Reklama

Raport z oblężonego kina

Raport z oblężonego kina

06.09.2016
Czyta się kilka minut
Paweł Bravo był na premierze filmu "Smoleńsk": Film Krauzego nie zaciera podziałów w tej naszej przeklętej, rodzimej sprawie Dreyfusa. Ale też nie wzywa do ich pogłębiania.
Premiera filmu "Smoleńsk". Fot: EAST NEWS
S

Smoleńsk doczekał się swojej ścianki. Tego kawałka płachty z logotypami, przed którym namolne stado paparazzich demonstruje swoiście pojętą mądrość etapu, czyli strzela fleszami do ludzi mających w danym momencie wymierną finansowo wartość na giełdzie celebrytów.

Trochę mnie z początku zdumiał widok tego zjawiska w holu Teatru Wielkiego, ale w końcu 5 września poszedłem na premierę filmu, wydarzenie z definicji towarzyskie i celebryckie, choć wyćwiczona przez ostatni rok wyobraźnia kazała spodziewać się jakiegoś narodowego misterium. Zwłaszcza że wstęp na widownię był ciężko reglamentowany, jakby kapitalnie ważne było, żeby żadne obce oczy i uszy nie skaziły tego nadzwyczajnego momentu.

Jednak nie było misterium. A nawet wiecu. Po prostu premiera filmu – ze wszystkim, co wtedy się robi i mówi. Gdyby nie krótka owacja dla wchodzącego do loży prezydenta, mógłby to być dowolny kulturalny jubel, jakich w sezonie zawsze jest kilka. Podziękowania dla sponsorów i patronów równie szczegółowe i wymówione z namaszczeniem, jak wyrazy uznania dla twórców oraz dodatkowe parę słów o historii, narodzie, prawdzie i wielkości, ogólnie słuszne i po linii, ale bez patosu. Krótkie i powściągliwe słowa reżysera o wolnej Polsce i dociekaniu prawdy, które jest powinnością artysty. Prowadzący prosi o wyłączenie komórek i nienagrywanie. Może to miał być autoironiczny żart z konwencji; trudno sobie wyobrazić, żeby producent podejrzewał prezydenta, naczelnika, panią premier i czterdziestu dostojników o pirackie ciągotki...

Nie było potrzeby nagrywać, kilka scen z tego filmu zostaje w pamięci bez pomocy urządzeń elektronicznych. I nie jest to wcale podany w konwencji efektów specjalnych obraz podwójnej eksplozji w kokpicie tupolewa – dosłowność zupełnie zbędna, podczas gdy stare poczciwe kino operujące prościutkimi środkami broni się najlepiej. Łopatologicznie wyłożone rozstrzygnięcie zagadki: co się stało w Smoleńsku? (zdradzę od razu: Rosjanie rozpylili mgłę i podłożyli ładunki w samolocie) stoi jakby obok tego filmu; jest to w gruncie rzeczy doku-drama nie o samej katastrofie/zamachu, lecz o sposobie radzenia sobie z traumą. O poszukiwaniu prawdy, pojętym nie jako prosty ciąg śledczych czynności zwieńczonych prostą konstatacją faktu, lecz fatum, ciążącym nad każdym pokoleniem, wyzwaniem, któremu nigdy nie uda się sprostać do końca.

Krauze rozsiał po swoim filmie sporo aluzji do „Człowieka z marmuru” (łącznie ze sceną awantury na korytarzu i przemianą po wizycie u ojca), można to czytać prosto jako porównanie gierkowskiego zakłamania do sytuacji mediów sprzed „dobrej zmiany”, ale i głębiej, widząc w postaci tamtej wajdowskiej Agnieszki przeniesionej w skórę dziennikarki Niny ze „Smoleńska” raczej figurę wiecznego niepokoju i niewygody, na jaką pod tutejszym niebem skazani są wszyscy, którzy próbują zanurzyć się w przeszłości.

Nina wydaje się pod koniec filmu odmieniona, jednak nie oświecona. Uśmiecha się gorzko i świadomie, ale nie dołącza do tłumu, sunącego powoli Krakowskim Przedmieściem w takt kolejnych „Zdrowaś Mario”. Reżyser nie wydaje się rozstrzygać, czy poza tym widmowym kościołem Polak może być zbawiony.

Film obfituje w złośliwe, czasem żenujące, sceny i aluzje, wstawione dla pokrzepienia serc widowni przychylnej PiS-owi i niechętnej III RP. Trudno żeby ich nie było, wszak od samego początku (czyli jeszcze za czasów, gdy Tusk nie miał z kim przegrać) był robiony częściowo na złość, wbrew i ku potępieniu. Ale im bliżej finału, tym mniej w nim propagandowych uproszczeń i klisz już tak zużytych, że trzeba naprawdę gardzić „ludem smoleńskim” żeby dalej serwować mu taką tandetę. Robi się poważniej i mniej plakatowo. Dlatego może oklaski podczas napisów końcowych były oczywiste i spodziewane, ale nie aż tak znów gorące.

I potem znów – czerwony dywan, flesze, ekipy wrażych telewizji stłoczone upokarzająco za barierką przy schodach, jakby z zemsty za ostracyzm i gorsze traktowanie, jakiego doznawali w przeszłych latach ludzie, którzy są dziś na wierzchu. Ale ten tłum na wielkiej widowni, wbity w garnitury i eleganckie suknie, z daleka, a nawet i z bliska (jeśli nie wpadło się akurat na jakiegoś charakterystycznego posła lub posłańca) przecież taki podobny do tego, jaki zaludniał podobne ceremonie organizowane przez „tamtych”.

Film Krauzego nie zaciera podziałów w tej naszej przeklętej, rodzimej sprawie Dreyfusa. Ale też nie wzywa do ich pogłębiania. Bez sensu było, przez ścisłą segregację gości, robić z niego rzecz czysto PiS-owską.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Zawodu dziennikarskiego uczył się we wczesnych latach 90. u Andrzeja Woyciechowskiego w Radiu Zet, po czym po kilkuletniej przerwie na pracę w Fundacji Batorego (program pomocy dla...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Przepraszam Pana Recenzenta, ale przeczytałam ten tekst wyłącznie z sympatii za urocze artykuły o kuchni włoskiej. Film i jego wydźwięk, jak też to, co działo się na widowni zapełnionej przez spoleczna mierzwę zaproszoną przez milosciwie panujący gang nie interesują mnie nic a nic:)))

aby wziąć udział w imprezie, o której z góry wiadomo że jest li tylko propagandową hucpą w goebelsowskim stylu, trzeba być albo skończonym durniem, albo koniunkturalnym karierowiczem - ze zdecydowaną przewagą tych drugich moim zdaniem. No chyba, że było się tam w pracy - jak szatniarki czy red. Bravo...;)

Dużo grzecznej stylistyki, trochę na okrągło. A ja spróbuję obstawić w ciemno jednym słowem: glut. Brava?...

Prymitywna mowa nienawiści w najlepszym wydaniu, „Spoleczna mierzwa ”- użyte określnie idealnie pasuje do autorki tego wpisu.

Gorszy sort uczy się tej mowy od dekady. Daleko nam jednak do Mistrzów lepszego sortu.

Świete słowa, Pani Justyno:))) Taka retoryka nie przystoi z pewnoscią pani w moim wieku. Ale cóż...to silniejsze ode mnie. No i chyba jednak należy wypracować jakiś modus dicendi podczas określania tamtej strony, żeby oddac rzeczywistość, a jednocześnie nie obrazać uczuc estetycznych czytelnikow.

Modus dicendi niemłodej pani — obelgi, bo to „silniejsze ode mnie ”, Gratuluję. Tak usprawiedliwiają się ludzie bez hamulców i psychopaci, każdy psychiatra to wie. Modus operandi młodzieży — sikanie na znicze, Też imperatyw, prawda ?

to jest wasza zaklamana mitologia jak i to że prezes był 13 letnią dziewczynką,która nie sypała na gestapo.

Modus operandi młodzieży PiS-owskiej, to bicie ludzi, którzy przyszli na pogrzeb, przypominam. I skandaliczne gwizdy na cmentarzu w rocznicę Powstania Warszawskiego. A ja za swoje słowa bynajmniej nie przepraszam. No, może Pana, skoro Pan czyta Tygodnik Powszechny. Reszta, to osobnicy nie zasługujący na żadne względy, skoro bez mrugniecia oka demolują państwo, m. in. kręcąc takie filmy, jak "Smoleńsk".

Ekscesy młodzieży ONR są równie obrzydliwe jak ekscesy Antify. A jeśli chodzi o film, który „demoluje państwo ” — to śmieszna i niebezpieczna teza. Żaden film, żadna sztuka państwa nie demoluje . Takie twierdzenie to gloryfikacja cezury. Ja nie chcę żyć w państwie, w którym pewne filmy nie mogłyby być kręcone.

Bynajmniej nie zalecam cenzury, zalecam totalny bojkot. I nie tylko nieuczciwych, kłamliwych filmów, ale całej działalności obecnych władz, ich zaleceń i imprez

Czyli nie protestował by pan gdyby w Polsce kręcono i emitowano film o życiu Antona la Vey? Założenie dodatkowe, film przedstawiał by go raczej pozytywnie.

O tak, opowiadanie o sikaniu na znicze i mgle helowej pod Smoleńskiem, wielkości prezydentury Lecha K. poległego w zamachu oraz Polsce w ruinie pod rządami poprzedniej koalicji - to są imperatywy bolszewickiej hołoty.

Jakoś dziwnie cicho o niejakim Ryszardzie Cybie, który dokonał mordu politycznego w biurze PiS w Łodzi . To taka hołota jak jemu podobni karmi się mową nienawiści. Ten mord jest bez precedensu we wspóczesnej Ruropie.

Szanowny Pan wspomina poniżej o ironii i kojarzy ją od razu z inteligencją - tyle w tym prawdy, co w skojarzeniu śmierci M. Rosiaka z mordem politycznym. A co do precedensów - no niechże Szanowny nie zapomina o poległych w zamachu pod Smoleńskiem!... I jeszcze był taki jeden co na głos mówił, że muchy obsrały portret Pana Prezesa.

A czym był napad na biuro PiS- u w Łodzi i zabicie Rosiaka i ranienie innego działacza jak nie mordem politycznym ? Przecież nie z pobudek osobistych, bo morderca nawet go nie znał . Kiedy został ujęty prez polcję krzyczał, że chciał zabić Kaczynskiego, ale mu się nie udało. Doprawdy są granice hipokryzjii zakłamywania rzeczywistości. A recenzja Pawła Bravi to jak perły przed wieprze.

Jak komu dobremu wytłumaczę, ale tylko raz - zdarzenia takie zwie się czynami szaleńca, wzmianka o Kaczyńskim tę tezę doskonale ilustruje. Z polityką ów jegomość miał zaś tyle wspólnego, co pies wyjący do księżyca z astronomią.

Cybę — człona PO zresztą — wyhodowano na mowie nienawiści, Każdy, kto zabija drugiego człowieka jest w pewien sposób szaleńcem. Ale ofiarę wybrał według określonego kryterium. Zastanawiam się, czy ktoś na tym forum zrozumiał recenzję Pawła Bravo, ale najwyraźniej za trudna.

Przepraszam, ze się wtrące, ale chyba ow Cyba chciał zabic Komorowskiego, a ze go nie spotkał, a czuł mus nie do przezwyciężenia, żeby komus przywalić, to wyzył się na biednym Rosiaku:)))

Proszę zapytać wujka google , jak to z Cybą było. Są dokładne relacje , także z procesu. Ale nie wierzę w takie wyparcie faktów. Nikt nigdy nie sugerował, że mogło chodzić o Komorowskiego.

Sprawdzę z ciekawości. A tak w ogóle - tylko ten nieszczęsny Rosiak może słuzyc wam za ofiarę szczególnej barbarii PO?:)))

Rozumiem, że zabandażowany paluszek pana z KOD-u jest przykładem prawdziwego bestialstwa, Bądźmy poważni : zabójstwo z politycznej nienawiści i - jak pokazuje przykład Pani– tak łatwo zapomniane. Dobranoc

No nie. Są przecież polegli w zamachu pod Smoleńskiem z prezydentem Kaczyńskim na czele, za nim małżonka, dalej Kaczorowski i reszta hurtem, tak jak w apelu. Szanowna Pani MUSI zobaczyć "Smoleńsk", i to tak ze trzy razy minimum.

Sorry, ale nie ma takiej opcji:)))

Sprawdziłam:))) Facio chciał zabic Kaczyńskiego, a nie Komorowskiego:)))

Czytałem o przypadku gdy dziadek zabił wnuczka siekierą, bo w alkoholowym amoku uznał, że to diabeł. Czy za ten czyn należy obciążyć KK który szerzy "mowę nienawiści" względem tego typów bytów? Jak na mój gust trudno czyn chorego psychicznie człowieka uznać za przejaw mordu politycznego, to niestosowne. Niemniej fakt, "mowa nienawiści" szerzona przez grupy które jednocześnie wielce firmują się jako mające patent na słuszność i sprawiedliwość jest pewną formą ohydnego kłamstwa, które miewa swoje paskudne przełożenie na rzeczywistość i czyny ludzi, czy to w religii, czy polityce, czy czymkolwiek.

A ja bym dodał, że z tą bolszewicka hołotą, która dorwała się cynicznymi oszustwami do władzy w Polsce i tę Polskę zamienia nam teraz w kupę gruzów, oraz z jej bezczelną, pozbawioną podstawowych zasad moralnych klientelą - należy rozmawiać ich językiem. A kto chce, niech się modli o Wersal w polskiej polityce. Obawiam się jednak, że już za późno. Bojówki pisczyzny już tłuką kogo trzeba na naszych ulicach - przyjdzie czas, wejdą i do domów.

Co za apokaliptyczna wizja Bojowki , które wejdą do domów. Może kolbami w dzrwi załomoczą ? Załosne, doprawdy.

A żałosne są próby lekceważenia wszelkich przejawów bolszewickiej rewolty jaką pisczyzna uskutecznia w Polsce i ironizowania na ten temat.

Histeryczny pisk jest rzeczą żałosną , śmieszną, deprecjonującą .

Byłabym wdzięczna za komentarze odnoszące się do problemu "Smoleńska" jako filmu odpowiedniego na wycieczkę szkolną. Obawiam się, że kasowość tego dzieła nie przerośnie oczekiwań i faktycznie kiedyś rozkwitnie pomysł masowego doinwestowania produkcji z kieszeni polskich licealistów. Moja pociecha rozpoczyna edukację w szkole słynącej z ciągotek patriotycznych więc już teraz zastanawiam się czy ewentualna zgoda na taki seans narazi mnie jedynie na stratę kilku złotych czy też ma szansę powodować większe szkody. Niby wyznaję zasadę, że nie krytykuje się tego czego się widziało ale obawiam się że młody wiek i brak umiejętności krytycznego spojrzenia, może tę naszą młodzież łatwo wpuścić w pułapkę, z której długo trzeba będzie się wydostawać. Czy ktoś z Państwa ma jakieś doświadczenia?

Mój syn szczęśliwie uchował się przed taka działalnościa szkoły. Ja z kolei, jak pamiętam, uciekłam z seansu jakiegoś filmu radzieckiego, na który mnie zaprowadzono z całą klasą. Nie było szczęśliwie zadnych konsekwencji:)))

Założyciel CNN nabijał się z katolików przy każdej okazji ale swoje dzieci wysyłał do szkół katolickich właśnie, a to ze względu na solidny poziom, dyscyplinę i świadomość tego, że tam będą bezpieczne. Pani przecież ma do dyspozycji szereg innych, mniej patriotycznych szkół skoro to takie straszne dla Niej jest, że dzieci muszą chodzić do patriotycznej szkoły.

Zapytanie nie dotyczy patriotycznych ciągotek szkoły w ogólności a jedynie konkretnego problemu - wypaczonego spojrzenia na patriotyzm, wyrażającego się w mitologizowaniu postaci i zdarzeń ku osiągnięciu partykularnych celów, skutkującego raczej obronnym odruchem wymiotnym zamiast pogłębieniem szlachetnych postaw. Po wtóre, sprowadzanie problemu do "ja" i "moje" ma sens jedynie dla krótkowzrocznych - dla tych drugich oczywistym jest że "młodzieży chowanie" przełoży się na przyszłość tego kraju. Stąd pytanie - pozwolić obejrzeć czy nie wpuszczać w pułapkę? O braku krytycyzmu, chłonności młodego umysłu i celności przekazu obrazkowego proszę sobie doczytać.

a do palenia książek kiedy dojdziemy? ;p

Można sobie oceniać negatywnie władzę,przy okazji filmu"Smoleńsk"oraz sam film nie oglądając go,ale to wszystko bez skutecznego pożytku.Władza jest"nasza-PiS" i wszelkie demonstracje niezadowolenie,pewna siebie lekceważy to sobie."Psy szczekają,karawana idzie dalej".

Proszę tylko sobie wyobrazić, co zrobia te psy, kiedy karawana się zatrzyma i straci oddech:))) Podejmuje się osobiście do nich dołączyć:)))

Ludzie mają w sobie jakiś gen niewoli. Ten gen sprawia, że są posłuszni temu co słyszą z ambony. Dzisiejszą amboną jest ekran. Niemniej stawiają jeden warunek, ma być to podane w atrakcyjnej formie. Stąd kiedyś chóry, malowidła, rzeźby i inne takie bla, bla, bla. To co z ekranu ma być atrakcyjne. Nie oglądałem filmu, nie mam bladego pojęcia czy film jest dobry czy kiepski (bynajmniej nie o idee mi chodzi, ale o warsztat). Jeśli ambona/to co z ekranu, będzie kiepskie, to władza PiS-u skończy się równie niespodziewanie jak się zaczęła. Kto widział zatem niech sobie odpowie czy to długo potrwa? ps. jak będzie za darmo chętnie zobaczę, sam ciekaw jestem :)))

Byłem na filmie. Jestem nauczycielem. Uważam, że młodzież powinna ten film zobaczyć, po to żeby zrozumieć, że prawdy trzeba szukać samemu.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]