której Kaczyński uzna, że bardziej opłaca się rozpisać nowe wybory – bo do tych wicepremier nie jest przygotowany. Rola wiecznego marudy w trwającym niezmiennie mariażu ­bardziej mu się opłacała. Słowa i gesty czasem jednak wymykają się spod kontroli i może się okazać, że za którymś razem Gowin niechcący wywróci stolik. I to pod pretekstem mniej istotnym niż np. reforma podatków. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 33/2021