Ptasia grypa nie ma już granic. Jeden chory wydrzyk domknął mapę

Australia już nie jest kontynentem wolnym od H5N1. Wirus ptasiej grypy zabija setki gatunków, lecz między ludźmi nadal szerzy się słabo.
Czyta się kilka minut
W położonych blisko siebie koloniach ptaków (na pierwszym planie wydrzyk brunatny i pingwin królewski w sąsiedzkim sporze) i morskich ssaków (w tle słonie morskie) wirus ptasiej grypy łatwo się rozprzestrzenia i przeskakuje na kolejne gatunki. Wyspa Macquarie na Oceanie Spokojnym, położona w połowie drogi pomiędzy Australią i Antarktydą // Fot. blickwinkel / Alamy / Be&W
W położonych blisko siebie koloniach ptaków (na pierwszym planie wydrzyk brunatny i pingwin królewski w sąsiedzkim sporze) i morskich ssaków (w tle słonie morskie) wirus ptasiej grypy łatwo się rozprzestrzenia i przeskakuje na kolejne gatunki. Wyspa Macquarie na Oceanie Spokojnym, położona w połowie drogi pomiędzy Australią i Antarktydą // Fot. blickwinkel / Alamy / Be&W

Skąd taki wzrok? żeglarzu mów!

Niech strzegą cię niebiosa”

„Ukarz mnie Bóg! Do ręki łuk – 

Zabiłem albatrosa” 

Samuel Taylor Coleridge „Pieśń o Starym Żeglarzu”, tłum. J. Kasprowicz 

Dla żeglarzy mórz południowych nie było gorszego omenu niż śmierć albatrosa. Tym razem złym omenem nie był jednak ten majestatyczny żywy szybowiec, a wydrzyk brunatny. Mniejszy od albatrosa antarktyczny łotr i łobuz, który rabuje gniazda i kradnie zdobycz innym ptakom. 

Ten konkretny wydrzyk już nie był w stanie nikomu zagrozić. Ptak, odnaleziony w odludnej części Parku Narodowego Cape Le Grand w południowo-zachodniej Australii, ledwie żył, gdy natknęła się na niego miejscowa pracowniczka. Próbki pobrane od chorego zwierzęcia trafiły do ośrodka badawczego prowadzonego przez australijską akademię nauk CSIRO.

Wyniki były dokładnie takie, jakich przyrodnicy, rolnicy i politycy kraju z antypodów obawiali się najbardziej. 20 czerwca Australia poinformowała Światową Organizację Zdrowia Zwierząt (WOAH) o pierwszym wykryciu wysoce zjadliwego wirusa ptasiej grypy H5N1 u dzikiego ptaka na swoim kontynencie. Analiza genetyczna wykazała linię 2.3.4.4b – tę samą, która od kilku lat rozprzestrzenia się na całym świecie wśród dzikich ptaków, drobiu (wcześnie wykrytą ją także na polskich fermach) i coraz większej liczby gatunków ssaków.

Uruchamianie odtwarzacza...

Wcześniej dotarła do obu Ameryk, Europy, Afryki, Azji i regionu antarktycznego. Australia pozostawała ostatnim zamieszkanym kontynentem poza jej zasięgiem. Z tego powodu WOAH uznała australijskie zgłoszenie za wydarzenie o szczególnym znaczeniu epidemiologicznym. Wirus H5N1 oficjalnie podbił cały świat.

Ptasia grypa w Australii

Do 30 czerwca federalna minister rolnictwa Julie Collins mówiła o pięciu potwierdzonych wykryciach wirusa ptasiej grypy u migrujących ptaków morskich: czterech w Australii Zachodniej i jednym w Australii Południowej. Nie było zakażeń w fermach drobiu, w których wirus może powodować olbrzymie straty, ani sygnałów masowego padania dzikich zwierząt.

Na początku lipca CSIRO potwierdziła szósty przypadek: petrela olbrzymiego znalezionego w pobliżu Hawks Nest w Nowej Południowej Walii na wschodzie kontynentu. W tym samym czasie badano kolejnego ptaka tego samego gatunku z plaży Mullaloo w Australii Zachodniej. Główny lekarz weterynarii kraju podkreślał, że H5N1 nadal nie pojawił się w komercyjnej produkcji drobiarskiej, a ryzyko dla ludzi pozostaje niskie. Chore zwierzęta odnajdowano jednak w miejscach odległych od siebie o tysiące kilometrów. 

Australia zna ptasią grypę. W latach 2024-2025 zmagała się z ogniskami innej odmiany, H7, w fermach drobiu, ale po ich wygaszeniu odzyskała status kraju wolnego od wysoce zjadliwej ptasiej grypy. Szczep H5N1 2.3.4.4b pojawił się tam po raz pierwszy.

Kontynent długo chroniła geografia. Najważniejszymi nosicielami wirusów grypy są migrujące kaczki i gęsi przemieszczające się między Eurazją a innymi częściami świata. Australia leży poza głównymi szlakami tych wędrówek, a rodzime ptaki blaszkodziobe rzadko opuszczają region australijsko-papuaski. Dodatkową przeszkodą dla wirusa jest brak rozbudowanej na tym kontynencie sieci targów żywego drobiu, które w wielu krajach Azji sprzyjają powstawaniu nowych wariantów patogenów.

Wirus H5N1 ominął oba zabezpieczenia. Nie przyszedł z północy wraz z kaczkami ani przez handel drobiem. Nadleciał z południa. Dotarł więc do Australii szlakiem, którego przez lata obawiano się mniej niż północnych tras migracji.

Pomór zwierząt w skali świata

Kontynentalne przypadki są na razie pojedyncze, ale wirus potrafi się szybko i daleko rozprzestrzeniać.

Na niezamieszkanych przez ludzi Wyspach Heard i McDonalda, położonych ok. 4 tys. km na południowy zachód od Australii, grypę H5N1 wykryto u pingwinów królewskich i białobrewych, petreli nurkujących oraz u płetwonogich ssaków – słoni morskich i kotików antarktycznych.

Zdjęcia z dronów wykonane podczas wypraw w październiku 2025 i styczniu 2026 r. pokazały skalę strat. Średnia śmiertelność młodych słoni morskich wyniosła 76 proc., a w jednej kolonii sięgnęła 97 proc. Z około 17 tys. urodzonych młodych padło blisko 13 tys. Podwyższoną śmiertelność odnotowano również w koloniach pingwinów.

Analizy genetyczne wskazują, że wirus prawdopodobnie dotarł tam z francuskich Wysp Crozeta, oddalonych o około 1800 kilometrów. Jak podkreślała kierująca badaniami Julie McInnes, H5N1 „nadal przesuwa się na wschód wokół regionu subantarktycznego”.

W innych częściach świata także sieje od kilku lat spustoszenie w dzikich populacjach. W 2022 r. w Kanadzie H5N1 zabił w ciągu sześciu miesięcy ponad 8 tys. nurzyków i 25 tys. głuptaków północnych spośród ponad 213 tys. policzonych ptaków lęgowych. W kolejnych sezonach liczebność największych kolonii głuptaków spadła o około 40 proc., a nurzyków o 9 proc. 

W USA między styczniem a czerwcem 2022 r. wirusa wykryto u 136 bielików amerykańskich w 24 stanach. W Parku Narodowym Voyageurs w Minnesocie zniknęły dwie trzecie par lęgowych. W 2023 r. H5N1 zabił także 21 kondorów kalifornijskich, podczas gdy światowa populacja tego gatunku liczyła mniej niż 600 osobników. Rozpoczęto wtedy pierwsze szczepienia kondorów przeciw ptasiej grypie.

W Chile z powodu ptasiej grypy zginęło ponad 2,7 tys. pingwinów peruwiańskich, w Grecji przeszło 2 tys. pelikanów kędzierzawych, w Republice Południowej Afryki ok. 24,5 tys. kormoranów przylądkowych, w Holandii blisko 10 tys. rybitw czubatych, w Idaho 7 tys. śnieżyc dużych, a w Peru 5,5 tys. pelikanów peruwiańskich. 

Dotąd potwierdzono zakażenia u co najmniej 406 gatunków dzikich ptaków i 51 gatunków dzikich ssaków, dla których ten „ptasi” z nazwy i pochodzenia wirus staje się coraz bardziej niebezpieczny.

W Argentynie niemal zniszczył kolonię słoni morskich. W 2023 r. padło 96 proc. młodych – około 17,5 tys. zwierząt. Rok później na główne plaże lęgowe wróciła zaledwie jedna trzecia typowej liczby samic. Odbudowa populacji może potrwać nawet sto lat.

Coraz częściej wirus pojawia się również w ogrodach zoologicznych. W 2024 r. w Wildlife World Zoo w Arizonie padły m.in. gepard, puma, gęś indyjska i kukabura. W wietnamskich ogrodach zoologicznych H5N1 zabił 47 tygrysów, trzy lwy i panterę.

Większości ofiar nigdy nie uda się policzyć. Giną na morzu, w tundrze, na odległych wyspach i w koloniach lęgowych, do których naukowcy docierają raz lub dwa razy w roku. 

Często pierwszym sygnałem katastrofy nie są martwe zwierzęta, lecz puste kolonie w następnym sezonie lęgowym.

Jak wirus przenosi się między gatunkami

H5N1 nie jest nowym wirusem. Po raz pierwszy wykryto go w 1996 r. u gęsi w chińskiej prowincji Guangdong, a rok później w Hongkongu odnotowano pierwsze zakażenia ludzi. Przez kolejne dwie dekady nowsze odmiany wirusa pojawiały się i znikały. Powodowały lokalne epidemie w fermach drobiu, czasem zakażały ludzi, ale nie potrafiły utrzymać się na długo w populacjach dzikich ptaków. Obecna linia H5N1 2.3.4.4b okazała się inna.

Na przełomie 2020 i 2021 r. ten wariant zaczął skutecznie krążyć wśród dzikich ptaków. Zamiast wygasać po likwidacji kolejnych ognisk, przemieszczał się wraz z migracjami na następne kontynenty. 

Według wspólnej oceny światowych organizacji zajmujących się zdrowiem i żywnością (FAO, WHO i WOAH), między 1 lipca 2025 a 1 marca 2026 r. zgłoszono 185 zdarzeń związanych z H5N1, obejmujących ponad 1 tys. ognisk na fermach drobiu, przeszło  6 tys. u dzikich ptaków i dziewięć u bydła. Trudna sytuacja jest m.in. w Europie. Od września do listopada 2025 r. zgłoszono ponad 3,2 tys. wykryć wirusa u dzikich ptaków w 28 krajach – około dziesięć razy więcej niż rok wcześniej.

To dlatego epidemiolodzy coraz częściej używają słowa „panzootia”. Pandemia opisuje chorobę szerzącą się między ludźmi. Panzootia oznacza epidemię obejmującą zwierzęta na wielu kontynentach. 

H5N1 zmienił przede wszystkim świat zwierząt, a nie ludzi.

Najbardziej niepokojącą zmianą ostatnich lat nie jest jednak liczba zakażonych ptaków, lecz rosnąca liczba zakażonych ssaków. Jeszcze kilka lat temu takie przypadki uznawano za wyjątki. Dziś H5N1 wykryto już u fok, słoni morskich, lisów, niedźwiedzi polarnych, kotów, zwierząt hodowlanych i bydła mlecznego.

Największy przełom nastąpił w Stanach Zjednoczonych. Od 2024 r. wirus zaczął rozprzestrzeniać się w stadach bydła mlecznego. Do 1 marca 2026 r. dodatnie wyniki potwierdzono w ponad tysiącu stadach w 19 stanach. Analizy genetyczne wskazują, że doszło co najmniej do czterech niezależnych przejść wirusa z ptaków na bydło.

To właśnie bydło zmieniło sposób myślenia o H5N1. Krowy żyją w stałym kontakcie z ludźmi, są codziennie przemieszczane między gospodarstwami i regularnie badane. Każde zakażenie daje wirusowi kolejną okazję do przystosowania się do organizmu ssaka.

W USA odnotowano również zakażenia ludzi związane z kontaktem z chorymi krowami. Amerykańskie Centra Kontroli i Prewencji Chorób (CDC) uznało zdarzenie z Teksasu za prawdopodobnie pierwszy udokumentowany przypadek przeniesienia H5N1 z zakażonego ssaka na człowieka.

Straty hodowców drobiu

Olbrzymie straty notują hodowcy. Według WOAH między 2005 a 2024 r. wysoce patogenna grypa ptaków doprowadziła do śmierci lub wybicia ponad 633 mln sztuk drobiu. W samym 2022 r. – aż 146 mln.

Tylko w ciągu ostatnich 18 miesięcy zgłoszono ponad 2 tys. ognisk szczepów wysoce zjadliwej ptasiej grypy w 64 krajach i terytoriach. W ich wyniku padło lub zostało wybitych ponad 140 mln sztuk drobiu. Za tymi liczbami idą odszkodowania, ograniczenia eksportowe i wzrost cen jaj oraz mięsa. Australia zna ten mechanizm z własnego doświadczenia. Epidemia wariantu H7 z lat 2024-2025 zakończyła się wybiciem około 2 mln kur, blisko 7 proc. krajowego stada niosek.

H5N1 stawia jednak przed służbami weterynaryjnymi trudniejsze zadanie. Wirus nie ogranicza się do ferm. Krąży w populacjach dzikich ptaków, dlatego nawet po wygaszeniu jednego ogniska może wrócić wraz z kolejną falą migracji. Do australijskich ferm jeszcze nie dotarł. Nie wpłynął również na produkcję jaj ani mięsa. Mimo to Papua-Nowa Gwinea wstrzymała import australijskiego drobiu i jaj. W przypadku H5N1 skutki gospodarcze często wyprzedzają epidemię.

Ryzyko dla ludzi

Najlepszą wiadomością w kontekście panzootii ptasiej grypy jest to, że H5N1 nadal bardzo słabo przenosi się pomiędzy ludźmi. To najważniejszy powód, dla którego eksperci nie mówią dziś o nowej pandemii.

Jak podaje WHO, od 2003 r. do 31 marca 2026 r. potwierdzono 997 zakażeń ludzi wirusem w 25 krajach. Zmarło 478 osób. Śmiertelność wśród potwierdzonych przypadków wyniosła więc blisko 50 proc., choć rzeczywista może być niższa, ponieważ część łagodnych zakażeń nigdy nie została rozpoznana.

Do 10 czerwca 2026 r. amerykańskie CDC odnotowały 1022 potwierdzone zakażenia u ludzi. Między sierpniem 2025 a czerwcem 2026 r. poza USA wykryto jeszcze 12 przypadków – w Bangladeszu, Kambodży i Indiach. Trzy osoby zmarły. W żadnym z nich nie potwierdzono trwałego przenoszenia wirusa z człowieka na człowieka.

Najbardziej narażeni pozostają pracownicy ferm drobiu, weterynarze, osoby usuwające padłe zwierzęta, opiekunowie dzikiej fauny, pracownicy laboratoriów oraz – w niektórych sytuacjach – gospodarstw mlecznych.

Dlatego australijscy lekarze rodzinni otrzymali zalecenie zwracania szczególnej uwagi na pacjentów mających kontakt z zakażonymi zwierzętami. 

Objawy infekcji obejmują gorączkę, kaszel, ból gardła, katar, bóle mięśni, ból głowy, zmęczenie, dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego oraz zapalenie spojówek. 

To ostatnie łatwo przeoczyć, choć u osoby mającej kontakt z patogenem może być pierwszym objawem.

Jedno zdrowie

Pojawienie się H5N1 w Australii nie zwiększa bezpośrednio zagrożenia dla Polski. Europa żyje z tym wirusem od kilku sezonów. Krąży on zarówno w populacjach dzikich ptaków, jak i na fermach drobiu.

Australijski przypadek ma jednak znaczenie wykraczające poza jeden kontynent. Po raz pierwszy od początku epidemii nie ma już miejsca na świecie, które pozostawałoby poza zasięgiem linii H5N1 2.3.4.4b. Nawet kontynent chroniony przez ocean, szlaki migracji ptaków i rygorystyczną bioasekurację na fermach, nie uniknął wirusa.

To przypomnienie, że bezpieczeństwo biologiczne nie kończy się na granicach państw. Dla hodowców oznacza konieczność wzmocnienia ochrony ferm, dla weterynarzy i epidemiologów – stały monitoring dzikich zwierząt, a dla zwykłych ludzi jedną prostą zasadę: nie dotykać chorych ani padłych ptaków i zgłaszać takie przypadki odpowiednim służbom.

Australia przygotowywała się na ten moment od kilku lat. Powołała międzyresortowy zespół ds. H5N1, rozbudowała monitoring dzikiej przyrody, stworzyła system AviFluMap śledzący migracje ptaków i ogniska choroby oraz włączyła do obserwacji rdzennych strażników terenów północnej Australii. Wszystkie te działania opierają się na koncepcji One Health (Jedno Zdrowie), zakładającej, że zdrowia ludzi, zwierząt i środowiska nie da się oddzielić.

Ten sam wirus może najpierw krążyć wśród dzikich ptaków, potem zabić tysiące słoni morskich lub pingwinów, przedostać się do ferm drobiu, zakazić bydło mleczne, a w końcu człowieka mającego kontakt z chorym zwierzęciem. Każdy z tych etapów jest częścią jednego procesu. 

Ignorowanie stanu środowiska i zdrowia dzikich populacji zwierząt zawsze prędzej czy później odbija się na ludziach – ich pracy, zdrowiu i życiu.

Wydrzyk z Cape Le Grand był jednym chorym ptakiem znalezionym na odludnym odcinku australijskiego wybrzeża. Ale jego przypadek zamknął pewien etap. W poemacie Coleridge’a martwy albatros zawisł żeglarzowi na szyi „zamiast krzyża”. W Australii nie było winy ani kary. Był tylko chory ptak, próbka wysłana do laboratorium i wynik, który pokazał, że nawet ocean nie wystarczył, by zatrzymać H5N1.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 30/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Wirus, który dostał skrzydeł