Retrospektywa filmów Alaina Tannera

Filmy Tannera opowiadają o wyzbywaniu się tożsamości, związków i przedmiotów na znak protestu przeciw utowarowieniu relacji.
Czyta się kilka minut
Kadr z filmu "Powrót z Afryki", reż. Alain Tanner, 1972 r. // Materiały prasowe festiwalu Nowe Horyzonty
Kadr z filmu "Powrót z Afryki", reż. Alain Tanner, 1972 r. // Materiały prasowe festiwalu Nowe Horyzonty

Nic tak łatwo nie starzeje się w kinie, jak „nowe fale”. Bywa jednak, że odkrywany czy odpomniany twórca ongiś nowofalowy zaczyna rezonować w zupełnie innej czasoprzestrzeni. To właśnie przypadek Alaina Tannera. Ponad pół wieku temu szwajcarski scenarzysta i reżyser pokazywał to, co nad Wisłą, również w kinie, dopiero poszukuje swojego języka: „społeczeństwo zmęczenia” i próby dezercji z niego. Tyleż desperackie, co naiwne i do końca niemożliwe. Za chwilę mało znany u nas twórca będzie miał swój przegląd na festiwalu Nowe Horyzonty.  

Wiadomo, że życie zawsze jest gdzie indziej. Toteż u Tannera uciekają wszyscy – syci przedsiębiorcy, idealistyczni studenci, zbuntowane dziewczyny, mężczyźni ustabilizowani domowo i zawodowo… Ktoś powie: ot, fanaberie pierwszego świata, co w przypadku Szwajcarii, krainy mlekiem i złotem płynącej, wydać się może szczególnie jaskrawe. Ale dla dzieciaków roku ’68, zwłaszcza w kraju, gdzie kobiety otrzymały prawa wyborcze dopiero trzy lata później, dobrobyt i demokracja musiały znaczyć coś innego niż dla ich ojców. Jednakże Tanner nie wysyła swych bohaterów na barykady. Zazwyczaj są to wyobcowani marzyciele, którzy stają się zakładnikami swojego marzenia. Dlatego czasami bliżej tym filmom do żarliwego gawędziarstwa Erica Rohmera niż do rewolucyjnego sarkazmu Jeana-Luca Godarda. 

Kadr z filmu "Charles, martwy lub żywy", reż. Alain Tanner, 1969 r. // Materiały prasowe festiwalu Nowe Horyzonty

Takim zakładnikiem jest Pan Dé z pierwszego filmu „Charles, martwy lub żywy” (1969). Właściciel rodzinnej fabryki zegarków pewnego dnia wypisuje się z systemu i zamieszkuje anonimowo w tanim hotelu żywiąc się sardynkami z puszki i winem. A następnie wprowadza się do poznanego przypadkiem młodego małżeństwa, by na zapadłej wsi prowadzić żywot birbanta i filozofa. Wolności nie odnajdzie. System zaraz upomni się o niego, zresztą nowi przyjaciele okazują się wcale nie aż tak antysystemowi, a syty głodnego nie zrozumie. Z cierpkim dystansem wpuszczona w wahadłowy ruch kamera (znak rozpoznawczy szwajcarskiego twórcy) rejestruje powolny krach mieszczańskiej rebelii.  

Pewnie zawczasu chciałaby tego uniknąć para dwudziestoparoletnich intelektualistów w „Powrocie z Afryki” (1973). Tak bardzo marzy im się wyprowadzka do Algierii, że on podejmuje pracę fizyczną, wyprzedają swoje rzeczy i żyją na walizkach. Kiedy zaś upragniona podróż nie dochodzi do skutku, zaszywają się w pustym mieszkaniu, przez długi czas udając przed znajomymi, że… są w Afryce. Dookoła rzeczywistość zmienia się i wrze (zimna wojna, antykolonializm, modernizacja, gentryfikacja okolicy), tu zaś, na gruzach egzotycznego marzenia, niedawni buntownicy zaczynają odtwarzać to, przed czym jeszcze chwilę temu bardzo chcieli uciec. W tym skądinąd zabawnym, trochę autotematycznym filmie Tanner dotyka problemów, które nie straciły na aktualności. Jak choćby niesymetryczne migracje między bogatą Północą a biedniejszym Południem, nieusuwalne bariery klasowe, salonowa lewicowość, przywiązanie do tradycyjnych ról w związkach, lęk przed rodzicielstwem. 

Kobiety u Tannera od początku mają głos. I nawet gdy łamią prawo bądź lekceważą panujący obyczaj, mają swój punkt widzenia również w znaczeniu filmowego języka. Na przykład chroniąca swą kruchą niezależność włoska kelnerka w nierównym związku z politykiem z „Centrum świata” (1974) albo życiowa outsiderka i domniemana kryminalistka z „Salamandry” (1971). Ta ostatnia na każdym kroku wymyka się dwóm zakochanym w niej aspirującym scenarzystom, z których każdy próbuje opowiedzieć ją po swojemu. Czyli na różne sposoby wykorzystać ją oraz jej historię.

Szczególnie wywrotową siłę ma „Messidor” (1979), o dwóch nastolatkach na gigancie. Dzieli je wszystko: pochodzenie, temperament, poglądy. Lecz ich bezcelowa odyseja przez niemieckojęzyczną Szwajcarię (Tanner to twórca głównie frankofoński) ma wspólny punkt wyjścia, jakim jest świat uporządkowany, acz pod spodem brutalny, emocjonalnie jałowy i w dużej mierze antykobiecy. Toteż w scenerii niczym z alpejskiej widokówki chętniej kibicuje się chaotycznym uciekinierkom niż tak zwanym porządnym obywatelom. Sam reżyser nie romantyzuje tej eskapady ani też nie próbuje moralizować. Po prostu podąża za swoimi bohaterkami, na dobre i na złe. 

Podobne dryfowanie, bycie w wiecznej drodze jako wyraz postawy egzystencjalnej bardziej niż społecznego buntu, przynosi film „W białym mieście” (1983). Kojarzy się z kinem Wima Wendersa, choć inspiracje działają w obie strony. Dodatkowym łącznikiem może być aktor Bruno Ganz oraz miejsce akcji – dekadę później w „Lisbon Story” znajdziemy wiele podobieństw do szwajcarskiego filmu. Właśnie w portugalskiej stolicy zarzuca swą kotwicę główny bohater, wilk morski znużony pracą w maszynowni. W barze, nad którym teraz mieszka, zegar chodzi do tyłu i Paul również przeprogramowuje swoje życie, zostawiając za sobą dobre zarobki i stęsknioną żonę. Ponieważ ciągle ją po swojemu kocha (albo potrzebuje wiernego odbiorcy), wysyła jej kompulsywnie nagrywane filmowe pocztówki. Tymczasem dni upływają mu na romansach, włóczęgach, awanturach – tylko jak długo można trwać w takim larwalnym stanie, w wewnętrznym bezruchu i bezczasie, niczym wspomniany przez niego aksolotl? Melancholia i równocześnie zmysłowość tego filmu, jednego z najlepszych w dorobku Tannera, ma swe źródło w jego osobistych doświadczeniach, kiedy to za młodu pracował na statkach. 

Wiele z tych tytułów to historie powolnego znikania – wyzbywania się tożsamości, związków, przedmiotów, na znak protestu przeciw nadmiernej konsumpcji, utowarowieniu wszelkich relacji, usypiającej normalizacji politycznej. Współtwórca szwajcarskiej Nowej Fali jako filmowiec ostatecznie nie poszedł aż tak radykalną ścieżką. Po drodze czerpał z wielu źródeł: z dokumentu (od niego zaczynał), ze zdobyczy różnej maści filmowych odnowicieli, z intelektualnego potencjału pisarza Johna Bergera, z którym latami współpracował, i raczej szlifował niż rewolucjonizował swój styl opowiadania. 

Coraz dalszy od filmowych manifestów czy agitek, właściwych wielu twórcom jego pokolenia, w sposób lekki czy wręcz frywolny pokazywał współczesnych mu bohaterów w wielu wymiarach istnienia. Mimo wyraźnie społecznego zacięcia i głęboko rozumianej polityczności, nie dopowiadał, przed czym konkretnie i dokąd uciekają. Dziś mieliby nie mniej powodów.

Retrospektywa filmów Alaina Tannera – 24. Międzynarodowy Festiwal Filmowy mBank Nowe Horyzonty. 18 – 28 lipca, Wrocław, 18 lipca – 4 sierpnia online. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 29/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Historie znikania