Zmarł Miron Sycz. Żegnamy posła i działacza mniejszości ukraińskiej w Polsce

Jego rodzina została wywieziona na Warmię w ramach akcji „Wisła”. Swoją historię opowiedział na łamach „Tygodnika” w rozmowach z Pawłem Reszką, którego wspomnienie dziś publikujemy.
Czyta się kilka minut
Miron Sycz, Olsztyn, sierpień 2021 r. // Artur Szczepański / REPORTER
Miron Sycz, Olsztyn, sierpień 2021 r. // Artur Szczepański / REPORTER

Telefon.

– Dzień dobry, nazywam się Paweł Reszka.

– Znam.

– A wie pan, z kim wczoraj rozmawiałem?

– No z kim?

– Z Jurijem Szuchewyczem.

– Haaaaa! I co? 

– No właśnie nie wiem „co”. Chciałbym pogadać.

– Pan tu przyjeżdża.

***

Pokój w hotelu sejmowym. Gadam i gadam. Wyrzucam setki słów. On vis-à-vis. W podkoszulku. Milczy. Patrzy. W końcu uśmiecha się. Mówi powoli:

– Otóż ja znam odpowiedź na każde pana pytanie oraz mam pogląd na każdą z poruszonych przez pana spraw.

– Tak?

– Powiem panu więcej. Ja z każdym z tych poglądów się głęboko nie zgadzam. 

Obaj zaczęliśmy się śmiać. Do łez. Histerycznie. Potem przeszliśmy na „ty” i on opowiedział mi całą historię swojej rodziny. Słuchałem i zrozumiałem, że bardzo mi zaufał.

***

Potem w 2013 roku zadzwoniłem do niego.

– Chcę, żebyś udzielił mi wywiadu.

– O czym?

– O swojej rodzinie.

– Chcesz, żebym popełnił polityczne samobójstwo, tak?

Wiedział, co go czeka, ale się zgodził. Mówił w „Tygodniku Powszechnym” szczerze o UPA, akcji „Wisła”, o tym, że w jego rodzinie polski mundur budził strach, jak w szkole nie rozumiał ani słowa. Najbardziej o tym, jak powoli uczył się kochać Polskę. 

Dzwonili do mnie, płacząc. Dziękowali za tę rozmowę. Szczególnie polscy Ukraińcy, którzy dostrzegli w tej opowieści historię swojej rodziny. Uwierzyli, że nie trzeba się bać i wstydzić pogmatwanych losów. Można mówić. Liczyć, że teraz sąsiedzi na pewno już zrozumieją.

***

Myliliśmy się. Tylko on miał rację. Przewidział każdą podłość, która spotkała go za to, że był ze mną szczery. Patrzyłem na to, co go spotyka.

***

Trzy lata później znów umówiliśmy się na wywiad.

PAWEŁ RESZKA: Powinienem Pana przeprosić?

MIRON SYCZ: Pan o tamtym wywiadzie z wiosny 2013 r.?

– Tak.

– Trzy lata temu opowiedziałem panu historię swojej rodziny. Ojca, który we wrześniu 1939 r. bronił Polski, potem był w ukraińskiej partyzantce, a po wojnie siedział w celi śmierci z żołnierzami AK. Ten wywiad wiele mówił o losach Polaków i Ukraińców. Oczywiście, jeśli ktoś chciał go przeczytać z zainteresowaniem i otwartością na nasze bardzo zawiłe losy.

– Przewidywał Pan wtedy, że za szczerość zapłaci karierą polityczną.

– A pan wtedy nie chciał mi wierzyć, ale wyszło niestety na moje. Dla mnie to była trudna rozmowa. Opowieść o historii rodziny, ale i historii całego pokolenia Ukraińców mieszkających w Polsce, ich traumy i ewolucji. Dla przeciwników było to tylko źródło cytatów. Wyrywano słowo, zdanie. A potem robiono z tego ulotki, memy internetowe i używano w kampanii wyborczej. (…) Rozsyłano np. fotomontaże – na których to ja osobiście morduję ludność Wołynia. Jakby ktoś chciał mnie zniszczyć moralnie i politycznie. To niewątpliwie przyczyniło się do mojej przegranej kampanii do Sejmu. Według tych ludzi nie powinienem pełnić żadnych funkcji publicznych, najlepiej, żebym w ogóle zniknął.

– Czytałem ostatnio list otwarty, w którym zarzucano Panu, że chce nazwać szkołę z ukraińskim językiem nauczania w Górowie Iławieckim imieniem Stepana Bandery.

– O! I to jest bardzo dobry przykład skrajnej manipulacji. Chciałem, aby nazwano szkołę imieniem Symona Petlury.

Widzę, że zbliża się 10.30. Za chwilę w greckokatolickiej katedrze w Olsztynie rozpoczną się uroczystości pogrzebowe. Pożegnanie Mirona Sycza, posła, nauczyciela, marszałka sejmiku, założyciela szkoły ukraińskiej w Górowie Iławieckim, działacza Związku Ukraińców.

***

Dziękuję Ci, Mironie, za wszystko. Niech Pan Bóg ma Cię w opiece.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”