PiS na wojennej ścieżce

Prawo i Sprawiedliwość prowadzi tyle wojen, że sami politycy partii władzy zastanawiają się nad sensem tych potyczek.
Czyta się kilka minut
Protest pod Sejmem, w którym opozycja okupuje salę plenarną. Warszawa, 17 grudnia 2016 r. / Fot. Jaap Arriens / NURPHOTO / GETTY IMAGES
Protest pod Sejmem, w którym opozycja okupuje salę plenarną. Warszawa, 17 grudnia 2016 r. / Fot. Jaap Arriens / NURPHOTO / GETTY IMAGES

Skoro bowiem rozdało się tyle pieniędzy, to warto byłoby pojechać do okręgu wyborczego, pogadać z ludźmi i spokojnie dyskontować sukces. Ludzie powinni być wdzięczni – 500 plus, obniżony wiek emerytalny, podniesiona minimalna stawka godzinowa itd. Wszystko to zgubne dla równowagi finansowej, ale nie dla popularności.

I co? Ludzie zamiast dziękować, będą pytali o zadymy przed Sejmem, posła Piotrowicza i to, że za granicą znów nas obsmarowali. Czyli zamiast odcinać kupony w domu, trzeba się będzie tłumaczyć. Po to posłowie urabiali sobie ręce po łokcie, po to wysiadywali na nocnych posiedzeniach Sejmu? Nie po to przecież!

Skala wojen rzeczywiście przeraża. Co tydzień coś nowego: od Trybunału Konstytucyjnego poprzez atak na organizacje pozarządowe, ustawę o zgromadzeniach, zakaz wpuszczania dziennikarzy do Sejmu, po uchwalenie w polowych warunkach najważniejszej dla rządu ustawy – budżetu na przyszły rok.

Patrząc z boku, można by dojść do wniosku, że jesteśmy na skraju jakiejś rewolucji. Opozycji być może w to graj. Oni zyskują na zaniepokojeniu wyborców i można mieć tylko nadzieję, iż nie są gotowi na wszystko w imię słupków.

PiS odwrotnie. Partia władzy zwiększa poparcie, gdy ludzie są zadowoleni, spokojni o przyszłość. Stałe wrzenie wypala rządzących, podrywa zaufanie do nich. PiS samo tego doświadczyło podczas poprzednich rządów. Platfoma przejęła władzę obiecując, że będzie normalnie. Totalną inwigilację miała zastąpić polityka totalnej miłości. Oczywiście, że totalnej inwigilacji nie było, a i z miłością też nie przesadzano – ale chodzi o nośne hasła, jakie wykorzystała wówczas opozycja.

Wygląda na to, że nauka poszła w las. PiS znów daje rozbitym opozycjonistom oręż. To partia Kaczyńskiego namawia ich do jedności, łączenia sił.

Po co? Jaki ma to wszystko sens? Te pytania coraz częściej słychać w obozie władzy. Nie ma na nie żadnej mądrej odpowiedzi. Oprócz tej, że prezes Jarosław Kaczyński tak chce. Być może wykalkulował sobie, że konfrontacja z opozycją i tak jest nieunikniona, więc lepiej wejść w nią na początku rządów niż potem, gdy pieniędzy będzie brakować? Być może, ale taktyka jest ryzykowna. Zaś wojny niemożliwe do wygrania.

Na krytykę prezesa odważają się jednak tylko jednostki. Dopóki opozycja jest rozbita, a notowania PiS-u wysokie, lojalność w nadchodzącym roku będzie w cenie. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 01-02/2017