Reszka: Uchodźcy w centrum Aten

Na plac zajeżdżają żółte taksówki. Wychodzą z nich imigranci. Kurs z portu normalnie kosztuje 10 euro. Dla uchodźcy: 50. Od głowy.
Czyta się kilka minut
Ateny. 11 lutego 2015. Fot: Paweł Reszka

To było dziwne uczucie. Ateński Plac Wiktorii znałem tylko z fotografii i opowieści.

Był przecięciem trzech światów.

Na zewnątrz świat turystów z Europy. Przebiegali przez Wiktorię z aparatami fotograficznymi w dłoniach. Dla nich był to tylko kolejny przystanek między kolumnami Akropolu i zmianą warty przed parlamentem.

Krąg wewnętrzny należał do Greków. Rozgadani, siedzący w kafejkach na Wiktorii. Pogrążeni w nieustannym politycznym sporze. Patrzyli na kraj tonący w kryzysie: „Dlaczego to szaleństwo dotknęło właśnie nas?”.

A w samym środku, jądrze placu, kłębił się tłum. Należał do przybyszów ze świata całkiem obcego. Koce, namioty, tobołki. Prawdziwe koczowisko. Chaos, o krok od antycznych budowli, które aż przerażają swoją chłodną doskonałością, nieskazitelną martwotą.

Wygramoliłem się z metra na powierzchnię. Najpierw zobaczyłem dużo policji, a potem człowieka z wielką sikawką. Zmywał pozostałości po obozowisku. Brud, który wgryzł się w białe kamienie, jakieś stare szmaty, kiedyś bezcenne ubrania.

Policjant uśmiecha się przyjaźnie:

- Jak pan widzi, plac jest już czysty! Imigranci, bardzo przepraszam, uchodźcy zostali przewiezieni do obozów na peryferiach. A my dbamy, żeby tu nie wrócili.

„Plac jest czysty” zabrzmiało złowieszczo, ale szczerze. Grecy są już zmęczeni. Zawiedzeni tym, że okazali się peryferiami Europy.

Elleni, dziennikarka: - Oczywiście, czujemy brak solidarności, osamotnienie, strach, że „zamknięcie szlaku bałkańskiego” oznacza komunikat: „z tymi, którzy są u was, radźcie sobie sami”. Ale może jest jakaś nadzieja, że wszystko wróci do normy?

Na razie, choć umowa UE – Turcja o zatrzymaniu fali uchodźców i imigrantów jest gotowa do zatwierdzenia, do normy jeszcze daleko.

Nagle na plac zajeżdżają żółte taksówki. Wysypują się z nich imigranci.

Giorgina, znajoma z Aten: - Taksówkami przyjeżdżają z Pireusu. Kurs z portu to dla ciebie i dla mnie kosztuje 7 – 10 euro. Kurs dla uchodźcy: 50 euro, od głowy. Jak widzisz Grecja ma otwarte ramiona, ale są ludzie, którzy robią na nieszczęściu biznes.

Widzę, jak taksówkarze inkasują pliki pieniędzy. Przybysze wypakowują tobołki, patrzą zagubieni, starają się zejść z oczu policji.

- Skąd jesteście?

- Afganistan! Przez Iran, Turcję, morze – młody chłopak odtwarza marszrutę. Jest zmęczony, przygnębiony. Wszyscy są tacy. Śmieją się tylko dzieci. Gdy podnoszę aparat machają rączkami. Podoba im się w nowym, słonecznym mieście.

- Dokąd? – dopytuję chłopaka.  

- Dokądkolwiek w Europie.

Próbuję mu tłumaczyć, że właśnie pozamykano wszystkie granice, że chyba tu wszyscy utkną. Pewnie odeślą ich do Turcji, a może i dalej.

Chyba nie rozumie. Może to i lepiej dla niego.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”